wtorek, 10 marca 2015

Zimno, zimno, czyli o kołdrze

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Kołdry w naszym łóżku zmieniają się chyba zbyt często.
Zaczęliśmy spać pod czymś, co nazywało się kołdrą z wielbłąda a było dzianiną z wełnianymi kłaczkami z jednej strony. Miało to żałosny pojedynczy rozmiar i biorąc pod uwagę, że był marzec, Tomasz nie tolerował piżam a kochał spać przy otwartym oknie ten wielbłąd zapewnił mi wiele bezsennych, zmarzniętych nocy.
Po wielbłądzie nastąpiła parada kołder z IKEA w bardziej przyjaznym rozmiarze 2 x 2 metry. Naszyłam im pięknych poszewek do wyboru, ale kołdry się nie sprawdziły. Pewnie przez to, że uwierzyłam naiwnie, że wolno je prać. Bardzo mi się to początkowo podobało, jako że kołder w mojej młodości i domu rodzinnym nie prano. No niby babcia znała jakieś tajne miejsce prania pierza, ale się nie złożyło, byśmy kiedykolwiek tam poszli. Zatem co do kołder z IKEA: z czegokolwiek by nie były po drugim albo trzecim praniu robił się z nich zimny, cienki naleśniczek. Po antyalergicznych, które pozbijały się w twarde kulki w płóciennym worku nastąpiły puchowe, z którymi zrobiło się to samo. Nie pomagało wkładanie piłeczek tenisowych do suszarki. Poza tym te kołdry się kuliły. Po każdym praniu były mniejsze. Natomiast pan Mąż nie zmieniał rozmiaru. I nie pozwalał mi na spanie pod własną kołdrą. W końcu pewnej mroźnej zimy zmęczona wieczną zmarzliną po mojej stronie łóżka poszłam do sklepu z pościelą na ul. Andersa, gdzie bardzo doświadczona i znająca życie sprzedawczyni wysłuchała moich narzekań i przyniosła mi kołdrę wełnianą, zapewniając, że to będzie to. Kołdra była znacznie, znacznie tańsza niż wełniane kołdry sprzedawane  na pokazach dla emerytów, ale sprzedawczyni zapewniała, że jest identyczna. Kosztowała tyle, co 1/4 kołdry z pierza i puchu. Miała rozmiar 2 x 2.20 metra i znów musiałam uszyć poszewki, ale się faktycznie sprawdziła. Dawała się łatwo prać w wannie, schła szybciutko, nie kuliła się i bez względu na porę roku zapewniała nam komfort termiczny. Niestety, teraz korzystają z niej ku swemu ukontentowaniu Kretka i Muszka. W prezencie na nowe mieszkanie dostaliśmy od szwagrostwa leciusieńką letnią kołdrę puchową nie z IKEA z Pióreksu. Cudną, miłą, niebo, raj. Na lato wspaniałą wprost i w rozmiarze naszych wielkich poszewek. Przez całe lato pławiliśmy się w rozkoszy spania pod nią, a wełniana kobyła w płóciennym worku czekała w piwnicy na zimę. Pan Mąż ją tam umieścił. Ale nie zauważył, że z piwnicznego kranu woda kapie na podłogę. Jesienią wydobyłam z worka spleśniałą wełnianą okropność. Nie pomogło pranie i odplamianie. Po gruntownym wysuszeniu i uszyciu nowej powłoczki odpowiedniej dla kołdry złożonej we czworo kołdrę przejęły psy. A ja na Allegro kupiłam wielką kołdrę z pierza i puchu, wedle zapewnień sprzedającego równo napełnioną surowcem, bez zimnych stref. Trzeba się było w łeb przed transakcją puknąć