czwartek, 28 grudnia 2017

Radykalnie etyczni

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Zrobiłam sobie kolejną czapkę, wyszła świetnie. Zobaczyłam ją kiedyś na Ravelry, nazywa się Edith hat. I z głowy mi wyjść nie chciała, bo ładna, skubana jest. Przyglądałam się tym zdjęciom, przyglądałam i nic.
Szykując się do niebieskiego swetra z Lopi Einband kupiłam o jeden niebieski kłębek więcej, a do zamówienia dołożyłam i biały, niech leżą. Przeglądając ostatnio Ravelry znów trafiłam na Edith. Popatrzyłam, przyjrzałam się bliżej, przemyślałam cenę wzoru (6,15$), Pogrzebałam na półce z książkami, znalazłam wzorek otoku u Sheili Mc Gregor (The Complete Book of Traditional Fair Isle Knitting). Wzór na główce czapki dał się bez trudu narysować na kartce w kratkę. Dzięki dobrej rozdzielczości zdjęć widać było i miejsca i sposoby zbierania oczek. I że 20 oczkowy wzór otoka powtarza się na połowie czapki 4 razy. Znaczy dookoła na początku jest 160 oczek. W międzyczasie świątecznych przygotowań odgapiona czapka powstała:



Na głowie siedzi doskonale, dużo lepiej niż zrobiona kiedyś tą samą techniką czapka z Dropsa.



Jak dobrze popatrzycie to zobaczycie wszystkie zbierania oczek.



