wtorek, 10 listopada 2015

Nuda

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


Dawno, dawno temu, kiedy posiadałam tylko jedne dżinsy, jeden fioletowy polar, białe podrabiane adidasy i jakieś bluzki własnego wyrobu siedziałam z Agnes u stóp konnego posągu Kaisera Wilhelma I na Deutsches Eck w Koblencji. Z jednej strony płynął Ren, z drugiej Mozela. Misia w spodenkach mojej produkcji bawiła się pluszowym jeżykiem a Agnes wyznała mi, że ten cały dobrobyt jest strasznie nudny i teraz na emeryturze, to ona dopiero da czadu. Agnes była mianowaną nauczycielką szkoły podstawowej w niewielkim mieście w Nadrenii Palatynacie. Miała dla siebie trzypokojowe mieszkanie z balkonem w zadbanej kamienicy, volkswagena Golfa, doskonałą pensję i już planowała jak to się będzie wesoło bawić bez nudzenia się. Na emeryturze uczyła po całym świecie niemieckiego. Pobyty w Mozambiku i w Polsce nie były tak nudne jak niemiecki, stateczny dobrobyt. 
Dobrze sobie jej słowa zapamiętałam i bardzo, bardzo długo czekałam na ten stan błogosławionej nudy, która jak sądzę i mnie w końcu znalazła. Tylko chyba Agnes w tej nudzie pławiła się za długo, ja odnalazłam ją dopiero teraz i nacieszyć się nie mogę.
Nigdzie mnie nie gna i nie pędzi. Celebruję moją nudę. Bo że życie zrobiło się ostatnio
 mniej emocjonujące niż dawniej - to pewnik. 
Nie mam o czym, poza wyrobami dziewiarskimi, pieskami i czasem produkowanymi obrazkami pisać na blogu. Ani Pan Mąż ani koleżanki nie chcą słuchać o zagadnieniach związanych z nabieraniem oczek i zużyciem włóczki przy pewnych szczególnych ściegach. Zatem wysłuchuję ich wynurzeń, ale jako że się na zagadnieniach będących ich specjalnością nie znam, to milczę z godnością i nie przeczę, że czasem odpływam przy tych monologach. Sporo czytam, ale coraz częściej tylko w obcych językach. Czterdzieści lat z okładem czytania co w ręce wpadnie dało mi wgląd w co pospolitsze fabuły i znajomość tricków co mniej zdolnych pisarzy. Nie przepadam za papierowymi postaciami, więc z tej czytelniczej nudy coraz lepiej znam angielski. (Chociaż ileś tam twarzy Greya nawet po angielsku porzuciłam po kilku stronach.)
Większość rodziny leży na Wałbrzyskiej i nie dostarcza mi szczególnych emocji, owszem, odwiedzam ich tam czasem,  zapalę znicz, przytnę wrzosy i rogownicę alpejską, wyrwę skrzypy, gadam z nimi na głos, ale nie mogą mi już ani dokuczyć, ani wyciąć żadnego wesołego numeru.
Dziecko daje sobie radę beze mnie, prowadzimy satysfakcjonujące życie rodzinne widząc się co jakiś czas a nie codziennie i tak jest dobrze. Różni dalecy krewni nie zjeżdżają do nas na nocleg, bo z premedytacją nie mamy gościnnej kanapy. Istnieją w końcu profesjonalne hotele. Tomasz siedzi u siebie w gabinecie i wiecznie coś pisze, psy zapewniają mi codzienną porcję ruchu, absolutnie nie tęsknię za rodzinnym rozgardiaszem. Zdrowie jeszcze jest niezłe, choć codzienna porcja obowiązkowych pigułek na receptę niezorientowanych nieco deprymuje. Jak na razie wszystkie działają i tylko trzeba pamiętać o ich łykaniu.
Mogę się w końcu zająć wszystkim tym, na co dawniej nie było czasu i pieniędzy. Mogę mieć jedne zawsze czyste i podzelowane buty na wielkie wyjście oraz stosowną do nich sukienkę, torebkę i kolczyki, a na codzień chodzić w kowbojkach i dżinsach we właściwym rozmiarze. Mogę w końcu ot tak, dla kaprysu kupić wielką gęś, nadziać ją szarymi renetami i zaprosić najbliższych na obiad. Gęś właśnie siedzi w piecyku, do towarzystwa dostanie czerwoną kapustę, kluski kładzione a na deser podam marcińskie rogale. Będzie wyżerka!
Zdaję sobie sprawę, że nie ma tak dobrze, żeby taka cudna nuda trwała zbyt długo. Życie zadba o urozmaicenia tak czy inaczej. Ale póki co nudo trwaj. Nie jadę do Mozambiku.

