środa, 17 maja 2017

Moja winylowa armia

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy


Kolekcja się rozrasta, pod parasolem najnowsza Zoe, jej mały braciszek Tom, dzieciaczek maleńki siedzi w pierwszym rzędzie  upchnięty między lalkami od Kaethe Kruse, ma ubranko w białe kropki i dziecięcą czapeczkę. A czekam na dwa amerykańskie bliźniaki z Allegro.
Ponieważ miałam chwilę przerwy w lalkowaniu zaczęłam się zastanawiać, co u mnie powoduje te przypływy i odpływy. I wiem. Nie jest to niestety miła wiedza. To moja winylowa armia, to wojsko, które broni mnie bardzo skutecznie przed... wspomnieniami.
Zaczęłam się bawić lalkami po śmierci mamy. Moja relacja z mamą była zawikłana, trudna i z mojej strony pełna głodu uczuć. Z mamą miałam fantastyczny układ jak chodzi o wiedzę, poglądy i takie tam wyższe sprawy umysłowe. Była piekielnie bystra, oczytana, biegła w umysłowych rozgrywkach. Ale również bardzo skoncentrowana na własnej osobie, emocjonalnie niedostępna, i raczej mnie ignorowała niż kochała. Mogłam na niej polegać, była obowiązkowa, spełniała swoje powinności, ale o kochaniu córeczko zapomnij, u nas w rodzinie się o kochaniu nie wspomina.  Teraz, po latach przemyśleń i lektur, po długiej praktyce w zawodzie wiem, że miała zespół Aspergera. Zawodowo była wygą, towarzysko i emocjonalnie - kaleką. Inni ludzie byli dla niej nieodgadnieni, zaskakujący, męczący, tajemniczy i mało ciekawi. Bała się że ją oszukają, wykorzystają i porzucą. Potrzebna byłam jej do ogarniania codziennych spraw, ale ufała mi tak jak i innym, czyli wcale. Zabawki mogły dla niej nie istnieć, i dlatego się tak pewnie rozpieszczałam po jej śmierci.
Ale co jakiś czas napada mnie na te lalki ochota. Na zwykłe lalki do bawienia, nie lalki modelki, a lalki dzieci, ładne, od dobrych projektantów, ale do bawienia a nie do stania w gablocie.
W czasie rodzinnego wielkanocnego spotkania ktoś wypuścił ducha mojego taty. Duch znudzony wieloletnim przebywaniem w ciemnym grobie pohasał sobie po naszych emocjach i pokazał że wciąż dużo może. Mój tata to nie była postać a raczej posiedzieć. Alkoholik z dłuuuugą praktyką z odchyleniem sadystycznym. Lubił jak się go ludzie bali. Profesję sobie stosowną wybrał do tego upodobania, za żaden wybryk nigdy nie został oficjalnie ukarany, takie miał umocowanie. Niestabilny emocjonalnie, zmienny jak chorągiewka na wietrze. Mama chłodno oglądająca świat zorientowawszy się w którą stronę rozwija się jej małżeńskie story i rozstała się z nim co rychlej. Ale to i owo, znacznie więcej niż bym chciała przeciekło do mojej pamięci, i nie są to bajki dla dzieci. Tak naprawdę to najlepiej opisał to Stephen King w Lśnieniu. 
Tata założył drugą rodzinę, którą trampkował aż do swojej śmierci, pozostawił nieutuloną w żalu wdowę z ciężkim syndromem współuzależnienia i brata, który wglądu w tatusiową sferę swego życia  nie ma wcale. No może raz na dwa lata coś sensownie bąknie, kiedy dotrze do niego, że nasze oficjalne wspomnienia nie są do końca zgodne z prawdą. Drugi brat działalności rodzinnej tatusia nie przeżył. No napisałam przecież że to raczej posiedzieć niż postać. Niemal dwadzieścia lat tatuś wącha kwiatki od spodu i dalej demoluje rodzinę. Zatem wielkanocne hulanie ducha, oczywiście podlane alkoholem skończyło się dla mnie szybko. Uciekłam do domu, jak zwykle wypchnęłam co trzeba z pamięci i... przywołałam to z powrotem i kupiłam sobie kilka nowych lalek. Tatuś podarował mi oprócz ręcznych zdolności masę wstydu na resztę życia. To co zassałam do 6 roku życia zostało gdzieś pod skórą. Przez pozostałe lata oglądałam życie rodzinne tatusia jako serial grozy podczas rodzinnych wizyt. Niech mnie strzeże moja armia z winylu!  Kupując nawet najbardziej wyszukane lalki pozostaję trzeźwa i świadoma, nikogo tym nie krzywdzę. Na przelew dla uciszenia zbolałej duszy mogło by wyjść znacznie drożej.
Okazało się że w domach moich koleżanek z okazji świąt wypuszcza się różne duchy: a to ktoś z łezką w oku wspomina wujka, co macał wszystkie dziewczynki i bez względu na wiek sprawdzał czy urosły im już piersi i futerko, ktoś inny tęskni za pijakiem co rodzinę w finansowe i emocjonalne bankructwo zepchnął, inny nie może się nachwalić kochanego Tadzia co żonę na prawo i lewo zdradzał i biedaczka  dostała z nagła kilkoro nieślubnych dzieci Tadzia do podziału spadku, gdy ten oczy zamknął na wieki. 
Nie wiem, czy zupełnie nie zignoruję w przyszłości rodzinnego świętowania w większym gronie. Chyba że dla nowej lalki trzeba trochę pocierpieć.

