środa, 3 maja 2017

I po majówce!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Tym razem bez zdjęć, nie chce mi się. Jestem leniwa. Wolno mi.
Majówkę zaczęliśmy wcześniej niż reszta rodaków, bo jeszcze w czwartek. Zapakowaliśmy psy do Fafika (Skoda Fabia nazywa się Fafik - na wszystkich dywanikach ma masę literek F a na dachu śmieszny antenkowy ogonek), w niewielki bagażnik spakowaliśmy się z powodzeniem, zaparzyłam na drogę nam obojgu kawę w termicznych kubkach, zabrałam na drogę drut na żyłce 2,5/ 100 cm i motek czerwonego Opala bo czytać w samochodzie nie mogę, ale mogę dziergać. Szal bratowej jako robótka zbyt wymagająca uwagi się nie nadawał. Kolejne skarpetki z heksagonów też nie bardzo, jak w podróży ucieknie na podłogę krótki drut to szukaj wiatru w polu, no i tam ciągle się urywa nitkę i nitki zaszywa, Fafik nie ma blatu z przegródkami na przydasie dla pasażera. Jechaliśmy w deszczu i mgle. Lanckorona jest słynna z mgły, mgły tak gęstej i przytulonej do góry, że naprawdę nie widać nic prócz białych tumanów. Droga jest wąska, kręta i po stromym zboczu. Ostatni odcinek jechaliśmy na piechotę wypatrując odblaskowych oznaczeń zakrętów. udało się. Czekali na nas z kolacją i było świetnie.
Piątkowy deszcz zapobiegł niestety spacerowi po Alei Zakochanych. Karpacki flisz w deszczu to dla starszych państwa pułapka, lepiej było nie ryzykować. Frania za to pokazała nam do czego służy cairn terier. Pieski te wyhodowano do polowań na osuwiskach skalnych. Wszelkie górki bardzo jej się podobają - im stromiej tym fajniej. Po niemal pionowym, zarośniętym zboczu Góry Lanckorońskiej Frania pędziła w dowolnym kierunku jednakowo szybko, czy łbem w dół czy w górę. Tylko bujające się tu i ówdzie chaszcze albo sterczący pionowo rudy ogonek pokazywały gdzie jest. No i czasem z krzaków wystawała czarna mordka z pytaniem - jesteście? Mądry piesek, po drodze publicznej idzie się na smyczy. Frania to wie i wie najwyraźniej kiedy trzeba się stawić do nogi.
Niestety wiemy już, że nie nadaje się na grudniowego elfa dla świętego Mikołaja. Ma bardzo silny instynkt terytorialny i wie, że nikogo się tak fajnie nie gania jak dzieci. One piszczą, uciekają, boją się i można je z satysfakcją pogonić. Za dziećmi Frania nie przepada, pod tym względem są z Muszką zgodne.
W sobotę dało się spacerować. Frania była oczarowana lasem, ale gdzieś na wykrotach rozcięła poduszkę w tylnej łapce. I koniec spacerowania nastąpił. Zwłaszcza że ja też uległam przedziwnej kontuzji. Poszłam spać zdrowa a wstałam w poniedziałek kompletnie niechodząca, ze sztywnym, wściekle bolącym kolanem. Cold pack z Woltarenem w żelu i Movalisem odziedziczonym po Kretce dały radę to w dobę opanować i jestem już mobilna, ale jedno wścieknięte nie wiadomo dlaczego ścięgno potrafi człowieka kompletnie unieruchomić. Paskudna niespodzianka.
Jak zwykle podczas majówki w Tadeuszu była grupa cudzoziemców - kandydatów na studia na architekturze na Politechnice Krakowskiej. Mają tu kurs przygotowawczy z rysunku perspektywicznego. Ośmielona trzyletnią znajomością podsłuchiwałam i podglądałam bez skrępowania. Teraz wiem, że mam nad czym pracować.
Sąsiadka przy stole w jadalni spojrzała na mnie uważnie i spytała czy ja to Gackowa. Świat jest mały.  Okazało się że siedzimy przy jednym stole z malmonką, autorką bloga Stado błękitnych merynosów.
Malmonka o willi Tadeusz dowiedziała się z mojego bloga i też zaczęła ją  wraz z mężem nawiedzać. Od niej się dowiedziałam, że naziemna, stacjonarna siedziba sklepu Biferno mieści się w okolicznej Kalwarii Zebrzydowskiej na rynku. Tym razem nie odwiedziłam, al za rok odwiedzę na pewno.