Uszy chroni podwójna dzianina. Aby różniła się od tej z Ravelry dostała kutasik na sznureczku.
Bardzo mi się ten udzierg podoba i pochwaliłam się nim na Dzianej Bandzie. Ja idiotka, com ja głupia narobiła! Dostało mi się od pewnej młodej, radykalnej antypiratki. Bo jej zdaniem spiraciłam wzór. Po krótkiej dyskusji opuściłam grupę, bo nie po to uczestniczy się w takich grupach, żeby znosić przykrości i uszczypliwości. Mnie ta grupa na nic, Ja też im na nic, a bloga Naczelnej Dziergaczki Grupowej na szczęście można czytać poza FB. I umówmy się, rzadko w lokalnej drutosferze widzi się zapierające dech w piersiach wyroby.
Sprowokowało mnie to jednak do przemyślenia sprawy wzorowego piractwa, mam już do tego historyczny dystans i pewne wnioski mogę zeń wyciągnąć.
W dawnych, słusznie minionych latach nie było piractwa, tylko obowiązek ubrania w coś rodziny. Takie obowiązki spadają zawsze na kobiety. Tak się jakoś dzieje. Kobiety miały jakimś sposobem tajemnym zapewnić w tych ponurych czasach gacie, swetry, buty i skarpetki całej rodzinie. Rzeczy kupne były brzydkie, rzadko spotykane, ale nieporównanie trwalsze niż dziś. Zdobywanie ich było uciążliwe, a czasem niemożliwe. Na przykład na moje dziecko ubrania kupić początkowo nie można było żadnego, bo było za małe na rodzimą rozmiarówkę. Mając rok Misia dorosła do okropnych, białych śpiochów. Jako osoba biegle raczkująca i chodząca od dawna nie używała śpiochów tylko dżinsów z biedronką na pupie mojej produkcji. Ubierałam ją samodzielnie z niewielką pomocą paczek z zachodu i sąsiadki. Wszystkie znajome mi matki podobnie kombinowały. Jak któraś wymyśliła jakiś fajny ciuch czy wzór, to dzieliła się nim hojnie z koleżankami w bufecie studenckim. Babcia też bywała pomocna. O nijakim piractwie mowy nie było. Był zbiorowy wysiłek kobiet, żeby nikt goły nie chodził. Każde zachodnie pismo dotyczące szycia czy dziergania było traktowane z szacunkiem, używane do ostatecznego rozpadnięcia się przez wiele, wiele osób. Piractwo, dobre! Zabawa to było haftowanie: lekka, nikomu nie niezbędna czynność robiona tylko dla wartości estetycznych.
Tylko nie zauważyłam ile te niemiłe odzieżowe obowiązki mnie nauczyły. Jako dziecko często biegłam za babcią, która jakby nigdy nic skradała się za kimś po ulicy gapiąc się nań jak jastrząb na kurczaka. Po powrocie do domu odgapiony wzór był szybko notowany na karteluszku, wieczorem powstawała próbka i babka miała o jeden egzemplarz więcej w prywatnej bibliotece wzorów. Jakby nigdy nic nauczyła mnie tego samego: widzieć jak coś jest zrobione. Mam tak do dziś. Jak wiem to wiem, jak nie wiem, to pytam albo kupię książkę i się dowiem.
Wcale nie miałam tak źle w czasach słusznie minionych. Mieszkałam w Warszawie w dzielnicy rządowej, byłam wykształcona, mąż nr 1 też, pracownik naukowy, a jakże, zarabialiśmy z 40 dolarów do spółki po przeliczeniu ze złotówek. Trzeba było z tego opłacić wszystko co do życia potrzebne, wakacje, książki, ale nikomu by nie przyszło do głowy kupić na ten przykład książki za 24$. Szkła okularowe fotochromowe za 40$ kupiłam sobie za pieniądze zebrane (ku memu zdziwieniu) na ślubie.
Czas leciał i przyszedł Internet a z nim pierwsze forum Hafciki. O Matuś i córuś, jakież tam piractwo odchodziło. Świat mi pokazał co ma do zaoferowania, oderwać się od tego nie mogłam. Co ciekawe tam pierwszy raz spotkałam się z postacią Radykalną Etycznie. Była to niejaka Ciotka Muminka (ksywa zmieniona, ale do rozpoznania przez bywalców Hafcików). Tępiła piractwo bezwzględnie, jak pastor wytykała nam etyczne braki i... nie mieszkała w Polsce. Klikała do nas z oburzeniem na naszą niską postawę moralną z Wysp Brytyjskich skarżąc się tylko na jakość usług internetowych na jej wsi. Kładłyśmy uszy po sobie, przyznawałyśmy jej rację, ba, wiedziałyśmy świetnie że ma rację. Wiedziałyśmy ze to brzydko kraść. Ale ona z jej brytyjskim portfelem kraść nie musiała, my poza Unią, bez kart kredytowych (bankomaty się powoli pojawiały dopiero) i z rodzimymi zarobkami, które choć tu wydawały się okazałe, to TAM żałośnie, śmiesznie małe. A obok ujadającej Ciotki linki: strony chińskie pełne przepięknych haftów, strony ruskie, pełne jeszcze piękniejszych i zawirusowane jak diabli, potem nieistniejaca już kopalnia piracka Multiply i albumy Picassa Ale gdyby nie te dzikie strony nie miałabym pojęcia o projektantach i projektach, do nas taka wiedza naziemnie nie docierała. Kto to jest Martina Weber, Teresa Wentzler czy Laura J. Perrin dowiedziałabym się z nikąd.
Czasy się zmieniły, mamy teraz dobrobyt i kapitalizm, dolar nie kosztuje 100 zł tylko trzy złote z groszami i nawet oryginalny zestaw od Alice Starmore mogę sobie kupić jak bym strasznie chciała. Mamy karty kredytowe z wypukłymi literkami, Pay Pal i cuda wianki. I jak komu zależy na fajnej wełnie czy wzorze, to sobie może kupić. I ma kupować. Bo ten co wymyślił chce zarobić. I ja to świetne rozumiem. Za pracę płaca się należy. I jak potrzebuję czegoś to grzecznie płacę, ale nie potrzebuję wszystkiego. Bo bardzo dużo, naprawdę dużo umiem. Teraz jesteśmy w Unii, kulturalni, nie dzicy i już trochę wyedukowani. Przynajmniej oficjalnie.
Trojga imion młoda osoba, co mnie ustawiała dziś na zamkniętej grupie na FB jest bardzo młoda. Nie pamięta kartek, niedoborów i braku wszystkiego. Nie pamięta brzydoty ogólnej, wspólnych pism i obowiązku ubrania rodziny we wszystko. Nie zna wspólnoty kobiet razem ciągnących to brzemię. Nie pamięta również inflacji. Ona jest pewna swojej interpretacji pojęcia piractwa. A coś mi się wydaje że nasze uczestnictwo w światowym życiu (także tym dziergającym) to przelotna sprawa. Po kryzysie bankowym w 2008 roku nic się w życiu finansowym świata nie zmieniło, nigdy nie byliśmy tak zadłużeni jak dziś. Aktualnie rzadząca ekipa robi wszystko, żebyśmy z Europy wylecieli w objęcia nieodgadnionego wschodu. Europa się sama w sobie rozpada. Jeśli stopy procentowe ruszą, to mogą ruszyć bardzo szybko i się łatwo nie zatrzymają. Ja bym chciała, żeby blond tej niegrzecznej osoby zawsze pochodził z tej drogiej farby, a nie z flaszki z wodą utlenioną, bo pozielenieje. I niech jej kolczyk w nosie zawsze błyszczy i nigdy nie zardzewieje, i niech nigdy nie będzie musiała nikogo prosić o pomoc w zrobieniu sweterka bo jej dziecko zmarznie. Niech nigdy, przenigdy nie zarabia do spółki z mężem 40$ i niech nigdy kupnie czegoś z lepszego świata nie będzie dla niej niewykonalne z powodu kursu walut i dysproporcji zarobków.  Niech ma tylko takie zmartwienia, że nieetycznie jest sobie zrobić coś, co już ma ktoś inny i za to nie zapłacić 6,15$.

