Co roku o tej porze w życiu blogowym stagnacja następuje. Jedni znikają w plenerze, inni siedzą na działkach i mało kto coś sensownego ma latem do powiedzenia. No ogórki i już.
Ze mną to samo. Czytam jakieś kryminałki, na drutach powoli się robi biały estoński szal z Dropsa Lace ale nie ma co pokazywać 1/3 zezwłoka. Wiem, że będzie piękny po zblokowaniu i z brzegową koronką, teraz to szmatka kompletnie bez wdzięku. Mam wrażenie ze mimo deszczów bez ustanku biegam do ogródka i na taras z wielką konewką i albo leję wodę w nasturcje, albo uzupełniam stan oczka wodnego.
Groszek pachnący po początkowym udanym starcie zdechł na mączniaka. Pryskałam go jakimiś antygrzybami, ale nic to nie dało. Dziś groszek wyrwałam i wyrzuciłam do śmietnika. Mączniak chyba lubi również moją miętę w ogródku. Oprysk pomógł tylko berberysowi. Co roku berberys był szary i zdychający a teraz się trzyma dzielnie. Poza nieudanym groszkiem wszystko rośnie jak wściekłe, takiego gąszczu na tarasie nie było jeszcze nigdy. Rośliny mają ponad metr wysokości od ziemi! I w końcu wiem co robić z pelargoniami: nie podlewać za dużo, podsuszone lepiej kwitną.
Ciekawe spostrzeżenie językowe mam jeśli chodzi o mentalność Polaków, Niemców i Anglików. Niecierpek po angielsku i po niemiecku to "Pracowita Elżbietka" (Busy Lizzie i Fleissiges Lieschen) bo kwitnie bez przerwy jak umie najładniej. Dla Polaka ta sama roślina z tego samego powodu to Głupi Jaś. Widać jaki u nas jest etos pracy.
Kretka chodzi zupełnie dobrze, po prawdzie jak szczeniak się zachowuje. Dawno nie było tak, żeby psa nic nie bolało. Pani doktor psia ortopeda poszła na macierzyński i długo się nie zobaczymy, trzeba było poszukać jakiegoś mądrego lekarza, który remisję choroby stawów uzyskaną za pomocą wielu sprytnych leków umiał by przedłużyć. Zniszczyć stawy kilkukrotnym wstrzyknięciem sterydu to żadna sztuka. Natomiast utrzymać uzyskaną poprawę przez dłuższy czas, tak żeby stworzenie mogło się ruszać wymaga kunsztu lekarskiego. Zatem teraz sama wstrzykuję Kretce pod skórę malutkie dawki Metacamu a potem wystarczy zwykła Aspiryna. I tak miejmy nadzieję remisja potrwa.
Czy nie wspominałam kiedyś, że chyba chudnę? Takiej wagi jak teraz nie miałam od 2002 roku. Niestety, jako że spadała powoli, to nie rzucało się to w oczy. Dalej jestem pękata w talii, tyle że teraz spodnie spadają mi z bioder bez rozpinania. W większość wszyłam sobie gumkę w pasek, bo nie sposób wiecznie podciągać opadające portki. Już widzę, że na dawny kształt nie mam szans. Co było nie wróci i szaty rozdzierać by próżno. Znalazłam szatę dawno nie używaną, która kiedyś na pewno była na mnie dobra. Widać ile zleciało. Przestałam się w końcu skradać i zainwestowałam w nową odzież bardziej na czasie. W nowych ciuchach o aktualnej linii pękata talia mniej przeszkadza.
Mimo niepalenia jakoś powolutku dalej spada. Ma to jakiś związek z dietą cukrzycową bez wątpienia.





hej lasencja! :-) świetnie wyglądasz!
OdpowiedzUsuńKwiaty masz piękne. Pamiętam, że moja mama zbierała niedopałki papierosów i póżniej odrzucała filtr, a jedynie tytoń zbierała, zaparzała całość i opryskiwała rośliny.Gacku jak pięknie wyglądasz, zazdroszczę i czuję się zmotywowana, by zabrac sie za siebie.
OdpowiedzUsuńMuszę wyjaśnić, że moja mama nie zbierała niedopałków po ulicach ha, ha. Namiętnie paliła papierosy i swoje niedopałki odkładała , by póżniej zrobić wywar do oprysków.
