poniedziałek, 9 listopada 2015

Szukać i znaleźć

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Najpierw nie o szukaniu będzie, a o psim bezpieczeństwie i suchości w ciemnej i zimnej porze roku.
Panienki przeważnie chodzą bez smyczy, a u nas na Ursynowie z osiedlowych ścieżek korzystają wespół w zespół ludzie, samochody i psy. Psy są jak wiadomo tuż przy ziemi i zwykle kierowcy je widzą, ale jednak nie zawsze. Muszka jest cwaniak i samochodów unika, Kretka uważa, że droga jest jej i beztrosko staje na środku nie przejmując się pojazdami. O tym, że kiedyś taki ją puknął zdrowo całkiem zapomniała.
Kretka toleruje każdą odzież, Muszka nie bardzo lubi przebieranki. Ale prosty płaszczyk może być.
Uszyłam zatem Muszce pomarańczowy płaszczyk na wzór nabytego kiedyś w lumpeksie żółtego. Oba mają odblaski i zapinają się na rzepy na szyi i pod brzuchem. Oba są nieprzemakalne i łatwe do prania. Dla jeszcze większego bezpieczeństwa wieczorami panny mają świecące obroże ze światłowodem. Muszka już sprawdziła, że jej obroża po upraniu dalej świeci. To wyrób od Trixie.



Z radością się przekonałam że przebrania działają. Na ruchliwej ulicy (którą przekraczamy na smyczy i na przejściu) na widok tak poprzebieranych psów samochody stają same z siebie. Nawet hamują z piskiem opon, choć grzecznie czekamy przy krawężniku na chodniku. Wiwat ja!

Należę do tych co wiecznie czegoś szukają. Zwykle kluczy tuż przed wyjściem z domu. Powinny niby leżeć na komodzie w przedpokoju ale bywają w kieszeni, w torbie na zakupy, w kieszeni wózka, koło telewizora albo jeszcze gdzie indziej. Zwykle odnajduję je migiem, czasem potrzebuję dłuższej chwili. Niejeden już mnie pouczał, że PRZECIEŻ WYSTARCZY JAK ZAWSZE BĘDĘ KŁADŁA TE KLUCZE ZAWSZE W TYM SAMYM MIEJSCU. Ci, którzy tak mówią mogli by sobie darować, wiem o tym. Ale jak wpadam do domu obładowana jak wielbłąd, z dwoma psami, torbami z zakupami, z listami w zębach i bukietem pod pachą to bywa, że zostawię klucze w kieszeni. A że kurtek i palt jest sporo to i kieszeni do przeszukania jest w obfitości. Na pocieszenie mówię sobie, że chociaż ciągle tych kluczy szukam, to nigdy ich nie zgubiłam i nie kwitłam pod zamkniętym mieszkaniem.

Zwykle staram się kłaść na miejsce to co trzymam w rękach. W mieszkaniu nie ma przygodnych stosów różnych rzeczy. W kuchni jestem zorganizowana do wyrzygu. Bo wiem, że jak nie odłożę na miejsce to będę szukać przydasia z rękami upapranymi szykowaną strawą. Ale kuchnia to kuchnia, a zawsze za ciasne szafki i szuflady z odzieżą i wszystkim potrzebnym do licznych hobby to inna sprawa. Ostatnie kilka dni poświęciłam na wypadające co pół roku rytualne porządki w odzieży. Bo zginął mi stanik, skarpetki, nocna koszula i jakieś buty. Stanik utknął w głębi szuflady, skarpetki spadły do włóczek, koszula była gdzie powinna ale na lewą stronę, buty się znalazły wraz z egzemplarzami, o których całkiem zapomniałam i tylko termiczny podkoszulek w kolorze fuksji się nie objawił. Przy okazji zrobiłam remanent rajstop, nic nie trzeba dokupić.
Dramat zaczyna się, jak zginie jakiś konkretny ołówek, kłębek albo szmatka. Wtedy zaczyna się szukanie połączone z mędzeniem, narzekaniem i rozpaczaniem. Wczoraj tak szukałam zaginionego kłębuszka z lumpeksu z bardzo kolorowej skarpetkowej wełny. Niby żadne nieszczęście, za sprawą Dobrej Wróżki mam skarpetkowych włóczek szufladę. Ale znalazłam wzorek akurat do tej a nie innej i nie spoczęłam aż znalazłam. Nie wiedzieć czemu leżał w gotowych skarpetkach. To chyba już starcza skleroza.
I ponieważ taki ze mnie gubiciel i szukacz nadzwyczaj cenię sobie okulary progresywne. Wciąż widzę oczami wyobraźni babcię i teściową nr 1 szukające okularów do czytania. Moja mama pedantka nigdy ich nie szukała, bo miała perwersyjny porządek w torebce i ZAWSZE wkładała te okulary w stosowną przegródkę. A moje cały czas od rana do nocy są na nosie i nie giną.


