Zmiana w naszym trybie wypoczywania wydaje się trwała. Nie pierwsza połowa sierpnia, a przełom sierpnia i września (kiedy już większość, a później wszystkie dziecinki opuszczają plażę dla szkolnych ław), nie Dębki dla gotowych spać byle gdzie golasów, a elegancka Jastarnia.
No jak tak na elegancko tam jest to postanowiłam sprawić sobie kostium plażowy. Nie ponury, jednoczęściowy, przyzwoity do bólu czarny, odpowiedni na basen, a figlarny, kolorowy, wesoły, dwuczęściowy ale jednak mnie ogarniający bez walki.
Sprzedawczyni wyczuła moje intencje już w drzwiach sklepu. Spytała tylko o rozmiar góry (cud, dziś można kupić osobno pasujące rozmiarem części bikini), zgadła że majty mają być do pasa i przyniosła mi do przymierzalni takie cuda, że odleciałam. I kupiłam dwa. No bo kto by pomyślał że istnieją staniki do bikini skrojone tak jak zwyczajne, porządne staniki z których nic nie wyskakuje , nie wyłazi bokiem, z podszewką, porządnie wykończone? I że istnieją majtki kąpielowe z potrójną nawet podszewką co pozwala im być niemal białymi i w stanie mokrym nie epatować plażowej publiki szczegółami anatomicznymi nosicielki?
Zakupiłam dwa z tych kostiumów: Fantaisie Antigua i Fantaisie Sardinia (proszę sobie Antiguę wpisać w Google, obrazki są objęte taką ochroną, że nawet link nie daje się skopiować)
Nie lubię siedzieć na plaży z mokrym tyłkiem i czekać aż wyschnie. Zielony w palmowe liście i kwiaty hibiskusa (obie ze sprzedawczynią dobierałyśmy majtki, by czerwony hibiskus nie wyrastał wprost z pomiędzy nóg) i biały w turkusowo niebiesko różowe kwiatki. Zapłaciłam majątek. Więcej niż za palto w Peek&Cloppenburg. W domu natychmiast pochwaliłam się nimi Panu Mężowi, który o mało nie zemdlał, bo zbiera na nowy samochód i na iPada. Defilowałam przed nim zmieniając te kostiumy ale pozostawał sceptyczny.
Kilka dni później ponura sprzedawczyni biżuterii ze stali chirurgicznej po 35 zł sztuka burknęła patrząc na deptak: dziadowo przyjechało.
Dziadowo ma lepiej, bo pogoda jak drut, krzykliwej dzieciarni nie ma, restauracje puste i kramy z badziewiem się zwijają. I ulice Jastarni wyglądają tak:
Z rana szliśmy na pustą plażę, przebrana w bikini robiłam na drutach szal dla koleżanki. Psy pławiły się w spokojnej wodzie. Dziennie Kretka zaliczała trzy sesje pływania, co nie jest już takie proste jak dawniej, bo jest niemal ślepa. Trzeba jej wrzucić patyk do wody a potem pokazać, gdzie ten patyk jest. Ludzie na piachu mają ubaw, ale Kretka po rehabilitacji i schudnięciu będzie się przez pół roku ruszać jak młódka.
Kretka jest słynna z tego, że po zmoczeniu schnie z dużym trudem. Żadne wycieranie ręcznikiem nie daje rady jej futerku. Byle jak wysuszona śmierdzi jak nieszczęście i dlatego po kąpieli śpi z nami pod kołdrą. Dopiero w tym roku pokazała nam jak się suszy ostrowłosego teriera. Otóż brała kij, rzucała go w piach i zaczynała się w tym turlać. Turlać tak, aż była tym piachem szczelnie utytłana. Jak piaskowy bałwan. A potem się otrząsała. Raz i niezbyt starannie, jak to ona. I była sucha i czysta. Tylko nie wiem, po co był ten kij,ale bez kija się nie dało.