33 komentarze:

  1. To pojechala po rajtuzach. Tez pamietam te czasy, az tyle mlodsza nie jestem. Pamietam, jak dziergalsmy, wszystkie na jedna modle. szyjogrzeje. Ja mialam szczescie, bo moja mama robila na drutach, a welne miala z Niemeic, to bylo cos. A ja do dzisiaj wlasciwie nic nie wydziergalam do konca tak, jak bylo w rozpisce... nawet comodo nieco rogi pomniejszylam na sam koniec ;) CZY TO TEZ NIEETYCZNIE??? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawo autorskie mówi, ze jeśli projekt jest zmieniony, to jest Twój i już. Dodałam kutasik, kilka rzędów trochę zmieniłam.

      Usuń
    2. jak kazdy chyba, ja tez o roznych i przypadkach i prawach czytalam - najciekawiej (wtedy bylo na quilting i patchwork...wzor tzw tradycyjny, czyli darmowy dla wszystkich zostal podany do sadu nie dlatego, ze baba , co sobie uszyla go uszyla, a dlatego, ze kolory szmat byly paleta innej baby do tego samego wzoru. sedziowie chyba sie lysiny doczekali w trymiga, bo jak to rozebrac - nie te same szmaty, ale kolorki jakby takie same.
      Gackowa - ja starsza od Ciebie baba, choc za czasow stanu wojennego tu mnie nie bylo (tu, bo akuratnie jestem TU!!). pamietam Burdy podawane dalej, na ulicach widzialo sie dziewczyny w spodnicach bananowach, szytych na pewno z tego samego wzoru, podawanego dalej i dalej i dalej. patent na szycie spodnic z tetry...ktos uznal to za kopirajta moze?
      u nas sie prulo i przerabialo non stop. niebezpieczenstwem dla tekstyliow byla Mama, ktora czasem z rozwianym okiem leciala do szafy brata, wtedy go ostrzegalam - leci Mama, barykaduj szafe.
      Od momentu, jak zaczelam szyc i robic na drutach i szydelkiem, NA PEWNO stalam sie piratem (az sie dziwie, ze mam oboje oczu i brak haka zamiast jednej reki), bo dokladnie tak samo jak Twoja Babcia i Ty - latalam i latam za ludzmi i odgapiam wzory, pomysly itepe. I potem robie SWOJE. chyba tylko raz mi sie zdarzylo zrobic wedlug wzoru (nota bene zakupionego, bo nie wykompbinowalam JAK zrobic) - dla Krasnali. i rzeczywiscie ja, prosta baba, bym jednak nie wykoncypowala jak to. Teraz patrze na jeden sweter rozpinany bardzo znanego projektanta, strasznie mi sie podoba kolnierz i dumam czy umialabym odpowiednio go skonstruowac...ALE wstawilabym inne wzory na korpus swetra. I co? kupowac wzor czy kombinowac? Bo w zasadzie powinnam zaplacic za polowe wzoru, albo nawet mniej, co nie?