9 komentarzy:

  1. Ja , gdy mi coś zginie ,wzywam na pomoc Św. Antoniego. Pomaga , szczególnie , gdy wydaje mi się ,że już nic nie da się zrobić a raczej znaleźć.
    Działa.

    OdpowiedzUsuń
  2. To fakt Św.Antoni pomógł kiedyś znaleźć zgubiony klucz na plaży , co wydawało się niemożliwe . Fakt jestem niepoprawnym bałaganiarzem i w domu i w torebce a raczej torbie , ale nauczyłam się jednej rzeczy .Ponieważ w czasach studenckich miałam wielki wór , na zeszyty i na robione w drodze powrotnej wszelakie zakupy i zazwyczaj pod drzwiami musiałam wszystko wywalić na wycieraczkę w poszukiwaniu kluczy , to zmusiło mnie do nauczenia się jednej rzeczy chowania kluczy do jednej ustalonej kieszonki . Tak więc moja torba-wór musi mieć 3 praktyczne kieszonki , w których chowam klucze, dokumenty i portfel i tylko takie kupuję .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Św Antoni znalazł mi kiedyś okulary zagubione w tatrzańskim potoku (poza szlakiem!). Po tygodniu, po przejściu deszczu i wezbraniu wód Antoni pozwolił te okulary z pomiędzy głaz..ów potoku w dolinie Roztoki wyciągnąć. To bardzo porządny święty.

      Usuń
  3. Uszyłam mojej "dziewczynce" płaszczyk (Bajka jest kundelkiem z figurą i sierścią charta angielskiego whippeta) ale nie wiem jak sprawić aby tył płaszczyka nie przekręcał się w bok. Czy mogłabyś mi pomóc i podsunąć pomysł jak temu zapobiec, a może narysowałam zły fason? Byłabym Ci bardzo wdzięczna. W załączeniu foto Bajeczki. Serdecznie pozdrawiam. Mój mail: egraff@epf.pl Mamaczek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem jak inaczej wysłać zdjęcia - jeśli tak jest źle to przepraszam.
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=983970478329980&set=pcb.983970898329938&type=3&theater

    https://scontent.xx.fbcdn.net/hphotos-xaf1/t31.0-8/12237943_983970784996616_9089232478005563629_o.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudna sunia! Nie wiem dlaczego tak to się kręci. Może skrojone nie całkiem po prostej nitce, a może psia sierść to obraca? Moje kubraczki też się ciut przekręcają, ale psiny dalej są widoczne. Muszka potrafi to jakimś cudem zdjąć: turla się na plecach aż do rozpięcia się fraczka na brzuchu a potem przekłada łapę dekoltem. I nie może się dalej ruszyć, i czeka na ratunek.

      Usuń
  5. jako żem roztrzepana na granicy przetrwania - staram się i ja
    uprawiać samodyscyplinę, odkładając na przeznaczone miejsce
    wszelakie klamocie - więc już nie wnikam, jak to się dzieje, że
    przynajmniej raz w tygodniu czegoś szukam - no jak?
    na szczęście mam pod ręką swego Rycerza w Srebrnej Zbroi -
    mój ślubny zawsze wie, gdzie co mam - a ja nie mam pojęcia,
    jak np. wpadł na to, że moja lalka była w kuchni a kolczyki na
    parapecie u Córy...

    fajnie, że psinki bezpiecznie modne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. biegam od jakiegoś czasu w różowych okularach, czasem nawet udaje mi się
    widzieć świat na różowo - ale ostatnio lekko mi się zrzaszało, jak Pani Okulistka
    kazała mi się zaopatrzyć w drugą parę okularów - do dziergania, czytania, gapienia
    się w laptop - a wyrok zapadł dość niewinnie "w pewnym wieku trzeba mieć 2 pary" -
    no to się dowiedziałam, że po 40-e jest się w pewnym wieku - bo dotąd byłam wciąż
    w niepewnym ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Droga Gackowa, nie było mnie tu bardzo dawno i teraz nadrabiam zaległości. Na to szaleństwo niepamięci (u mnie na ogół przed wyjściem do pracy - ginie mi wszystko - klucze, portfel, kosmetyczka, miotam się i spóźniam, i nienawidząc siebie, wpadam na ostatnich nogach do autobusu - pomaga mi Pramolan. Czarodziejska mała niebieska tabletka. Trzeba tylko pamiętać, aby rano ją połknąć.Pamiętać...
    Kubraczki Twoich piesków odlotowe. To dobra inspiracja dla mnie, bo właśnie muszę wykombinować kubraczki (głównie nieprzemakalne, bo w deszcz nie chcą wychodzić i nie załatwiają się) dla moich skarbuńciów i jednej zaprzyjaźnionej, jorkopodobnej, białej kruszynki. Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.