czymś bardzo ciężkim. Surowcem były po dekiel wypełnione brzegi, a środek nie bardzo. No prawdę mówiąc środek, czyli to pod czym się śpi, jest niemal pusty. Kasetowa konstrukcja nie pozwala na samodzielne przesypanie puchu i piór w bardziej użyteczne miejsca. Rozpruwanie tego do cna i babranie się we fruwających wszędzie piórkach jest ponad moje siły. Od jakiegoś czasu Pan Mąż, zadeklarowany naturysta, zaczął się do łóżka ubierać. Najpierw w piżamę, niekiedy do tej piżamy zakładał jeszcze polara, a od kilku miesięcy obligatoryjnie wciąga wełniane skarpety. Nie muszę dodawać, że ja na piżamki i skarpetki przeszłam już dawno. Na kołdrze koniecznie trzeba było jeszcze kłaść wełniany koc. Zatem korzystając z tego, że jest marzec, ciepły marzec, i obniżki cen zimowej pościeli pojechałam do Jysk po kolejną kołdrę. Jysk jest ponurym sklepem: ciasny, pełen jakichś przedziwnych przedmiotów, ale kołdry prowadzi w sporym wyborze. I taka wełniana kobyła, wypisz wymaluj jak nasza ulubiona co spleśniała kosztowała aby 215 zł.
Stanęłam w ciasnym kącie przed kilometrowym stojakiem z kołdrami. Sprzedawca wskazał mi gdzie leży ta wełniana ale obejrzawszy mój strój, torbę, biżuterię, buty i fryzurę wskazał mi najdroższą puchową jako bardziej odpowiednią. Trochę mi w głowie zamieszał, zaczęłam bliżej czytać opisy towaru. Te puchowe, pierzowo - puchowe i z samych piór w rozmaitym kolorze miały ładniejsze zdecydowanie wsypy, efektowne lamówki, pikowania, stebnowania, jakieś kategorie puszystości od 5 do 12 ( dwanaście punktów w skali puszystości miała kołdra puchowo - jedwabna), a nawet niektóre miały własne torby. Natomiast ta upatrzona wełniana to był po prostu błam wprost z grępla w dość byle jakim, bawełnianym, białym płótnie, jako tako przepikowany i wykończony skośną taśmą z tegoż rzadkiego płócienka. Mało mi się bezpiecznik we łbie nie przepalił. Bo czy Pan Profesor i Pani Profesorowa nie mogą spać pod tym jedwabno - puchowym cudem, co ma własną torbę i złotą lamówkę? Jest lekkie jak chmurka a ciepłe jak...  I tu spadłam na ziemię i przypomniała mi się cała historia naszych kołder. I prosty fakt, że przy powleczonej kołdrze cud lamówek ani blasku wsypy nie widać. I że mamy w łóżku dwie coraz starsze rezydentki, którym się mogą niedługo różne wypadki przytrafiać. I że coraz częściej smarujemy się różnymi maściami. A ten wełniak da się uprać bez szkód całkiem na pewno. I jeszcze mi się przypomniało, jak ciepła jest taka wełniana kołdra i co się dzieje z tymi puchowymi po praniu. I ile czasu one schną.
W powrotnej drodze uważnie obejrzałam nowe metro, jest bardzo ładne. W nocy zdjęłam skarpetki, już zapomniałam jak ciepła jest wełniana kołdra. A za to, czego nie wydałam sprawiłam sobie jeszcze wielbłądzi koc, bo chyba wełniane koce zanikają. Rodacy zwariowali i wolą kocyki polarowe i bawełniane albo z akrylu. Ewentualnie plastikowe sztuczne norki za paskarskie ceny. Co za czasy...

