Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Robię co mogę żeby nie stetryczeć i na ogół daję radę sobie wytłumaczyć nowe obyczaje. Nie dziwią mnie i nie gniewają ludzie gadający do własnego kołnierza albo w przestrzeń, przywykłam do telefonujących w autobusie. Co najwyżej nagle podskoczę, gdy znienacka ktoś całkiem obcy wrzaśnie "no to cześć!" gapiąc się w przestrzeń i to wcale nie jest do mnie, choć dookoła nie ma nikogo, tylko ten ktoś i ja. No i trochę się boję widząc gadających przez telefon kierowców, którzy zamiast na drogę patrzą na ekran. Jednakże dziś w autobusie doświadczyłam zupełnie nowego uczucia uczestniczenia w cudzej, bardzo długiej i nudnej konwersacji. Wsiadłam przy Placu Trzech Krzyży do 503, wyciągnęłam książkę, frapującą bardzo bo to Sztywniak - Pośmiertne Życie Zwłok Mary Roach gdzie usiłowałam skupić się na rozważaniach o lokalizacji duszy w ciele i stosownych medycznych doświadczeniach, i nagle zza głowy dobiegł mnie dialog o kimś, kto wcale tego zamka nie naprawił. Jeden głos dobiegał z głośnika telefonu. Już myślałam, że to kierowca tak zadbał o bezpieczeństwo podróżnych i z kimś w trybie głośnomówiącym konwersuje, ale nie, to siedząca za mną pasażerka. Zamek jest nie naprawiony i takim pozostanie, aż oni znów nie przyjdą i czegoś z nim nie zrobią. Potem były rozważania o kanapkach na wieczór, ustalanie terminu spotkania, plany zakupowe, bo w lodówce pusto. Gdzieś w okolicy Gagarina spytałam, czy ta osoba z telefonu wie, że słucha jej cały autobus, ale się nie doczekałam odpowiedzi, ani ja, ani pięć równie zdumionych osób w moim wieku. Usiłowałam wrócić do Sztywniaka, ale się nie udało. To musiał być bardzo dobry głośnik. Pani, która go używała, też nie oszczędzała gardła.
Wyszłam z autobusu na Północnym Ursynowie z kwadratową głową i rada, że moje psy nie używają telefonu komórkowego i w domu będzie cicho. Sąsiadka, której to opowiedziałam uznała, że rzadko chyba jeżdżę autobusem miejskim.
Kolejna rzecz do przyzwyczajenia się. Starość nie radość.
To oczywisty znak, braku elementarnych zasad kultury rozmawiającej głośno osoby. Bycie gwałconym czyimiś sprawami, to nic przyjemnego. Szczegolnie, że w przypadku autobusu, nie da się uciec od tego.
OdpowiedzUsuńPodobało mi sie w ub. środę kiedy to byłam na zamkniętym spektaklu pt. :Remixy i single" w naszym pieknym Starym Browarze. Otóż na początku przedstawienia, zwrócono się z apelem, by wyłączyć telefony komórkowe i nie robić zdjęć aktorom. Jakiś czas temu Magdalena Zawadzka rozmawiała na ten temat w DDTVN. Opowiedziała, że podczas spektaklu w teatrze wypowiadała swoją kwestię , gdy nagle zadzwonił komuś telefon. Osoba z nie zmąconym spokojem rozmawiała przez telefon. Magdalena Zawadzka przerwała swoją wypowiedż. ROzmawiający kiedy wymownie spoglądała na niego ze sceny aktorka, a i sąsiedzi wokół mieli ochotę go zadżgać, przestał gadać.....
Właśnie dziecko mi powiedziało, że taki sposób prowadzenia rozmów przez telefon wziął się z reality show - widzowie muszą wiedzieć, co mówi ta druga osoba. Ładne miejsce na czerpanie wzorców do życia. jedna z drugą idiotka uznała, że to jedynie słuszny sposób używania telefonu. :-(
UsuńNie wystarczy, że mieszkania urządzają "jak w telewizji"?
Wspólczuje i łączę się w bólu. Trudno pomysleć o czymś gorszym chociaż ja mam jednego kandydata. Zabrzmię jak rasistka ale to samo tylko wersji czarnoskórej. W Polsce pewnie rzadko spotykane.
