poniedziałek, 15 lutego 2016

Cała Polska jedzie na pogrzeb

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Rzadko wyruszam z mojej dziczy ursynowskiej do miasta, ale jak już wyruszę to widzę jakby ostrzej niż dawniej co mnie otacza. Zatem jadę metrem, ono się kolebie i wyje a ja widzę, że wszyscy w wagoniku wyglądają jakby na pogrzeb jechali. Czarne płaszcze, czarne buty, czarne rękawiczki gdzie nie popatrzeć. Nawet puchowe pikówki czarne albo granatowe,  bo granat i szarość ostatnio do krzykliwych barw się zaliczają. Czasami błyśnie gdzieś wiśniowy albo fioletowy moherowy beret w towarzystwie brązowego palta klasyfikując posiadaczkę jako emerytkę z bardzo starego portfela. Jeśli ktoś ma na sobie coś kolorowego, to to jest zawsze odzież sportowo - outdorowa wykluczająca posiadacza z grona ludzi eleganckich. Taka zimowa wersja dresu.
W sklepach też tylko same żałobności. Ciemne, brzydkie ubrania zrobione z byle czego. Może futra są passe ale chociaż kolor miały jakiś.
Niedawno w bibliotece spotkałam panią w zielonej wełnianej kurtce (zieleń jodłowa, nie jakiś tam zielony groszek czy acid green) odszytej wełną czerwono - brązową z musztardowymi dodatkami. Wyglądała jak nie z tego świata! Napatrzeć się nie mogłam. I jej to w oczy powiedziałam. Ona z grzeczności pochwaliła moją wariacko kolorową czapkę i szal, ale więcej nie miała czego chwalić, bo ja też na granatowo...
Muszę się poprawić, ale jak to zrobić nie ryzykując opinii kogoś, kto nie wie gdzie i kiedy żyje?

Całkiem niedawno z mojej szafy wyleciały wszystkie szare ubrania. Wszyściuteńkie. Dobrzy ludzie przejęli szare motki. Ale ponieważ czasem muszę się oficjalnie przebrać za panią profesorową, pozostały czarne rekwizyty. Nielubianemu a bardzo nobliwemu płaszczowi wyrzuciłam wiązany pasek i skróciłam rękawy, bo gruby supeł na okrągłym brzuchu i rękawy zakrywające dłoń to obciach. Trochę się poprawił, ale dalej jest czarny i nobliwy. Jak go nakładam to sobie wyobrażam, że haftuję go w najbardziej kolorowe rajskie ptaki, jeszcze kryształkami obszywam i jakoś mogę go znieść, ale przymierzywszy do niego czarny kapelusz aż się wstrząsnęłam, z lustra popatrzył na mnie ojciec Brown.

Zastąpiłam kapelusz estońskim szalem. Z lustra wyjrzała jakaś zakonnica. Płaskie czarne oficerki są owszem wygodne i kształtne ale są czarnymi oficerkami.
Kapeluszom powiem chyba baj baj. Tak jak niedawno powiedziałam kolorowym cieniom do oczu i szarym podkoszulkom. Wesoły kapelusz na dwudziestolatce to jedno, pilśniowy kapelusz na pani 50+ to trudny temat.

Niech się ta moda prędzej zmienia, póki co ratuję swoje zmysły przerabianiem kolorowiusieńkich Opali na kolejne skarpetki. Z Opala sześciokrotnego Ecuador Elly powstały skarpety dla Pana Męża;



Tu widać je na moich stopach, ale widać też że są na mnie za duże. Z tej włóczki robi się bardzo szybko, na dużą męską nogę nabiera się aby 52 oczka i wystarczy. Osiągnęłam kolejny stopień dziewiarskiego wtajemniczenia: umiem dowolnie zmienić napięcie nitki w robocie. Stopy robiłam na drutach 3 bardzo ścisło. A cholewki luźno. Nie lubimy obciskających skarpet, grunt żeby nie spadały.

Czy ktoś wie co to jest za zwierzę na powyższym obrazku? Opale z serii Regenswald farbowane są na kolory jakie mają chronione zwierzęta. W tym przypadku zupełnie nie wiem co to jest! Nogi jak u stawonoga, ale tylko 4, czy to czerwone to ryjek, czy ogon? Tajemniczy Elly.



To również Opal z serii Regenswald, kolor nazywa się Anton Inspektor. Na wzór tropikalnej rybki mieniącej się tęczowo.Być może będą się te skarpety po prostu Maciarewiczami nazywały. Wierzch dla urozmaicenia zrobiony najprostszym ściegiem, przy którym da się czytać: 4 rzędy pończoszniczym, 2 rzędy ściągaczem. Ponieważ stopę robię na drutach 2, to w cholewce zmienię druty na grubsze. Skarpetki planuję jak najdłuższe aby nie zmarnować ani ciut tych kolorów, 60 oczek na cienkich drutach przerabianych moich krągłych łydek nie obejmie bez walki. Te piękne, kolorowe jak marzenie wełny budzą wielkie zainteresowanie pań z Szarotkowa. Dawczyni jestem dozgonnie wdzięczna.