22 komentarze:

  1. o, jysk lubię bardzo mimo straszności wystroju :-D
    miłości do wełnianej kołdry niestety nie podzielam, bo pamiętam, że ciężka była jak czołg i na dodatek uczulała, pierze takoż uczula, mimo braku ciężkości, zatem zostaje mi sztuczność, ale jakoś to będzie chyba ;-)
    w lokalnej biedce kołdry "wielosezonowe" za 49 zeta, jest moc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w Jysk wygląda na marne, brudne, kulawe, chybotliwe i byle jakie. Jak jakiś Aldi albo Biedronka. Ciasno, ciemno i strasznie.
      Ale wełna grzeje.

      Usuń
    2. w jysku (albo józku - jak mawia zaprzyjaźniona jednostka ;-)) mają jaśki, za darmo prawie. wsad nadaje się do wypychania dzianych zabawek :-D
      mnie przeraża rozmiarem IKEA i tam bywam raz na 5 lat ;-)

      Usuń
  2. Hehehe, nie mogłam nie skomentować :D
    Toż piekne wełniane kołdry można bez problemu w gręplarni zamówić, w porządnym wsypie i bez żadnej łaski :) Tylko niestety trzeba wiedzieć gdzie te gręplarnie, a w większości szlag je potrafiał :) Ale jakbyś jeszcze kiedyś potrzebowała, to daj mi znac a przeslę namiar :) na pewnego miłego i kumatego Pana
    A co do koców, to polecam lumpeksy, tam ciagle jeszcze można znaleźć bardzo porządne uczciwe koce welniane. Sama poluję na takie namiętnie, mam chyba z sześć sztuk i wszystkie "Pure Wool" albo Woolmark bom wybredna i byle czego nie biorę ;) A jeden to w ogóle za 4 złocisze upolowałam przecudny pled, niezbyt gruby, taki w sam raz, ręcznie tkany w jodełkę :) Oj temat wełny to u mnie rzeka, wybacz mądrzenie się ale to mój konik :D I w dodatku mam misję popularyzatorską - żadnych polarów i akryle fuj!
    Trzymaj się cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną to samo w temacie wełny. Kocham wełnę, nie znoszę akrylu, poliestru i polarowych kocyków. Psy mają jeden bo łatwo schnie, ale nawet one go nie lubią. Też kochają wełnę, jagnięce skóry i takie tam szlachetne włókna. I także koce kupuję w lumpku. Na łożu jako narzuta jest były biały kocyk merynosowy albo i kaszmirowy za dychę nabyty. Był pierwotnie biały, ale czarnych kudełków się nawbijało i nie chcą wyjść. A czarnych rezydentek kocyka nie zgonię.

      Usuń
  3. A ja spie pod ikejowska kolderka, nie najdrozsza i nie najtansza. Ale mnie jest wlsciwie zawsze cieplo. Ta kolderka ma chyba ze 4 lata i pierze sie niezle, nie zgrdula, grzeje ile trzeba. Slubny pomylkowo wzial koldre, ktora kupilam na goscinna czyli tania :P. I jest zachwycony. w ten sposob goscie maja lepsze a on gorsze. Pewnie niedlugo wywale, bo sie robi plaskata.

    tak czy siak dla mnie ratownikiem zycia bylo kupienie dwoch pojedynczych kolder - nie mam zdzieranej z siebie koldry, nie jestem przymusowo przykryta po czubek glowy i moge przewlec posciel bez gimnastyki strszliwej...ostatnia duza koldra miala cos 230 na 220 czy jakos tam i to byla tragedia, przewlekana na etapy, wtrzepywana w poszwe u szczytu schodow, ciagle mi brakowalo kawalka reki.

    a w charakterze narzuty i ewentualnego docieplacza wystepuje moj pierwszy patchwork.

    z pewna lezka w oku wspominam te koldry mojego dziecinstwa, ciezkie jak niewiadomoco (moze wlasnie czolg, hrehre), satynowe, zgrdulone, z poszwami typu koperta.....to podniesc to dopiero byl wysilek.

    a jak w szmateksach sa pedy to jak przyjade to lece na polowania, bo pledy to w ogole inna kategoria przykryc ;))

    za to planem mym jest poszyc koldry patchworkowe, popikowane porzadnie, jako staly punkt programu lozkowego - wsad mozna kupic welniany/welniano-bawelniany, wiec sama z siebie powinna taka koldra byc i ladna i ciepla. i ewentualnie zmarzluchow mozna przykryc dwiema :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam w domu wełniany komplet i zaraz po zakupie wszyscy kłócili się kto ma pod tym spać. Jednak teraz, gdy minął już rok wełna leży w koncie i nikt jej nie chce. Bardziej wolimy przytulać sie do przyjemniejszych rzeczy np. kocy polarowych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co to znaczy wełniany komplet, może takie coś pod czym zaczynałam spanie z Panem Mężem, jeśli tak to się nie dziwię. W sypialni nie używamy ogrzewania, mieszkanie jest na parterze, śpimy przy oknie na oścież. Musimy mieć naprawdę ciepłą kołdrę a nie kocyk z polara.