18 komentarzy:

  1. ja też tak powiem za 14 miesięcy...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest o emeryturze, a o nudnym dobrobycie.

      Usuń
    2. eeeeee, odkąd córka się wyprowadziła mówię głośno - ja już nic nie muszę, no fakt - muszę oszczędzać na wycieczki, gotować nie muszę, jem co chcę, no po prostu raj,

      Usuń
  2. Jak ja lubię taką nudę :):):)
    Ujęłaś wszystko , nic dodać nic ująć.Niestety jeszcze kilka lat muszę popracować.
    Jednak już teraz nie pędzę.Robię co chcę, kiedy chcę i mówię co myślę. I zamierzam trzymać tak długo na przekór niektórym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie. Odkrylam to juz pare lat temu, to niemusienie. Zostalo mi jeszcze troche musienia, np pracowac, ale ...pracuje dla siebie i zaczelam brac mniej zlecen. No i wiecej chodze na ceramike...i ciesze sie, ze tak wielu rzeczy nie musze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba się było narobić swego czasu, ale nagroda jest nie do przecenienia.

      Usuń
    2. Praca nie jest żadnym nieszczęściem. Praca jest cacy. Z pracy właśnie ten nudny dobrobyt powstaje, to poczucie stabilnego podłoża a nie chybotliwej tratwy pod zadkiem :-)

      Usuń
  4. Jeszcze prawie 15 lat, i w koncu bede miala czas ponudzic sie. Normalnie ci zazdroszcze! I niech ci sie wiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę smutne, postęp tworzą takie Agnes, a nie Gackowe, emerytowane zresztą jakby ciut za wcześnie za pieniądze pracujących. Ale cóż, przyszło nowe i takie postawy będą popierane. Wiesz skąd wiatr wieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem na żadnej emeryturze. Piszę o nudnym, stabilnym dobrobycie.

      Usuń
    2. A skąd ta ponura ideologia.?Lubię Panią Gackową i wiem, o czym pisze.ULA

      Usuń
    3. Czasem się tu próbuje uaktywnić jakiś rzecznik sprawiedliwości społecznej, który nie przyjmuje do wiadomości, że można nie narzekać i bardzo cieszyć się tym, co się ma.

      Usuń
  6. Absolutnie proszę nie przestawać pisać o włóczkach,oczkach...ja to bardzo lubię i jest to użyteczne.Gackowa tłumaczy to bardzo zrozumiale. Nie narzekać i cieszyć się tym,co się ma-jak w komentarzu powyżej i trybiki u Powiatowej Matki Polki wskakują na właściwe miejsce. Agata.

    OdpowiedzUsuń
  7. Boziu, jak ja bym chciała tak się ponudzić! Porobić, coś dla siebie, ambitnego, albo zupełnie nieambitnego, albo nic nie porobić. Pogapić się, zasłuchać, pooddychać okolicznym powietrzem, mniej lub bardziej czystym. Oj, rozmarzyłam się...

    OdpowiedzUsuń
  8. pożądam namiętnie tego stanu i pragnę się w owym nudnym dobrobycie i dobrostanie zanurzyć i pławić... może dożyję, bardzo bym chciała!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, ja pomimo, że jestem na emeryturze za pieniądze pracujących, jak łaskawie się wypowiedział powyżej, jakiś anonim ha, ha. Otóż nie, bo za swoje pieniądze latami płaconymi jako składki na ZUS. TO, ze przeputane, przejedzone przez kolejne rządy to juz nie wina emerytow. Jak i nie jest winą to, że społeczeństwo składa się głownie z emerytów i rencistów. Dobra, do rzeczy. Otóż kurde ja nie mam chwili spokoju, a jak mam, to nadrabiam różne zaległości . Podoba mi się to, że żyjesz w takim błogim stanie nic nie muszenia. Trzymaj tak dalej Agata. Kto CIę nie zna, nie śledzi Twojego bloga, skłonny jest w to uwierzyć. Jednak ja znam CIebie i wiem, ze Twój niespokojny, niepokorny i wielce uczuciowy duch twórczy nie da CI odpocząć . Ściskam .

    OdpowiedzUsuń
  10. Trwaj nudo! Nie pracowałam kiedyś przez 3 miesiące i to były cudowne miesiące, choć nic się nie działo - miałam złamaną nogę i mogłam chodzić po domu, ale nie po schodach. Tęsknię czasami za tamtą nudą.

    OdpowiedzUsuń
  11. choćbym nie wiem jak się nudziła (choć czasem tylko nudzę innym) -
    za gęś bym się nie łapała, bo się w zwierzynie babrać nie cierpię -
    więc szczerze podziwiam giganta z jabłkami :)))

    i jak najmniej tych "życiowych atrakcji" życzę, rzecz jasna :DDD

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.