piątek, 5 września 2014

Prawie wróciłam

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Prawie wróciłam, bo jeszcze się na parę dni wypuszczę z koleżanką w świat. Byłyśmy razem w zeszłym roku w Pradze, teraz na kilka dni wpadniemy do Lanckorony. Tym razem z psami. Ale zasadniczo jestem po wojażach.
Pomysł, żeby przeczekać sierpniową spiekotę w domu był doskonały. Pojechaliśmy odpoczywać gdy większość rodaków już wróciła. Mieliśmy zatem do dyspozycji krajobrazy i autostrady nieprzeludnione, temperaturę powietrza znośne, kolor nieba niedostępny w porze upałów i ogólny komfort na poziomie wyższym, znacznie wyższym niż średni.


Siedzę sobie pod zamkiem, gdzie zawiązano Konfederację Barską. Zamku nie widać, za to widać, że dalej dobrze mi w kapeluszach. Powinnam jakoś te kapelusze przystosować do aktualnej mody, co nie jest proste, bo kapelusze absolutnie z mody wyszły. A włosów coraz mniej...


Nie tylko Iksińscy mają kłopot ze sprzętem rolniczym. Rolnicy z Beskidów od zawsze sami sobie robili ciągniki zdolne do poruszania się po stromiznach i kamienistych dróżkach. To zdjęcie dedykuję Iksińskiej.


Zatoka Gdańska jest piękna.


I Pan Mąż jest piękny. Zwłaszcza jak jest opalony, wyluzowany, uśmiechnięty i w lennonkach. I na tle Półwyspu Helskiego.


A to kaczki w porcie w Jastarni. Może i kaczki są głupie, ale jakie dekoracyjne!


Zrobiłam takich zdjęć masę używając wszelkich funkcji aparatu, których zwykle się nie tykam. To jest imitacja fotografii otworkowej. Mam słabość do torów kolejowych, zapachu podkładów, pociągów nadjeżdżających i znikających za zakrętem, pogwizdywania lokomotywy i jak będę stetryczałą staruszką wyprowadzaną na spacer chcę być wyprowadzana na przejazd kolejowy, żeby sobie popatrzeć.  Działający parowóz plujący sadzą z komina doprowadza mnie do płaczu ze szczęścia.


Wracając z Jastarni wpadliśmy na chwilę pogaduchy do pewnej znanej gdyńskiej kolekcjonerki lalek. Wzbogaciłam się tym samym o piękną, ciemnowłosą Tycią Kicię (Tinny Kitty Colier). Mam zatem dwie! Drogą prób doszłam, że na Kicię pasują pantofle od Poppy Parker, co widać na zdjęciu. Niestety Robert Tonner stroił Kicię prześlicznie, ale jej buty to na ogół były spadające z nóg klapeczki dodawane nawet do najpiękniejszych kreacji. Trzeba będzie zahandlować albo zabawić się w szewca. Nie mam do tego talentu, ale jakieś filcowe buciory pewnie jej zrobię. Mam dla tej dziesięciocalowej lalki taki sentyment, że żadna dynamitka tego nie przeskoczy. Jej tylko troszkę ruchome ciało wcale mi nie przeszkadza. To jest po prostu kwintesencja lalki i nie ma w niej żadnych porno odniesień.

A tak na poważnie to chyba wiek nam się zmienił (znaczy i mnie i Panu Mężowi). Wpadliśmy w kolejną przegródkę. Bardziej nam się atrakcyjne rozrywki emeryckie wydają, niż te właściwe wiekowi zaledwie dojrzałemu. Już nie zjemy byle czego i byle jak, i nie napijemy się byle czego i byle kiedy. Żegnaj piwo z beczki. W obcych łóżkach dopada mnie rwa kulszowa i trzyma w pazurach, aż do domu na własne łózko nie trafię. Na obcych krzesłach nie da się robić na drutach ani wygodnie czytać. Nie jesteśmy już skłonni taszczyć na plażę kocyka i parawanu i leżaków i kremów i wody dla nas i dla psów, no zestarzeliśmy się i koniec. Możemy wędrować w ubraniu po plaży i też nas to cieszy. Mogę sobie przysiąść to tu, to tam, wyjąć szkicownik i coś narysować, a Pan Mąż gapi się w tym czasie w przestrzeń i też jest szczęśliwy. A potem idziemy na kawę z metaxą i normalnie nirwana...

Kretka wciąż zdrowa i ruchliwa. Z niemal 14 kilo (w maju) zostało jej 11,5. A ma jeszcze według lekarza stracić ze dwa. Zniknął wielki, okrągły brzuch, znikły wypchane boczki, nogi się jej jakieś długie zrobiły, talia wąska, mięśnie na tyłku widać doskonale. Muszka nie daje się odchudzić konsekwentnie. Coś co nie jest mięsem ani serem według Muszki do jedzenia się nie nadaje. A też powinna być lżejsza. Dwa miesiące bez gimnastyki dały mi ponownie parę kilo na plus, ale już wrzesień i zajęcia wróciły. Ciekawe, że na twardej podłodze sali gimnastycznej, w najdziwniejszych pozycjach absolutnie niegodnych damy rwa cichnie, a w miękkich łóżkach wyje po nocach jak potępieniec.

11 komentarzy:

  1. w sekrecie Ci napiszę, że ja rozrywki emeryckie preferuję tak od 35 wiosny życia ;-) to raczej usposobienie, a nie wiek. męczy mnie hałas, nie cierpię jazgotliwych miejsc, a gapienie się na morze jest dla mnie absolutnie wystarczające, by poczuć się szczęśliwym człowiekiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Iksińscy radośnie pozdrawiają zarówno autorkę bloga (z Panem Mężem!), jak i czytelników!
    :)))

    Jak odchudzić psa??
    nasz starszak Killer wygląda jak wałek, sapie na spacerach, pewnie mu ciężko z ta masą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej Iksińscy.
      Psa odchudza się tak jak wszystkich: mniej żryć.
      Mniejsza miska, a w misce chude psie żarcie w ilości mniejszej niż na opakowaniu zalecają o jakąś 1/3. Psu potrzebne jest białko a niepotrzebne są węglowodany. Nie karmi się go chlebem, makaronem ani ryżem. Tylko karmą typu light.

      Usuń
    2. No i naturalnie łapki w ruch. Na łańcuchu siedzi, bez łańcucha biega ;-)

      Usuń
  3. Zdałam sobie sprawę że wg tego klucza to i ja emerytką jestem. I jest mi z tym doskonale, szczerze mówiąc :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Boję się, że Twoje marzenie o parowozie może nie zostać zrealizowane. Parowozów coraz mniej... a takie są klimatyczne! ;( BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem Muzeum Lokomotyw da popatrzeć na śmierdziuchy, kocham to. Nawet węgielek wpadający zawsze do oka podczas wyglądania przez okno w czasie jazdy mnie nie zraził. Ani zapach podróżnych po przejażdżce (jak uwędzona wędlina), ani straszna para buchająca spod ogromnych kół na peron.

      Usuń
  5. Ja też jak emerytka i ....na dodatek... chyba na łańcuchu... ulach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matuś i córuś, na jakim łańcuchu?

      Usuń
  6. O, to i ja w takim razie emerytką jestem i to od daaaaaawna ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie latem wyglądacie!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.