piątek, 28 lipca 2017

Bądź człowiekiem, zajrzyj w paszczę!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

W psiej (a także pewnie w kociej i każdej) paszczy mogą się czaić niespodzianki bardzo uprzykrzające życie posiadaczowi tejże. Zęby to zęby i bywają kłopotliwe. W paszczy poza zębami bywają i inne bolące niespodzianki.
Moja pierwsza suka Pestka była już w mocno podeszłym wieku, gdy zaczęła niemrawo jeść. Nigdy nie była łapczywa i wielbiła suche Pedigree Pal, które wtedy było ponoć lepszej niż teraz jakości. No ale w pewnym momencie zamiast raczyć się ulubionymi chrupkami zaczęła gapić się w miskę. Zajrzałam do paszczy. Pozwoliła zajrzeć. Mimo podeszłego wieku zęby miała jak krokodyl: białe, czyste, mocne bez kamienia i bez dziur. Natomiast w głębi paszczy zauważyłam twór, którego nie powinno tam być. Z dziąsła wyrastało coś wielkości ostatniego członu małego palca i mocno wciskało się w podniebienie. Weterynarz kiwał głową, ale ucieszył się dopiero, gdy to coś okazało się uszypułowane. Taki twór zwany nadziąślakiem przytrafia się psom dość często. Jak jest uszypułowany to można go bezpiecznie uciąć elektrycznym nożem i uwolnić psią paszczę od boleści.   Gorzej z nieuszypułowanym, bo niby jak zamknąć ranę po wycięciu czegoś z podniebienia? lekarz który wykonywał zabieg, powiedział mi, że to był najmniejszy nadziąślak jaki widział. Zwykle właściciele prowadzą psa do lekarza, gdy guz jest tak wielki, ze w paszczy poza nim nic się nie mieści i zwierzę całkiem przestaje jeść. Największy taki guz usuwany przez tego veta był wielkości dużej pięści i żadne chirurgiczne narzędzie nie dało mu rady, pomógł dopiero wielki, rozgrzany nad palnikiem gwóźdź którym wypalono potwora.
Pestusia po zabiegu wytrzymała bez jedzenia jeszcze jeden dzień (lekarze nie pozwalają karmić zwierza po narkozie, bo przewód pokarmowy także się musi obudzić a to trochę trwa) i ruszyła do michy. Wdzięczność w psich oczach była czytelna dla wszystkich. Żadne twarde okruchy nie właziły pod guz i nie gniotły w podniebienie!
Kretka na skutek pracoholizmu zdarła zęby tak, że jednemu otworzyła się komora, opisywałam to na blogu. Także i w tym wypadku zwierzak naprawdę docenił interwencję dentysty.
Frania bardzo powoli jadła. Nigdy, ani razu nie chciała się bawić w szarpanie sznurka, wszystko bardzo grzecznie oddawała z mordki. Czasem w nocy budziła się z wielkim płaczem. Nie chciała obgryzać twardych ogonów i skórzanych kości. Lubi tylko miękkie chrupki. Połamany ząb z zapaleniem miazgi i biedne dziąsło przy drugim krzywulcu wyjaśniały takie zachowanie.


 Zmiany w zębach wyglądają na małe, ale ból jest wielki.


Zęby zostały usunięte. Było dłutowanie i z tego powodu ran nie zaszyto. Trochę trzeba poczekać aż  brzegi zębodołów dziąsłem obrosną, ale budzenie się z krzykiem chyba należy do przeszłości. Póki co pani ma blender i psina dostaje zupki zmiksowane jak niemowlak. jest trochę cierpiąca, ale otrząsnąwszy się z głupiego jasia już w poniedziałek pokazała nam, jak się cieszy, że rozstała się z tymi krzywymi zębami.
Zadanie dla czytelników w tym tygodniu: Zajrzeć do paszcz, paszczęk i mordek własnej trzody domowej. Czekam na sprawozdania.

9 komentarzy:

  1. Zajrzałam. Ladne uzębienie jak na sześciolatkę, jeden ząbek jakby nadłamany, ale widocznie nie robi problemów, bo Mirczysko żerte i gryźliwe na ogony i inne susze dla psów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadłamanie to nie problem, problem to ząb siny od zapalenia miazgi. Masz medal, byłaś pierwsza!

      Usuń
    2. Ogony cielęce i skórzane gryzaki Frania uprawiała w ogrodzie i pogryzała dopiero jak zmiękły na deszczu. To mi dało do myślenia.

      Usuń
    3. Radziła sobie, jak mogła... :|

      Usuń
  2. u mnie wsi w porządku ząbki jak perełki żadnych niespodzianek oczywiście u Zmoruni

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaglądam w psie mordki systematycznie. Duża w porządku, chociaż już swoje lata ma. Bardzo minimalny kamień na kłach. Reszta biała. Z mordki nie śmierdzi.
    Tolcia maleńka cierpiała. Kiedy do nas przyszła już jej śmierdziało "z buzi" - powodem kamień nazębny. Usuwany był kilkakroć - szybko narasta ponownie. Przy okazji zostały wyrwane ruszające się ząbki. Ostatnie czyszczenie równało się utracie następnych zębów z jednej strony paszczy. Mam jednak nadzieję, że chociaż nie boli. Maleństwo, pomimo braków w uzębieniu jakoś sobie radzi z jedzeniem (jedzonko kroimy drobniutko lub rozdrabniamy).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie tylko w paszczę. Z doopy strony też zaglądać! Godzinkę temu na spacerze zauważyłam u Mirki trzeci "wicherek" na tyłku, pomacałam, grube. Mirka nigdy do tej pory nie miała problemów z gruczołami przy odbycie, nie widać tez po niej było samopoczucia coś nie w porządku, no i nie saneczkowała. Byliśmy w trymiga u weta, jeden gruczoł opróżniony, drugi lekko zapalenie, antybiotyk, jutro kontrola, Mirka jeździ po bruku dupką, to jest ok, opróżnia się reszta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszka jest tak zbudiwana, że z doopy strony trzeba ją systematycznie oglądać.
      Czy nie pisałaś ostatnio, ze Mircia się z kupskiem wstrzymywała z okazji potopu w piwnicy i brakiem rąk do wyprowadzania psa? Masz odpowiedź jaki to dało skutek: gruczoły powinny się opróżniać przy defekacji. Nie było defekacji, się opróżnianie zaburzyło i jest zapalenie ;-)

      Usuń
    2. A tu Ci racje przyznam. Zagadam weta na temat. Teraz normalnie sie wypróznia, czyli i na szczescie przy tym nie boli. Przedtem, po spacerze, wzielam ja pod prysznic, u ludzi tez tak sie robi, ddy analny ropniak juz zlikwidowany.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.