Po południu spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy knajpy i port. Szal został wykonany, książki przeczytane, my się opaliliśmy.
A w domu dorobiłam szalowi koronki brzegowe i osiągnęłam pewien sukces. Jedna z taśm pierwszy raz w życiu pasowała idealnie. Nie wiem czemu druga, robiona identycznie, była jak zwykle bardzo, bardzo za długa i trzeba było z wszywaniem oszukiwać. Jest to jakaś diabelska tajemnica tych taśm. Po wykonaniu ośmiu szali pierwsza dobra taśma mi się trafiła. Liczę te oczka starannie, markerami setki oddzielam i co? I pstro. Potem muszę kłamać.
Wykonany z kremowej Midary szal wygląda tak:
i więcej jego zdjęć nie ma, bo już poleciał do nowej właścicielki, która jak zechce to go pokaże, a jak nie to nie!
Wciąż jest dla mnie tajemnicze i cudowne, jak taki zezwłok dziewiarski rozpięty na kocu do pełnego rozmiaru zmienia wygląd. Chyba dlatego tak lubię robić te szale. Midara Haapsalu jest włóczką naprawdę bardzo cieniutką. Mój szal z Drops Lace w porównaniu z tym jest gruby i ordynarny.

:-D ba, Kochana, kostiumy z miskami nie w jedynie słusznym rozmiarze to są na polskim rynku już od dawna (zaczynał człek w brafittingu w 2009, to wie).
OdpowiedzUsuń"Dziadowo" hmmm... no cóż ;-) pożądam być w tej kategorii, bardzo!
To były czasy bezkostiumowych Dębek z których wracałam cała brązowa a nie w paski, Laty i kokardki. :/
Usuńjakby co, to wiesz, że u mnie możesz dobierać ;-) siedzę znowu w stanikach i bardzo sobie chwalę *korpo nie dla mnie, zdecydowanie*
UsuńNo nie, Moja Droga! Takis opis kostiumów a zdjęć żadnych?
OdpowiedzUsuńPan Mąż je ignoruje i nie sfotografował. Sama też się już do rozbieranych zdjęć nie palę, metr obwodu gdzie kiedyś była talia. Fotnę je bez człowieka w środku.
UsuńPopieram Pimposzkę, chciałabym zobaczyć zdjęcia, i to na ludziu.
UsuńHalino, skorzystaj z Google.
Usuńooo - podpinam się pod prośbę -
Usuńcóż znany kostium bez Ludzia w/w?!
No to kliknij w linka i zobacz. Własnych niemal gołych zdjęć nie publikuję. Tak mam.
UsuńNie ma to jak zejść na dziady z klasą.
OdpowiedzUsuńCzekamy na te fotki (bo ja też tego lata zaszalałam i kupiłam dwuczęściowe cudo w rajskich kolorach, chociaż moja córka (37) skomentowała: Mamo, w takich to NAWET JA już nie pokazuję się publicznie....)
OdpowiedzUsuńWiesz co, życie jest szare wystarczająco:):):)
pozdrawiam!!!
Szal bardzo ładny - nie widać oszukiwania. A co do kostiumów - mnie również zaintrygowały.
OdpowiedzUsuńSzal przecudny-jak wszystkie! Marzę o "dziadowie", niestety, w kwestii urlopu jestem ubezwłasnowolniona od lat przez kolejnych ministrów...
OdpowiedzUsuńO co chodzi z tym zgłupiałym panem Ignacem?:)
OdpowiedzUsuńTez nie daje zdjec rozbieranych, wiec nie oczekuje takich od ciebie ;)
OdpowiedzUsuńUrlopy poza sezonem byly moim marzeniem, gdy bylam jeszcze zdana na ferie w szkole.Poza feriami i luzniej, i taniej, to tez doceniam.
Kostiumy fantastyczne, zachwycił mnie zwłaszcza ten zielony - cudo! Zdradź gdzie kupiłaś, może już ceny będą posezonowe? Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń