piątek, 4 lipca 2014

Rozterki posiadaczy

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Lało ostatnio bez opamiętania i o rozkoszach życia tarasowego można było sobie tylko pomyśleć. Ponadto trudno prowadzić życie tarasowe ze szklanką zimnego napoju w jednej ręce i z ciekawą książką w drugiej skacząc jednocześnie po drabinie i malując kuchnię, przedpokój i sufity w łazience. Bo po sześciu latach jakoś poszarzały one i pożółkły. Zatem umalowaliśmy co było do umalowania, ale jeszcze nam troszkę zostało. Wnęki okienne nigdy niczym nie były malowane po wprawieniu szczelnych okien. Nie mieliśmy na to siły dawniej, nie mamy i teraz. To co zostało będę musiała małym pędzelkiem przy okazji wykonać. Bo teraz... już mi się absolutnie nie chce.
Chyba się postarzeliśmy, albo zawsze byliśmy tacy niewydolni, że nie damy rady więcej. Pozostałe komnaty zostały jak były pędzlem nietknięte. Pan Mąż ma rozpacz w oczach na napomknienie, że salon, gabinety i sypialnia tez by trzeba odnowić. Powód jest prozaiczny: tam są książki. I regały na amen przytwierdzone do ścian. Ponoć nie da się ich odkręcić a potem ponownie przykręcić. Patrzyłam jak Pan Mąż odkręcił a potem przykręcił pewną listwę na ścianie i faktycznie, lepiej z regałami mocno obciążonymi tego nie robić. Poza tym myślę, że samo przenoszenie książek, które posiadamy wyczerpało by nas do cna. I po ich zdjęciu z regałów na nijakie malowanie nie mielibyśmy siły. Latka lecą.
O ile żyć w mieszkaniu z poszarzałymi ścianami się da bez problemu, o tyle meble tarasowe niestety trzeba zabezpieczyć od tego, co leci z nieba. Sam taras także co jakiś czas wymaga ochlapania go drewnochronem, bo zgnije i się rozpadnie jak to uczynił jego poprzednik. Zatem dziś Pan Mąż obrabiał meble olejem do drewna egzotycznego i Sadolinem, a ja wojowałam z tarasem per se.



Teraz poczekamy aż to wszystko wyschnie przyzwoicie, i o ile będzie jeszcze ładnie, to się tym nacieszymy. A jak będzie lało, to tylko przez okno na to popatrzymy, a urokami życia na zewnątrz będziemy się cieszyć na cudzych tarasach na wakacjach.
Ja ja nie znoszę tego stanu zawieszenia, w jakim się człowiek przy remontach, malowaniach  i przemeblowaniach znajduje. Bałagan, rzeczy nie na swoim miejscu, wyprowadza mnie to z równowagi do cna.

6 komentarzy:

  1. Współczuję, współczuję i jeszcze raz współczuję. Sama teraz przechodzę remontowy armag(i)edon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet nie jest armagedon, 3/4 mieszkania było nawet podczas jednodniowego malowania dostępne, ale nie mamy już na to siły, przeraża nas to, męczy. Nie nadajemy się.
      Wolimy zrobić byle jak i zwinąć folie i śmietnik, niż bawić się z tym, żeby było jak trzeba.

      Usuń
  2. Tez jestem dziwna. A nawet ciut dziwniejsza bo nie odsuwałam regałów do malowania. Pomalowałam dookoła ;) Od góry nie widać a boki wyszły ladnie. Życie jest za krotkie żeby latac z regałami ;)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W taki właśnie sposób przywykła malować mieszkanie Alicja i Pan Mąż. Dla mnie to jakaś paranoja. Ale w końcu ile razy w życiu malowali komnaty choćby Ludwik XV czy Elżbieta I ?

      Usuń
  3. Mnie kiedys bardak doprowadzal do szalu, teraz mniej, bo byl czas przywyknac ;) dom stary, rocznik mojego ojca, zawsze cos sie dzieje. Po spadnieciu glinianej sciany (przednio namoczonej utwardzaczem), trzeba bylo sporo odkurzac. Przezylam... jedynie Mirce sie spodobalo i siusnela w gruz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psy mają zdrowe podejście do upadających ścian.
      Nasze zwierzaki na widok powiewających folii, farb, pędzli, znikającego psiego posłania mają w oczach wyraźny znak zapytania, niemal słychać jak mamroczą pod nosami - Państwo zwariowali, no ludzie są całkiem nieobliczalni, co oni znów wymyślili?

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.