Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Mam dookoła mnóstwo klinik weterynaryjnych. W najbliższej jest pani doktor co operuje doskonale i żadne pooperacyjne komplikacje się jej pacjentom nie przytrafiają, ale jak chodzi o diagnozowanie i prowadzenie przewlekłych chorób i skuteczne dogadywanie się z właścicielem pacjenta to jest słabo.
Jest Klinika SGGW z całą diagnostyką i wszystkimi specjalistami, tyle że ostatnio się tam nieziemsko drogo zrobiło jak się pójdzie po cokolwiek innego niż spotkanie z mądrą dr. Biel. Dr Biel jest tak samo mądra jak zawsze, ale nieco się postarzała i miewa trudności np. z pobraniem krwi. Jest również lokalny na całą Warszawę Psi Doktor, Paweł Rabiega. Jest doskonałym diagnostą, świetnie prowadzi przewlekłe choroby, operuje i dogaduje się z opiekunami zwierzęcia. U niego ZAWSZE jest w gabinecie kolejka i czeka się tam godzinami. Doktor Rabiega nie sprzedaje karmy ani szamponu, tylko diagnozuje i leczy zwierzęta. Wiele razy musiałam sobie pójść do domu po kilku godzinach czekania, bo mi w czekaniu cukier spadł do kostek i telepki dostałam. Teraz doktor wprowadził zapisy przez internet przez aplikację Booksy. Nie sądzę, żeby było się łatwiej do niego dostać, złapałam termin, bo ta aplikacja dopiero zaczęła działać i byłam pierwszą rezerwującą termin. W trudnym nagłym wypadku nie wiem do kogo pójdę. Ale dziś byłyśmy zapisane i dziś się wybrałyśmy. Frania niedawno miała wzdęcie godne psiego ranigastu, doktor na USG obejrzał wzdęty żołądek, wzdęty od zjedzenia gumki albo sznurka albo czegoś innego, uratował psa i dziś poszłam przebadać Muszkę, bo stara się nagle zrobiła, a Franię zapisać na wyrwanie dwóch bardzo krzywych, zrotowanych zębów uniemożliwiających skuteczne jedzenie. Przy jednym jest już zapalenie dziąsła, drugi się paskudne ukruszył i ma otwartą komorę (auć!).
Muszce utoczono krew do probówki i doktor zaczął szukać przyczyny bólu, który moim zdaniem Muszkę gnębi. Stąd lizanie łap, ponury charakter, izolowanie się od innych psów, niechęć do chodzenia, ziajanie w chłodne dni i nieustanne okupowanie kanapy. Ból znalazł się w połamanej niegdyś miednicy. I to taki ból, że nawet psa się prześwietlić nie da. I znów mam zbolałą staruchę na Cartpophenie. Cztery zastrzyki, co 10 dni jeden, w seriach co cztery miesiące i do tego Movalis w razie czego.
ledwie wróciłyśmy do domu, Frania pokazała że coś jest nie halo. Jedzenie niedobre. I to dobre jedzenie też było niedobre. Oho, coś się dzieje. Do popołudnia futerko się zmierzwiło, obiad był niesmaczny a Frania zrobiła się ciepła. Nawet bardzo ciepła, 39,7. Niby od kleszczy zabezpieczona, ale jeśli to babeszja, to możemy się pieskiem cieszyć bardzo krótko. Zatem poszukaliśmy kliniki z całodobowym laboratorium analitycznym i przejechaliśmy się z Franią do kolejnego lekarza. Krew pobrana, pies zbadany, okazało się że ma spuchnięte gardło i migdałki. Dostała Frania psią aspirynę i antybiotyk w zastrzyku, my mamy czekać do północy na maila z wynikami badań i jak babeszja będzie to na sygnale jechać po lek, a jak nie będzie babeszji to jutro powtórzyć tylko leki na gardło. Chyba babeszji nie ma, bo pies był zabezpieczony, śledziona nie spuchnięta a nakłucie po pobraniu krwi nie krwawiło. No i po lekach kolacja się okazała smaczna.
Lżejsza o kilka stówek idę kończyć lnianą sukienkę.
Nie zaszkodzi pamiętać że zwierzęta mają takie same ograny jak my. I każdy z tych organów może, tak jak i u nas, chorować, boleć i dokuczać. Nawet u młodego psa.
Właśnie przyszły wyniki. Jest leukocytoza podwyższona, mocznik i jakaś próba wątrobowa ponad normą, ale babeszji nie ma!
Całe szczęście, że bez babeszjozy! Wielkie uff!
OdpowiedzUsuńA Muszka biedna :-( głaski dla Muszki ♥
Jeszcze jak gardło boleć przestanie, gorączka spadnie i te zęby bolące znikną, oraz rzeczony Cartrophen zacznie swoje przewlekłe działanie, to więcej się panny będą uśmiechały. Muszka ma nie wiadomo ile lat, pewnie dużo, bo u mnie jest już siedem. Już starość ją dopada, zaćma się zaczyna, tłuszcz podskórny na łebku zanika, babcia taka.
UsuńNo babcia, ale kochana! Oby nie bolało!
UsuńUscisk lapki dla staruszki i dla Frani oczywiscie tez :)
OdpowiedzUsuńKiedys, kiedys weterynarz byl marzeniem scietej glowy, a dobry weterynarz... hmmmm....
Biedna Frania, bedzie miala przejscie z tymi zebami, ale co mus, to trzeba. Dobry weterynarz to skarb, nie tylko w zebowym przypadku. Staruszce Muszce szczególne usciski, bo ja szczególnie starsze pieski lubie i powazam.
OdpowiedzUsuńNa tym antybiotyku Frania wprawdzie je i śpi kołami do góry pomiędzy nami, ale smutna jest bardzo i nieskłonna do zabawy. A stare psy są jak dobre wino, pasują do rodziny, wszystko wiedzą co i jak. Chyba że coś gnębi, wtedy się pies robi niekontaktowy, smutny i trzeba ratować.
UsuńMuszka wyściskana i bardzo dziękuje. :-)
Usuń