wtorek, 4 lipca 2017

Dzień weterynaryjny

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Mam dookoła mnóstwo klinik weterynaryjnych. W najbliższej jest pani doktor co operuje doskonale i żadne pooperacyjne komplikacje się jej pacjentom nie przytrafiają, ale jak chodzi o diagnozowanie i prowadzenie przewlekłych chorób i skuteczne dogadywanie się z właścicielem pacjenta to jest słabo. 
Jest Klinika SGGW z całą diagnostyką i wszystkimi specjalistami, tyle że ostatnio się tam nieziemsko drogo zrobiło jak się pójdzie po cokolwiek innego niż spotkanie z mądrą dr. Biel. Dr Biel jest tak samo mądra jak zawsze, ale nieco się postarzała i miewa trudności np. z pobraniem krwi. Jest również lokalny na całą Warszawę Psi Doktor, Paweł Rabiega. Jest doskonałym diagnostą, świetnie prowadzi przewlekłe choroby, operuje i dogaduje się z opiekunami zwierzęcia. U niego ZAWSZE jest w gabinecie kolejka i czeka się tam godzinami. Doktor Rabiega nie sprzedaje karmy ani szamponu, tylko diagnozuje i leczy zwierzęta. Wiele razy musiałam sobie pójść do domu po kilku godzinach czekania, bo mi w czekaniu cukier spadł do kostek i telepki dostałam. Teraz doktor wprowadził zapisy przez internet przez aplikację Booksy. Nie sądzę, żeby było się łatwiej do niego dostać, złapałam termin, bo ta aplikacja dopiero zaczęła działać i byłam pierwszą rezerwującą termin.   W trudnym nagłym wypadku nie wiem do kogo pójdę. Ale dziś byłyśmy zapisane i dziś się wybrałyśmy. Frania niedawno miała wzdęcie godne psiego ranigastu, doktor na USG obejrzał wzdęty żołądek, wzdęty od zjedzenia gumki albo sznurka albo czegoś innego, uratował psa i dziś poszłam przebadać Muszkę, bo stara się nagle zrobiła, a Franię zapisać na wyrwanie dwóch bardzo krzywych, zrotowanych zębów uniemożliwiających skuteczne jedzenie. Przy jednym jest już zapalenie dziąsła, drugi się paskudne ukruszył i ma otwartą komorę (auć!). 
Muszce utoczono krew do probówki i doktor zaczął szukać przyczyny bólu, który moim zdaniem Muszkę gnębi. Stąd lizanie łap, ponury charakter, izolowanie się od innych psów, niechęć do chodzenia, ziajanie w chłodne dni i nieustanne okupowanie kanapy. Ból znalazł się w połamanej niegdyś miednicy. I to taki ból, że nawet psa się prześwietlić nie da. I znów mam zbolałą staruchę na Cartpophenie. Cztery zastrzyki, co 10 dni jeden, w seriach co cztery miesiące i do tego Movalis w razie czego.
ledwie wróciłyśmy do domu, Frania pokazała że coś jest nie halo. Jedzenie niedobre. I to dobre jedzenie też było niedobre. Oho, coś się dzieje. Do popołudnia futerko się zmierzwiło, obiad był niesmaczny a Frania zrobiła się ciepła. Nawet bardzo ciepła, 39,7. Niby od kleszczy zabezpieczona, ale jeśli to babeszja, to możemy się pieskiem cieszyć bardzo krótko. Zatem poszukaliśmy kliniki z całodobowym laboratorium analitycznym i przejechaliśmy się z Franią do kolejnego lekarza. Krew pobrana, pies zbadany, okazało się że ma spuchnięte gardło i migdałki. Dostała Frania psią aspirynę i antybiotyk w zastrzyku, my mamy czekać do północy na maila z wynikami badań i jak babeszja będzie to na sygnale jechać po lek, a jak nie będzie babeszji to jutro powtórzyć tylko leki na gardło. Chyba babeszji nie ma, bo pies był zabezpieczony, śledziona nie spuchnięta a nakłucie po pobraniu krwi nie krwawiło. No i po lekach kolacja się okazała smaczna.
Lżejsza o kilka stówek idę kończyć lnianą sukienkę.

Nie zaszkodzi pamiętać że zwierzęta mają takie same ograny jak my. I każdy z tych organów może, tak jak i u nas, chorować, boleć i dokuczać. Nawet u młodego psa.

Właśnie przyszły wyniki. Jest leukocytoza podwyższona, mocznik i jakaś próba wątrobowa ponad normą, ale babeszji nie ma!

7 komentarzy:

  1. Całe szczęście, że bez babeszjozy! Wielkie uff!
    A Muszka biedna :-( głaski dla Muszki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jak gardło boleć przestanie, gorączka spadnie i te zęby bolące znikną, oraz rzeczony Cartrophen zacznie swoje przewlekłe działanie, to więcej się panny będą uśmiechały. Muszka ma nie wiadomo ile lat, pewnie dużo, bo u mnie jest już siedem. Już starość ją dopada, zaćma się zaczyna, tłuszcz podskórny na łebku zanika, babcia taka.

      Usuń
    2. No babcia, ale kochana! Oby nie bolało!

      Usuń
  2. Uscisk lapki dla staruszki i dla Frani oczywiscie tez :)
    Kiedys, kiedys weterynarz byl marzeniem scietej glowy, a dobry weterynarz... hmmmm....

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedna Frania, bedzie miala przejscie z tymi zebami, ale co mus, to trzeba. Dobry weterynarz to skarb, nie tylko w zebowym przypadku. Staruszce Muszce szczególne usciski, bo ja szczególnie starsze pieski lubie i powazam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym antybiotyku Frania wprawdzie je i śpi kołami do góry pomiędzy nami, ale smutna jest bardzo i nieskłonna do zabawy. A stare psy są jak dobre wino, pasują do rodziny, wszystko wiedzą co i jak. Chyba że coś gnębi, wtedy się pies robi niekontaktowy, smutny i trzeba ratować.

      Usuń
    2. Muszka wyściskana i bardzo dziękuje. :-)

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.