Na urodziny sprawiłam sobie wielką wełnianą rosyjską chustę pawłoposadzką. Granatową, w róże jak kapusty z jedwabnymi frędzlami. Z merynosa podobno. Ciepłe to bardzo i bardzo wszechstronne. I głowę z szyją da się okręcić, ramiona zakryć i wiecznie zziębnięty kark. Sprawiłam sobie też lalkę: Zoe od Petitcollin projektu Sylvi Natterer. Podobała mi się już trzy lala temu kiedy była nowością. I nagle teraz myk, w outlecie Limango trafiła się za pół ceny. Do tego lalkowego outletu trzeba zaglądać, zdarzają się niebywałe okazje.
Idę się wysmarować woltarenem kolejny raz.

7 komentarzy:

  1. Wyguglowalam Stado Blekitnych Merynosów, chuste i Zoe, i jestem w temacie ;)
    Jak tam Franiowa poduszeczka?
    Lanckorona chyba przede wszystkim oferufe duzo spokoju i odprezenia, nie wyglada tam cokolwiek na turystyczny stres?
    Ciesze sie, ze mialas milo dookolaurodzinowo, pomimo kontuzji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Frani w drodze powrotnej kupiłam but od Trixie i na dwór w bucie wychodzi. Nie podoba się jej to obuwie, ale to lepsze niż opatrunek (wata między pazury, bandaż, moja skarpetka, tprba foliowa i kilometry plastra). Lanckorona to dziura z przepiękną architekturą. Jest tam kilka pensjonatów, fajna kawiarnia, dwa sklepy i dwa warsztaty ceramiczne. Tadeusz jest trochę z boku, za brzegiem góry, nie dociera do niego ani smog ani tłuszcza. To senna małopolska wioseczka. A urodziny w samochodzie to rzecz świetna. Bierze się potem rodzinę na obiad w knajpie i nie ma zmywania!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam rozumieć kochana że miałaś udany weekend majowy.. ;) nie licząc kolana.. Ja zaś w dniu weekendu zachorowałam i do tej pory leżę w łóżku z antybiotykiem..

    OdpowiedzUsuń
  4. Zoe już nie zobaczyłam ale jej koleżanki też fajne. Tylko moja wnusia ma 1,5 roku a one od 3. Odstrasza mnie ostrzeżenie o małych elementach. Już nie obchodzę urodzin ale takie w Lanckoronie by mi się podobały. 100 lat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Gackowa, jak ja lubię Twoje pisanie. Mam problem poruszanie się w z powodu neuropatii. Każde para butów to nie to, uciskają palce. Więc siedzę w domu. Moja druga połowa bardziej kocha kanapę jak wyjazdy. Tak więc dzięki Tobie poznaje co nieco nasz Kraj. I dziękuję Ci za to serdecznie. Z pozdrowieniami - Joana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakieś filcowe kapcie by Ci nie pasowały?

      Usuń
  6. Też mam problem z hałasem w Warszawie. Szczególnie latem, kiedy okno winno być otwarte. Też używam stoperów. Chusty obejrzałam, ale chyba nie trafiłam na Twoją. I zwiedziłam wirtualnie Willę Tadeusza. Pięknie tam, zachciałao mi się pojechać.
    Pozdrawiam wiosennie i zapraszam też do siebie :)
    Marille http://marilles-crochet.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.