OdpowiedzUsuńFakt, ciemnoskórzy w mojej okolicy są jedynie studenci SGGW, zachowują się nienagannie :-)
Usuńno ba... zawsze mnie irytują takie publiczne "występy" i zawsze niestrudzenie zwracam uwagę - reakcje bywają też ciekawe gadaczy jak i uczestników podróży:-)))
OdpowiedzUsuńJa byłam wczoraj równie zdumiona kiedy też usłyszałam głośną rozmowę na parkingu jednego z marketów. Okazało się, ze pan w wieku około 50-60 lat siedział w otwartym, dosyć luksusowym samochodzie i konwersował z jakąś panią przez samochodowy zestaw głośnomówiący więc dźwięki wydobywały się z głośników i dudniły po całym parkingu. Rozmowa była na podobnym poziomie jaki Pani opisała. Nie trzeba więc jeździć komunikacją miejską żeby poznać plan dnia i listę zakupów zupełnie przypadkowej osoby.
OdpowiedzUsuńWiem, że to mało kulturalne zachowanie, ale ze smutkiem przyznaję, że nie rusza mnie to szczegolnie. Gadają, to gadają, staram się skupić na czymś innym. Z dwojga złego wolę to niż wiązanki, które w środkach komunikacji też da się usłyszeć. :(
OdpowiedzUsuńInna rzecz, że ostatnio mało jeżdżę, więc może stąd bierze się moja wyrozumiałość?;)
A wyobraźcie sobie 25 -godzinną podróż autokarem, z którego nie możecie uciec, a dokoła panie i panowie gdakają jak najęci ,ledwo 2-3 godziny po północy cisza zapada .Nikomu nie przeszkadza ,że jest znak zakazu używania telefonów, to znaczy mnie przeszkadza i czasem jeszcze ktoś się odezwie z prośbą o ciszę.
OdpowiedzUsuńA oprócz telefonów są głośne rozmowy z detalami o pracy i przygodach" na robotach", celują w tym panie 50+.
No ale cóż: "Pomiędzy Bugiem, a Odrą, Nysą to najważniejsi ze wszystkich my są!"
-i nie tylko Pomiędzy... wszędzie ,wszędzie głośno i co mi tam ,ja tu JEZDEM
- Danuta Ch.
Ta wyrozumiała to ja! Przepraszam, zapomniałam się podpisać! BBM
OdpowiedzUsuńWspółczuję doświadczeń. Kiedyś podróżowałam autobusem z panią lat tak ok. 50, która namiętnie grała w jakieś gry, konkursy czy co tam jeszcze. Co chwila było głośne pi pipi pipipi i wszystkie te elektroniczne dźwięki, które doprowadzają mnie do białej gorączki. Myślałam, że babę zamorduję alby wyrzucę jej telefon przez okno.
UsuńPozdrawiam
Juss47
Często gram w podroży w Tetris albo w co innego. Ale na kompletnie wyciszonym sprzęcie.
UsuńJa też jadę całą dobę do pracy. Tam się dopiero można nasłuchać. Zawsze w autobusie trafi się co najmniej jedna pani głoooośno konwersująca przez telefon. Tematy przeróżne, ale dominuje temat "higieniczno-opiekuńczy" ze szczegółami niestety. Czasami zdarza się temat rodzinny, jakieś dramaty, rozwody, zdrady, a wszystko przez pół nocy i cały dzień. To jest dopiero koszmar. Ja zastanawiam się nad słuchawkami. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńBardzo byłam zadziwiona jadąc z Berlina do Warszawy. Pewna pani już na dworcu Berlin Hbf wyjęła telefon i zaczęła rozmowę. Gadała całe pięć godzin do Warszawy na chwilę nawet nie przerywając. Ledwie zdążyła swoje tobołki pozbierać przy wysiadaniu, bo wcześniej czasu nie miała. Nawet do toalety nie poszła. Na szczęście siedziała na korytarzu. Że też jej baterii wystarczyło!
UsuńLudzie kochają mleć bez sensu. Dla niektórych telefon powinien być wszczepiony pod skórę.
OdpowiedzUsuń