środa, 2 grudnia 2015

Najlepiej nic nie robić

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Jutro święty dzień malowania i gimnastyki. Wrócę po drugiej do domu, głodna jak nieboskie stworzenie i zmęczona tak, że ledwie będę na oczy patrzeć. Malowanie jest męczące. Cukrzyca ma to w nosie i trzeba ją karmić na czas, bo cukier spadnie. Spadki cukru są gorsze niż wysokie poziomy, przynajmniej dla zainteresowanego: ręce się trzęsą, zimny pot spływa po grzbiecie i ogólnie narasta drażliwość. Po co się męczyć? Trzeba było ugotować na zaś. A ponieważ w piątek zaczynamy z Mikołajem jeździć i to od razu z grubej rury w dwa miejsca, to na zaś zaś też trzeba było ugotować.
Zaczęłam od rana: Spacer psi z zakupami połączony, ledwie to do domu doniosłam. Uprałam anielską perukę i szaty, puściłam pranie, nastawiłam gary ze strawą i pociągnęłam przody od swetra dla Pana Męża na gwiazdkę. Wyrobiłam pachy, zrobiłam krochmal do bielizny, puściłam suszarkę, upiekłam batata do kurczaków i jak podałam obiad to wylewka kuchenna oddała ducha Panu od wylewek i odpadła od najważniejszego kuchennego kranu. Przedtem trochę posikiwała bokami, fakt, ale odprawiałam nad nią mantry i jakoś się trzymała. Teraz odpadła.
Idąc z psami na drugi spacer zapakowałam ją do torby. W programie spaceru miałam rajd po trawniku SGGW, kupno blejtramu na jutro, kupno wylewki, kupno zamka błyskawicznego dla tomkowego kardiganu. Blejtram sobie darowałam, jeszcze jakiś maleńki jest. I jest karton do malowania olejami. A jak znam basiny program zajęć, to nadeszła pora na naukę technikaliów. Powstanie jakiś pożyteczny technicznie ale niekoniecznie ładny obrazek. Albo perspektywa, albo dziwne faktury albo coś o kolorze. Albo jeszcze coś innego. Karton wystarczy.
W sklepie hydraulicznym pokiwali nad wylewką głowami i stwierdzili że kicha, że takiej nie mają, że to chińska podróbka polskiej baterii FAK od niedawna przechrzczonej na KFA (z Fabryki Armatur Kraków na Krakowską Fabrykę Armatur nazwa się zmieniła bo dziś FAK to brzydkie słowo). Zaproponowali mi całą baterię kuchenną i dokładnie wyjaśnili jak ją zamontować. Bałam się już montowania wylewki, a tu całość do wymiany.
Strasznie boję się robót hydraulicznych. To lęk jeszcze z poprzedniego życia, gdy musiałam robić w domu wszystko, łącznie z kuciem ścian, montowaniem zaworów, naprawianiem spłuczki sama. Nikt inny się nie poczuwał, a gdybym tego nie zrobiła, to musiałabym na czwarte piętro nosić wodę wiadrami też osobiście albo prać dziecinne ubranka na tarze ręcznie. Tego lęku nie leczy ani lista okolicznych hydraulików wywieszona na korkowej tablicy w przedpokoju, ani doświadczenie mówiące, że Pan Mąż składający wszystkie sprawy doczesne w moje ręce na widok nowego kranu wie jednak co z nim zrobić.
Przy robotach hydraulicznych musi się zawsze coś wydarzyć. Musi i już. Przede wszystkim trzeba w tym celu zamknąć zawory doprowadzające wodę. A w tym celu trzeba zdemolować przemyślną zabudowę naszej kuchni. Zdemolowaliśmy, dotarliśmy do miejsc dawno nie czyszczonych - w sam raz przed świętami - i Pan Mąż zaczął kręcić tymi zaworami. Woda w kranach nie przestała lecieć, za to spod szafek obok zmywarki rozległ się szum a później wypłynęła spod nich woda. Poprzedni właściciel zostawił nam niezwykle skomplikowaną i fantazyjną instalację wodną własnego pomysłu. Kilka lat temu wymieniono w pionach rury i administracyjni hydraulicy pozakładali zawory jak leci, nie przejmując się ich kolorami. Co to niby ma za znaczenie czy zawór jest żółty czy czerwony, nie?Ten akurat zawór, którym chwacko kręcił Pan Mąż służy do... podlewania ogródka a szlauch leży luźno pod szafkami kuchennymi. Do jego prastarej końcówki nie pasuje obecnie żaden łącznik więc sobie o nim zapomnieliśmy. Mam teraz czysto pod wszystkimi szafkami, wszystkie psie ręczniki i wszystkie ścierki są mokre. Zawory odcinające wodę w kranach odnaleźliśmy i owszem około 20 centymetrów powyżej rewizji w kanale dla rur wodociągowych. Nie ufam hydraulikom. Nie chcę nikogo obrazić, ale do tego fachu idą chyba ostatnie niemoty. Z żadnym żywym hydraulikiem nie umiem się dogadać. Wolę gdy roboty hydrauliczne wykonuje mechanik samochodowy albo wykształcony człowiek co się remontami zajmuje.  Po odnalezieniu tych zaworów Pan Mąż w try miga założył nowy kran. Kran jest dużo lepszy niż poprzedni. Uf.

5 komentarzy:

  1. Przeczytałam na jednym wdechu. Jesteś mistrzynią prozy. Zwykły na pozór opis perturbacji kranowo-wodnych, a ile emocji przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko i córko! Woda w mieszkaniu na jakiejkowiek podlodze i i pod jakakolwiek szafka czy w niej, to dla mnie jeden z najprawdziwszych horrorów! Ostatni taki mialam wiosna 2 lata temu, przeciekala lodówka. Tak sobie kaluzki na srodek kuchni sikala. A ja Mirke w podejrzeniu mialam, bo akurat nowa byla ;)
    Swietnie, ze uporzadkowaliscie rurowo. szlauchowy balagan, to bardzo wazne, who ist who. Hydraulika mam tutaj akurat swietnego, robi takze rzeczy niemozliwe, u nas od ponad 28 lat ;) normalnie sie boje, co bedzie, jak nie bedzie juz mógl robic, bo oficjalnie jest juz rencista, a czas i jemu na niekorzysc dziala :(

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, dokladnie tak samo mowi o swoich poprzednikach moj slubny, ktorego jedna z wykonywanyc profesji jest wlasnie hydraulika ... A w mieszkaniu ktore wynajmujemy, odplyw z kuchennego zlewu jest pod gorke, ot taka ciekawostka, zeby wszystko lepiej funkcjonowalo ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Gackowo! Naród na ulicy, a ty śpisz??? No chyba że z psami wychodzisz, będzie ci wybaczone. Hunde ueber alles (poza kotami, oczywista)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech sobie naród spaceruje. Dziergam na czas, mam powoli dosyć.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.