Antoni był ze mną wczoraj na szarotkowym spotkaniu. Widać go na brzegu stołu. Oprócz Antoniego zabrałam tam wielką torbę włóczek do rozdania (bądź wymiany za psi grosz), bo Zośka nie zjadła niestety wszystkich moich nadmiarów. Większość na szczęście znalazła amatorki, nikt nie chciał jedynie niemodnego 100% moheru na berety, za to w barwach morza, więc zrobię z nich filcowaną torbę. Wiem z gorzkiego doświadczenia jak łatwo filcuje się moher dobrej jakości. A jak ją już zrobię i sfilcuję na blachę, to może jeszcze wyhaftuję w rajskie ptaki i kolibry z kryształkami i cekinami? Na bank nie będzie czarna, szara, ani granatowa!

30 komentarzy:

  1. Juz myslalam, ze ktos umarl ;)
    To czerwone wyglada mi na ryjek, ale co to jest, nie wiem. Dobrze, ze u nas nie biega czy lata ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to jest faktycznie ryjek, bo to zielone, łaciate na skrzydełka wygląda. Tylko mi się to czarne oko błyszczące nie podoba, skrzydlate stwory nieptasie nie mają takich oczu.

      Usuń
  2. Czy mogłabyś mi powiedzieć, gdzie się przeniosły informacje o terminie i miejscu Szarotek? Na forum gazetowym ich nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Fb na profilu Szarotkowo są wszystkie aktualności.

      Usuń
  3. Witam :-D Ja też wpadłam na pomysł rozweselania np. stonowanych sweterków . Dołączam kwiatuszki, kokardki, motylki bo robię takie rzeczy na szydełku w ramach rehabilitacji. Po wypadku mam niezbyt sprawne ręce a dzięki takim pracom jest mi weselej. Pozdrawiam serdecznie :-) niestety nie mam na blogu wiele takich dzieł :-( ale będę miała hehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Od nadmiaru kolorów, bardzo łatwo popaść w wariację. Jednakże w zimie ubieramy się bardziej praktycznie, czyli na czarno i granatowo. Jest tez drugi aspekt tego ciemnego ubierania się. No ciemne wyszczupla. Praktyczność w połączeniu z wyszczupleniem się "optycznym " Torba zapowiada się pięknie. Jestem ciekawa, jak będzie gotowa wyglądała. ZNając Twoje zdolności to kolejne cudo sie zapowiada .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ubranie sie szaroburoczarno w zimie, w ciemnej, deszczowej porze roku, to tez kwestia bezpieczenstwa w ruchu drogowym. "Niezauwazony na czas" przechodzien najczesciej cos takiego na sobie mial :(

      Usuń
  5. Ja z głębokiej prowincji. Mój pan Mąż był ostatnio w stolicy w sprawach służbowych. Maszerował na nogach z Marienszratu gdzieś na Jana Pawła. Po powrocie powiedział mi /on jest wybitnym impresjonistą/ - wiesz: ulica w W-wie jest całkiem czarno-bura.Teraz mam potwierdzenie, że nie było to związane tylko z jego nastrojem. Skarpety super! Ciekawi mnie , gdzie można kupić tego Opala?
    Pozdrawiam!
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
  6. Podzielam zdanie na temat kolorów a raczej ich braku. Rzadko, ale jak już się wybiorę na obchód sklepów szukam bezskutecznie co ma kolor. I nie znajduję. Poza jednolitością - ludzie nie umieją później dobrać do siebie kolorów, jak się mają nauczyć skoro łączą tylko czarny z czarnym, ewentualnie szarym i białym? Mam tez 50+ ale nawet w trumnie nie chciałabym być ubrana na czarno ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tajemnicze kolorowe zwierzątko to pluskwiak równoskrzydły z rodziny Fulgoridae, kokreetnie z rodzaju Pyrops (zapewne najczęściej fotografowany Pyrops candelaria).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anonimie. Zatem mam pluskwiakowe skarpety na nogach. Ładny ten pluskwiak bardzo.

      Usuń
    2. Fajnie, ze zawsze znajdzie sie ktos, kto wiecej wie, dziekuje ci Anonimie!

      Usuń
    3. Proszbardzo :) Pluskwiaki w ogóle (różnoskrzydłe chyba nawet częściej niż równoskrzydłe) potrafią być naprawdę piękne - warto zaguglać np. Scutelleridae, to dopiero uczta dla oka.