OdpowiedzUsuńAniu, niedopałki by się znalazły, Pan Mąż się o to postara, ale na mączniaka niedopałki też nie pomogą. Może na mszyce jeszcze tak, choć Decis skuteczniejszy znacznie.
UsuńAd. mentalności Polaków widocznej w języku: Leser to po niemiecku czytelnik jest, a u nas....
OdpowiedzUsuńAle też lesen to po niemiecku czytać. A po polsku leserować to nie znaczy czytać tylko się obijać :-) Tu bym się nie upierała. jest wiele słów jednakowo brzmiących i oznaczających co innego, choćby kot czy okropny zupełnie po niemiecku weterynarz czy lekarz.
UsuńGratuluję serdecznie utraty masy! Piękna sprawa która powoduje że czujemy się znacznie bardziej seksi-fleksi. Raduj się :)
OdpowiedzUsuńma Śląsku niecierpek tej odmiany to Marysia, jakoś lepiej się kojarzy ;)
OdpowiedzUsuńAgato, a mozesz napisac co jesz na kolacje w tej diecie cukrzycowej, bo sniadania opanowalam, ale na kolacje, to nie bardzo wiem co mozna jesc wieczorem, zeby masa spadala... Teresa
OdpowiedzUsuńCoś bez cukru, bez owoców i niemal bez chleba ;-)
UsuńKanapki można zrobić z liści sałaty. A poza tym: sery, ogórki, papryka, plasterki wędliny, jajka, do wyboru. Surowa kalarepka daje objętość, błonnik i nieźle napycha kobietę. Trochę tłuszczu ładnie syci.
Wlasnie, ta kolacja bez weglowodanow, a czlowiek taki przyzwyczajony do wieczornej kanapki na kolacje, a najgorsze, ze to lubi.
OdpowiedzUsuńKalarepke na razie mam w ogrodzie, ale zima bedzie trudno, bo tu gdzie mieszkam, to nawet najstarszym goralom kalarepka sie nie snila. W kazdym razie glowna zasade zrozumialam i trzeba bedzie modzic te kolacje z tego co dozwolone.
Cudnie schudlas, tak harmonijnie z calego korpusu, a to zmienia cala sylwetke. Gratuluje i dziekuje za szybka odpowiedz. Teresa
Da się przyzwyczaić. Tak naprawdę to brak słodyczy, lodów i naprawdę bardzo mało owoców wystarczy, ta jedna kanapka na dobranoc jedzona około siódmej wieczorem nie jest takim strasznym grzechem. No i ruszać się trzeba.
UsuńFigura super!!!! Bardzo Ci dieta służy!
OdpowiedzUsuńGackowa, wygladasz swietnie! Fajne to uczucie, dla jaj nalozyc sobie duzo za duza sukienke z poprzednich sezonów ;)
OdpowiedzUsuńCo do fleissiges Lieschen, juz kiedys rzucilo mi sie samo polskie okreslenie tego, co sie pracuje. Zawód. Zawód- zawiedziony? Przezyc zawód.
Niemiecki Beruf- zawód- ma cos z Berufung wspólnego, czyli- powolaniem. Ot taka sobie ciekawostka linwinistyczna, a moze moralna? ;)
Język narodu ujawnia sekrety jego duszy. Zatem lingwistyczno - psychologiczne są to ciekawostki.
UsuńSuper wyglądasz! Dieta działa świetnie. Pochwale się, że ja tez na diecie. Kończę drugi tydzień, czyli jest szansa na pociągnięcie. Pewnie mam podobną do Twojej, bo biorę dietę z odwazsie.pl, a tam dietetycy dobierają.
OdpowiedzUsuńWakacje to rzeczywiscie okres ogorkowy. Ja siedzę w Warszawie, ale nie chce i sie pisać. Może upały, może cykliczny spadek formy, może praca wychodzi mi nosem? W każdym razie trudno mi się zebrac do czegokolwiek.
Ja się żadnej konkretnej diety nie trzymam, bazuję na własnej wiedzy - jeszcze ze szkoły - o węglowodanach, białkach i reszcie. Za główny kompas uważam Indeks Glikemiczny i wskazówki doktora Agatsona, tego od diety South Beach. Sprawdzam te indeksy, węglowodany , w tym cukry i unikam jak ognia fruktozy i syropu glukozowo-fruktozowego. Trzeba owszem ruszyć głową, żeby jeść smacznie, ale daje się zrobić.
UsuńFajnie, że nie palisz.
OdpowiedzUsuńStary znajomy ze wsi ;)