      Usuń
    2. Ale tak zawsze przy otwartym oknie? Trochę mnie to przeraża, ale nie zabraniam rzecz jasna. Moje mieszkanie nieszczelne jest, wieczorem ciepłe, bo kominek grzeja, ale w nocy mocno sie schładza. Rano to już nie do wytrzymania.

      Usuń
    3. Zawsze przy otwartym. To jest w końcu niewielki blok, kaloryfer tylko w jednym pokoju zakręcony, ale ściany ciepłe i u nas i u sąsiadów.

      Usuń
  5. Pomimo braku alergi, mam jakies animozje co do ewenrualnych roztoczy i lubie raz na jakis czas koldre wyprac. I tutaj przezywa jedynie koldra z czegos sztucznego. Co jakis czas ja wymieniam, ostatnio (w zimie jakos) nabylam taka w Kauflandzie, i póki co, dobra jest. Dla wlasnej przyjemnosci i puchatosci lubie naciagnac na nia posciel jakas flanelowa.
    Mirka oczywiscie tez posypia raz na koldrze, raz pod koldra, wiec cenowo nie ma sensu sie u mnie wychylac, mimo, ze licze sie jeszcze z wielu latami szczelnosci u niej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wełniana pierze się doskonale, spocić się pod nią nie można i grzeje jak piecyk. Ale rozumiem Twoją ulubioną opcję. Nie ma jak pies w łóżku, jest jeszcze cieplej :-)

      Usuń
  6. Ale fajny wspis!!!!! Nie napisałaś tylko czy szanowny Pan Profesor sypia znów na golasa? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, nawet skarpetek nie zaniechał, ale jak się zrobi cieplej to może, może, kto wie?

      Usuń
    2. Pan Profesor teraz w upalnym sierpniu śpi na golasa i na kołdrze. Niestety, również na skos i dla mnie miejsca nie ma!

      Usuń
  7. hej nie wiem dlateczego ale pisze ten komentarz 3 raz i coś mi go kasuje . Ja od lat dziecięcych śpie pod kołdrą z pierza i tylko pod takią pod czym innym spać poprostu nie potrafię żadne sztuczności wełny nie wchodzą w grę no i tego się nie pierze tylko zanosi do czyszczenia i wtedy słuzy przez wiele wiele długich lat i nikt nie narzeka że mu zimno a sypialania na parterze i okno otwarte przy zakręconym ogrzewaniu calutką zime

    OdpowiedzUsuń
  8. Temat rzeka :) nawet wspominać nie chcę tych swoich pierwszych... Brrr... Mi nie przeszkadza antyalergiczna. Jest lekka, łatwo się pierze... Nam wystarcza. Ale rozumiem miłość do wełny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. witam ;) temat bardzo dobry do dyskusji, zwłaszcza jeśli chodzi o kołdrę letnią na chłodniejsze dni bo takie się zdarzają w lecie, sama kupuję kołdry od sprawdzonych i dobrych polskich producenci kołder i poduszek dlatego, że mają dobre kołdry antyalergiczne jak dla mnie świetne bo jestem alergikiem i nie mogę mieć zwykłej kołdry z poliestru, najlepsze są takie zwiewne, lekkie i cienkie przepuszczające powietrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie się czytało. :-) A czemu nie zdecydowaliście się na pralnię? Chyba ostatecznie, nawet w najdroższej pralni wyszłoby taniej. A są przecież takie, które piorą dobrze i w dobrej cenie. Jeśli jesteś z okolic, to na przyszłość polecam <a href="http://www.pralniaduarte.pl" title=pralnia Wrocław" alt="pralnia Wrocław>pralnia Wrocław</a>. Korzystam i moje (moja i męża i dzieci :)) kołdry wciąż są jak nowe. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie się czytało. :-) A czemu nie zdecydowaliście się na pralnię? Chyba ostatecznie, nawet w najdroższej pralni wyszłoby taniej. A są przecież takie, które piorą dobrze i w dobrej cenie. Jeśli jesteś z okolic, to na przyszłość polecam pralnia Wrocław. Korzystam i moje (moja i męża i dzieci :)) kołdry wciąż są jak nowe. :-)

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.