sobota, 27 grudnia 2014

Jeszcze tylko Sylwester i będzie jak zwykle.

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Od jakiegoś czasu szukam kabelka do aparatu fotograficznego. Kabel od Leiki diabeł nakrył ogonem i nie ma zdjęć. Mam wprawdzie lustrzankę i telefon  ale to nie to samo. Na blogu dobrze służyła mi Leica. Jej oryginalny kabelek kosztuje 450 złotych więc chyba sprawię sobie niemiecką podróbkę za dwie dychy.
Święta bardzo się nam udały. Do tego stopnia, że już dziś wszystkie świąteczne potrawy są doszczętnie wyjedzone. Obowiązkowe przyjmowanie i chodzenie w gości było tym razem bardzo przyjemne, niemęczące i bez żadnego przymusu. Zatem święta bez scen.
Na Sylwestra planujemy z koleżanką pograć w Chińczyka i w kości. Oraz wypić flaszkę wytrawnego Martini z bąbelkami jednym okiem patrząc w TV a jedną ręką głaszcząc psa. Oczywiście na dywanie siedząc po turecku. Jak sądzę Pan Mąż nie będzie nam towarzyszył, bo gier towarzyskich nie toleruje. Psy będą zdenerwowane, ale za to my pierwszego stycznia nie spiszemy na straty.
Nie wiem, czemu miasto jest tak strasznie puste. Dziś rano na Dolince spotkałyśmy raptem dwa psy z właścicielami. Fajnie mieć taką przestrzeń tylko dla siebie. Ostatnio taki luksus jest codziennie.
A, znalazłam w tym roku w salonie miejsce dla choinki. Nawet bez obrzydzenia ją ubrałam. W zeszłym roku nie mogłam się do tego zmusić. Przerwa w rytuale podziałała i w tym roku zrobiliśmy wszystko, co tradycja nakazuje. Tylko barszczu pierwszy raz nie gotowałam. Tak jak wszyscy inni sięgnęłam po barszcz Krakusa z kartonika. Aż szkoda, że nie wolno nam tego częściej jeść.

9 komentarzy:

  1. To prawda, Świeta za nami, a Sylwester przed. Współczuje CI tego, że Kretka i Muszka boją się huku petard. Od dawna jestem przeciwniczką tego durnego obyczaju . Żal mi nie tylko psów, ale i dzikich kotów jak i ptactwa.
    Agata mnie też udało się przygotować tyle jedzenia, by zostało ono ze smakiem zjedzone, a nie walało się jeszcze po lodówce strasząc . Nie cierpię obżarstwa, nie cierpię marnotrawienia i wyrzucania nadmiaru żywności. Lubię oczywiście świąteczne menu jak ryba w galarecie, sledzik w marynacie itp. Od stołu jednak wstaję lekko nie dojedzona. Zawsze tak postępuje i nie mam póżniej problemów gastrycznych. Gdyby jeszcze udało mi się nie jeść słodyczy ech ...

    OdpowiedzUsuń
  2. lekko niedojedzona - CUDNE!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś uwielbiałam rozjarzone fajerwerkami niebo, teraz mam przesyt. To od nadmiaru, bo puszcza się światła w niebo z byle okazji i straciły w ten sposób swój czar. :( BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. A do tego wystraszone, ogłupiałe, obudzone w nocy ptaki, płaczące niemowlęta , przerażone psy i koty. Reszcie się to chyba podoba.

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego w nowym roku. No i oczywiście miłego sylwestra.

    OdpowiedzUsuń
  5. No, proszę to nie tylko ja marzyłam "Jeszcze tylko Sylwester i będzie jak zwykle."
    A teraz jeszcze tylko "Trzech Króli" o wracam do kochanej codzienności. Święta wyprowadzają mnie z równowagi. Może to racji wieku !? kto to wie, bo jak mnie pamięc nie zawodzi to jednak kiedyś było zupełnie inaczej, weselej, ludniej, radośniej. Teraz raczej smętnie. No dosyć narzekań. Oby było zdrowo i gwarno. O tym tylko marzę. A Tobie obys dalej pisała, uwielbiam jako lekture czyatnie Twojego bloga. Powodzenia - wrzosiec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak, wcale mi sylwester nie przeszkadza. Było i gwarno i wesoło. Przestałam się wysilać na uszczęśliwianie wszystkich wokoło i jest jak jest, ludzie przychodzą, rozmawiają, cieszą się. Bez uginających się stołów, tak zwyczajnie i bez męki.

      Usuń
  6. Na szczęście za nami te wszystkie imprezy. W tym roku wyjątkowo mało było strzelania, za to ludzie poszli na jakość. Były przepiękne i widowiskowe fajerwerki, a trwały ok 20 minut i wystarczyło. I nie było strzelania na drugi dzień, co zdziwiło już bardzo.
    Mnie akurat tradycja nie przeszkadza, bo psa mam lubiącego takie wybuchy.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.