Od Wielkiej Nocy minęło trochę czasu. Długo nad tym myślałam.

18 komentarzy:

  1. Nie wypieram, odcinam. Rozumiem. Uściskuję. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcinanie jest dobre na kilka lat, i mimo że argumenty przeciwko szaleństwu przeciskają się z cichym świstem to jednak to i owo poprzez to odcięcie się przedostaje.

      Usuń
    2. Ale już nie z taką siłą. U mnie działa bardzo dobrze :-)

      Usuń
  2. Ale masz tych lalek!
    Tak sie im przygladam i co widze? Od gory pierwsza z lewej to Basia, kolezanka ze studiow, druga to JA, siwa, w okularkach, trzecia to Ela, z ogolniaka, wyjechala do Japonii.... jakbym tak wspomnienia ruszyla, tobym pewnie dla wszystkich lalek odpowiedniki zyjace znalazla :))
    Moja nowa Kopciuszek jeszcze nie ubrana, czasu brak, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Armia, armada. Jesli ma sie cos, w co mozna uciec, to sie tam ucieka i wpada automatycznie w inny tryb myslowy. Jesli na jakis czas to pomaga, to zawsze jakis tam czas sie wygralo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie- lalka, a raczej Ty zaslugujesz na nią bez cierpienia. Właśnie dlatego, że jesteś. Tylko dlatego, że jesteś. Kup ją sobie niezależnie. Albo niezależnie nie kupuj. Ty decydujesz. Pozdrawiam Halina

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety - czasem to odcinanie i przycinanie
    niczym w ogrodzie - powoduje tylko rozbuchanie
    w nowej, kolejnej formie - póki żyjemy - i duch
    nie tylko świąt, porażek i rozczarowań istnieje
    i o dziwo ma się nad wyraz dobrze - aż za dobrze...

    armia Twa liczna i śliczna - lepsza od tej kamiennej,
    co to same smutasy w uśpieniu czają się do obrony :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co? Czasem warto się zmierzyć ze wspomnieniami, raz a dobrze. Nie bronić się, przyjąć na klatę i zgodzić się z tym, że różne rzeczy się zdarzyły i nie były dobre, żeby nie musieć całe życie uciekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem świadoma że hej. Towarzystwo niekłamiacych ze swej natury aspich uczy widzenia świata ostro. I niebawienia się w wypieranie.

