czwartek, 14 grudnia 2017

Bukiet od Alicji

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Na operację zaćmy Alicja grzecznie czekała 2 lata. W czerwcu odezwała się klinika na Kaczej, żeby przyjechać i rozpocząć przygotowania. Alicja pojechała i się zaczęło. Oczy poddane bardzo dokładnym badaniom ujawniły, że bynajmniej nie tylko zaćma im dolega. Oprócz zwyrodnienia plamki żółtej jest również jaskra, której nikt przedtem nie zauważył. Do jesieni rozprawiono się i z jaskrą. W międzyczasie używając gróźb, próśb i wyśmiewania, po siedmiu latach udało mi się wyekspediować teściową do dermatologa z powodu niegojacego się owrzodzenia na czole. Już siedem lat temu, gdy zgłosiła, że ma tu na czole coś takiego, co ciągle się rozdrapuje w nocy o poduszkę znałam prawdopodobną diagnozę. Ona też, tyle że ze strachu wolała o tym nie pamiętać. Nie widział tego ani onkolog operujący pęcherz, ani lekarz rodzinny ani żaden inny, choć u lekarza Alicja bywa często. Przez siedem lat. 
Dermatolog spojrzał i tylko jęknął, wysłał do chirurga plastycznego. Chirurg plastyczny się nie przeląkł i już chciał wycinać, ale Alicja sprawę chciała odwlec na po zaćmie. Już się zapisywała na termin zabiegu na oku, był piątek, zaćmę mieli zdejmować w poniedziałek, gdy w końcu ktoś spojrzał ze zrozumieniem na jej twarz, zbladł i wykrzyknął, No z tym na czole to ja pani żadnej zaćmy nie wytnę! Proszę tu wrócić trzy tygodnie po zabiegu ze zdjętymi szwami. Ależ zła była Alicja. Poszorowała do chirurga plastyka, ubłagała o przyspieszenie terminu (terminy rzecz ważna, badania są ważne 3 miesiące, większość badań płatnych a emerytura emerycka, do zoperowania oboje oczu). Jesień średniowiecza zrobił jej ten plastyk na czole, cięcie 8 x 7 cm. Lifting że hej. Po trzech tygodniach, już bez szwów za to z wynikami histo (był rak podstawnokomórkowy - nie ma raka!) zapisała się na zaćmę i 27 listopada zaćma w prawym, gorszym, oku została zlikwidowana. Aby zapobiec podstępnym działaniom Alicji, która nie znosi kurateli i nadzoru oraz uporządkowanego trybu życia nakazałam, że do kliniki Alicja pojedzie od nas a nie z domu. Spakuje się przy przytomności, zabierze co trzeba z domu i na chwilę u nas zamieszka.
A ma u nas Alicja pewną szczerą wielbicielkę:




Frania załatwiła sprawę tak, zeby operacją się Alicja zanadto nie przejmowała.

W wyznaczonym czasie Tomek zawiózł mamę na Kaczą, a jak zadzwonili, żeby ją odebrać, to odebraliśmy trochę otumanioną i zdumioną, że nic nie boli.

Zaczęło się wpuszczanie kropelek. jednych cztery razy dziennie, innych trzy razy dziennie a niektórych tylko raz. Zrobiłam rozkład jazdy i wpuszczałam, przemywałam, pilnowałam. Okazało się, że skarpetki Alicji, z piekielnie drogiej wełny od Hedgehog Fibres w kolorze Aroma  nadają się psu na buty. Rozwlekły się jak nieboskie stworzenie i nawet na mnie są za wielkie. Zrobiłam jej skarpetki na cito we właściwym rozmiarze.


Po kilku dniach kropelki Alicja wpuszczała sobie sama, mogła czytać, więc przynosiłam jej z lokalnej biblioteki wagonami ksiązki pisane wielką czcionką, pilnowałam jedzenia, zabawy i żeby się absolutnie nie schylała ani niczego nie podnosiła, nawet kartonu z mlekiem. Frania obdzielała nas wszystkich swoimi łaskami, a oko się goiło. Kupiłam teściowej maść na gojenie blizn i po kilku dniach stosowania okazało się, że chirurg plastyk znał się na swojej robocie. Widać cienką linię cięcia, ale kto widział Alicję bezpośrednio po usunięciu zmiany, ten nie uwierzy że to było tak niedawno.


Dziś Tomek zawiózł szarą ze strachu Alicję na kontrolę. Jeżeli lekarz pozwoli, to miała wrócić do siebie. Oko goi się świetnie, do domu można wracać, drugim okiem zaczynamy się zajmować 28 grudnia. Tomek przywiózł mi od teściowej bukiet pięknych róż. Bardzo mi się podobają!

8 komentarzy:

  1. Pod Twoim okiem to i chorować jakoś raźniej. Życzenia zdrowia dla wszystkich, i tych co się operowali i tych, co ich pilnowali:)
    Aga, Błogosławionych Świąt!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Elu, wzajemna sympatia oraz konieczność bardzo ułatwiają sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Daj Boże każdemu taką synową.
    Wesołych i zdrowych Świat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, swiezo na czole operowana Alicja miala wiele z Frankensztajna. Faktycznie slicznie sie zagoilo! A drugie oko, tez jakos ogarniesz, rozklad jazdy na zakrapianie jest swietnym udogodnieniem.

    Hm, ulica Kacza nieco mnie... zadziwia... ale to na pewno nie nowa nazwa? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kacza to ulica na warszawskiej Woli, bardzo stara ulica choć krótka. Bez pisemnej rozpiski na krople byśmy się pogubiły, bo to było 6 flakonów, a prawie każde inaczej. Nawielkiej kartce narysowałem tabelę, godziny policzyłam tak, żeby przerwy był równe przez całą dobę z małą pauzą na spanie.

      Usuń
    2. Bo jak sobie zobacze czasem wiadomosci, to mi sie wszystko jakos tak kojarzy ;)

      Usuń
  5. U mnie w rodzinie było identycznie . Ten sam rak na nosie i zaćma i jaskra /wykryta za późno i już nieoperacyjna /,maraton z kroplami.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.