      Usuń
  8. No, ja też uwielbiam kolory... im jestem starsza, tym bardziej :) Dziwne, bo w latach kiedy porządna siksa powinna być trzpiotowata i nosić się kolorowo, to ja jakoś stonowane barwy nosiłam. Teraz mi przeszło... Moja droga Mama czasem kwituje uśmiechem pobłażania moje kolorowości, że niby to trochę ekscentryczne. No, ale jeśli miałabym na koniec życia żałować, że nie ubierałam się kolorowo, to wolę nie żałować :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. jak nas widzą taki mają ubaw!
    ja od kilku dni znowu biegam
    na zielono - choć szarościom
    nie zamykam szaf i szuflad -
    dziś w SH kupiłam dwustronny
    kwadrat w grochy - srebrzy się
    to, wprost jak blaszka, czerni
    się to - w sumie takie 2 w 1 ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. nonieno...tu sie uplynnia szare wloczki a ja nic nie wiem!!
    Ja tam nosze szare i granatowe, bo mozna wszystkimi kolorami rozkolorowac. Ja akurat nosze granatowa kurtke zimowa, ale mam czerwone sztyblety oraz kanarkowe spodnie. zima nosze tez rozowe spodnie, a szaliczki w krateczke typu dress Stewart czyli tzw szkocka z czerwonym na bialym tle...a na meczu futbolowym, na ktorym bylismy ubieglej zimy, to pozniej-pozniej, w telewizorze jak pokazywali kawalki meczu, slbny nas troje widzial, bo jedyni pstrokaci bylismy w morzu czarnosci...ale z trzeciej strony nasza druzyna to sroki czyli paski czarno biale....

    fajne skarpetki. ja wlasnie robie skarpetki na zyczenie. metoda entrelac, z uwaga, ze im bardziej kolorowe tym lepiej...juz mi wscieklych kolorow brakuje!!!

    p.s. granat bede nosic zawsze, w granacie mnie nie widac, a to mi czasem jest potrzebne....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też noszę granat. Granat to moja czerń, w czarnym jak ojciec Brown...

      Usuń
    2. a ja jak jego zona ;))))

      Usuń
    3. A ja kocham czerń,jak sobie wyobraziłam tę czerń haftowaną i jeszcze w koraliki, to aż mną wstrząsnęło, ale jak doszłam do ojca Browna, to jeszcze się śmieję. P.S. A zwariowany kapelusz na pani 50+?

      Usuń
  11. Mam te same obserwacje w kwestii pogrzebu. Zwłaszcza zimą. Rok temu uparłam się na pomarańczową kurteczkę flauszową i oczywiście musiałam skorzystać z usług krawcowej. Już sam zakup pomarańczowego flauszu był dość karkołomny. Najgorsze jest to, że obracam się w rejonach designu i tu też mamy pogrzeb, a moje zestawy zielono-czerwone czy fioletowo-pomarańczowe uchodzą za szczyt ekscentryczności. Pozdrawiam z nową czerwoną torebeczką
    Dobranoc

    OdpowiedzUsuń
  12. W sumie nie nosze sie "na wscieklo", ale najczesciej mam na sobie jeansy w jeansowych kolorach, i uwazam, ze pstrokate skarpety do nich musza byc :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie! Wesołe, wyłażące z butów i rzucające się w oczy :-D

      Usuń
  13. Kiedyś zakupiłam w szmateksie za dychę super płaszczyk zimowy (sportowy) pomarańczowy. Tyle, że to był taki oczorąbny pomarańczowy ;) Kochałam go! I wszędzie gdzie się tylko pojawiłam w nim wzbudzałam furorę ;) Gdyby nie fakt, ze już nie wygląda zbyt ładnie ( służył mi przez 5 lat!) nosiłabym go i teraz... A tak całkiem szczerze- gdyby istniała możliwość odświeżenia koloru... bo kupić nowej identycznej pewnie już nie ma szans. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  14. jezuuuuuuuu skąd ty wyciągasz te superaśne włóczki na te skarpetki normalnie aż mnie skręca śliczne cud miód i orzeszki sama bym taką chciała w sensie włóczkę bo skarpetki uff to już inna historia już wkrótce zobaczysz
    daj namiary gdzie takową nabyć

    a skarpetki w Twoim wykonaniu to mistrzostwo :-) wiem coś o tym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewciu, w niemczech. Na przykład tu: www.butinette.de
      Poproś brata.

      Usuń
  15. Przyznam się bez bicia, iż zanabyłam drogą kupna płaszcz kaszmirowy GANATOWY! (za złoty 1, co było jego wielką zaletą, nie przeczę). Już nie mogę tej czerni, oswajam granaty. Fuksjowych kaszmirów za zeta niestety nie widuję.
    Boskie skarpety! aaaaaa! też chcę :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś i fuksjowy się trafi. Trafił mi się niegdyś, ale zanosiłam go do znudzenia i poszedł w dalszą drogę, bo mu dalej nic nie brakowało. Kaszmir jest niezniszczalny.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.