      Usuń
    2. Mnie chodziło raczej o warstwę emocji, nie faktów. Jak się przepracuje emocje, nie potrzeba armii do obrony. Duchy przestają wyłazić. Przyjemności są dla przyjemności, a nie dla zagłuszenia czegoś paskudnego.

      Sęk w tym, że to nie jest proste i trzeba sobie uczciwie pozwolić na uczucia, których nigdy się nie dopuszczało do głosu. Czasem można się zdziwić, co jest na dnie.

      Usuń
    3. Tu też mam spore osiągnięcia. Fakt, proste to nie jest. Dusza ludzka jest czarna i przepastna.

      Usuń
  7. Duchy przeszlosci niestety bywa, ze zatruwaja nam zycie. Ja juz jako dzieciak, a potem nastolatka uciekalam w ksiazki, potem dolaczyla do tego telewizja i film, ale nie ogladalam wszystkiego jak leci, dokladnie wybieralam to co ogladalam. Paradoksalnie tej milosci do ksiazek i filmu nauczyl mnie ojcie ktory dreczyl nas wszystkich psychicznie. A najwazniejsza odskocznia sa dla mnie moje zwierzaki, obecnie dwa kocury, moje pieszczoszki ktore zawsze potrafia wywoloac na mojej twarzy usmiech.

    OdpowiedzUsuń
  8. och kochana z małymi tylko różnicami jakbym czytała swój życiorys oj znam to znam ja też uciekam w niteczki mam fazy na nie , każdy ma coś

    ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  9. Szacunek za szczerość. Sama pochodzę z toksycznej rodziny. Dość klasyczna toksyczność - babcia rozwódka plus mama rozwódka równa się: mężczyzna to zło. Ja w tym układzie jako ich wspólna własność, hodowana na reprezentanta rodziny, dumę i plaster na ich wszystkie traumy i żale.Niespełnianie oczekiwań wiązało się z groźbami samobójstwa matki, wiecznymi pretensjami babci, ostatecznie jak to nie skutkowało jako niewdzięczna suka mogłam dostać w twarz.Ocknęłam się w wieku 27 lat i właściwie uciekłam od nich. Kolejne lata zajęło mi uspołecznienie się, co wcale nie zakończyło się pełnym sukcesem. Izolowana od wszelkiego towarzystwa, które mi przecież do pięt nie dorastało do dzisiaj mam trudności z nawiązywaniem kontaktów. Ale nie jest źle. Mając 36 lat wyszłam za mąż, po roku urodziłam dziecko a po kolejnych czterech drugie. I teraz mając 46 lat mam wrażenie, że mam około trzydziestki. Takie mam emocjonalne tyły, wciąż nadrabiam to, co rówieśnice przeżywały w młodości. Tutaj anonimowo łatwiej mi to przedstawić. Na codzień raczej się z ta historią nie obnoszę. Od dziesięciu lat podaję się za sierotę. Pozdrawiam i wirtualnie wspieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matuś, co rodzice potrafią dzieciom zafundować. Postarali by się o produkcję większego spadku zamiast los dziecka na supeł wiązać jakimiś uzależnieniami. Mama z Aspergerem pod tym względem nie była zła, cieszyłam się pełną wolnością osobistą z życiem intymnym włącznie pod warunkiem że ona miała obiad i wanna była umyta.

      Usuń
  10. Nic nowego mądrego nie dodam, ściskam tylko mocno i wspierająco :****

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytając opis Pani mamy miałam przed oczami swoją. W życiu by mi się nie udało ani jej opisać lepiej ani naszej relacji. Trzy razy już czytałam ten fragment i robi na mnie ogromne wrażenie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepszy rodzic z Aspergerem niż wiecznie pijany sadysta, ale trzeba przyznać że siedem lat mija od śmierci mamy a ja wiąż z nią gadam w duchu i wciąż bywam na nią wściekła.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.