      Wiadomo, ze projektanci nie projektuja o tak, w 5 minut i gotowe, z wariantami rozmiaru i grubosci wloczki (to dla Krasnali tak mialo), ale sa projektanci, ktorzy daja wzory (niekoniecznie cale ich ksiazki, hrehre) za darmo. Tez za duzo zcasem. Jest jedna dziewczyna szydelkowa - baaaardzo popularna, wszystko daje za darmo, dorzuca jeszcze tutoriale i Knitalongi. czyli mozna i tak i tak. Czy odgapienie czegos i zrobienie jednak PO SWOJEMU to grzech smiertelny? widac tak.... tej dziewczynie, ktora Cie zrugala tez zycze zycia w tamtych czasach. jest jeszcze jedna rzecz, ktora mnie gryzie...nie dotyczy bezposrednio kopirajta, ale mnie gryzie i musze poszydzic. Ktos cos tworzy, ma internetowy sklep, sama w nim kupowalam rzeczy i bardzo lubie. I osobe tez. teraz, przedswiatecznie, oglosila, ze za kazdy sprzedany przedmiot da procent na cele dobre. No i ten procent okazal sie wlasnie...procentem. Jednym. jesli przedmiot kosztuje 50 zlotych badz nawet 120, to ile tego procenta pojdzie na cel? kurcze, no,raz do roku......

      p.s. drzewiej, co do gazet i ksiazek mozna bylo szalec do 10% zawartosci, skanowac, uzywac etc. Po 10% do ciurmy! nie wiem, jak to jest z dzierganiem.

      Usuń
    3. Słynna EZ pisała: bądźcie twórczy, nie ma policji dziewiarskiej! Dopóki ktoś nie chce zarobić to policji nie ma, później już jest ;-)

      Usuń
    4. No juz kogo jak kogo, ale EZ powinni wszyscy sluchac!!!

      Usuń
  2. Pani Blondynka myli talent z piractwem. I dopóki czapka siedzi na Twojej głowie, a nie jakiejś pani, która ją od Ciebie za pieniądze kupiła, sprawa jest prosta i nie podlega, moim zdaniem, dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Temat rzeka ,a czasy były rzeczywiscie bardzo, bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń
  4. W pełni się zgadzam z Twoim wpisem, miejsce życiowe jak czasowe mamy niemal identyczne i dozgonnie podpisuję się wszystkimi kończynami... też odgapiam bo umiem i nie potrzebuję kupować wzorów co niejednokrotnie zostało mi w różny sposób wypomniane. Wzory zdarza mi się robić z głowy co po prostu z automatu robi ze mnie wroga dla mniej potrafiących dziubaczek. Ale nic to, mam to w głębokim poważaniu i dobrze mi z tym :-) Pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli czegoś nie umiem to kupuję i uzupełniam braki wiedzy. Wolę książki niż pojedyncze wzory bo trudniej je zapodziać i mają więcej informacji. Teraz naprawdę wolę kupić słownik ze ściegami niż wzór, Moda się zmieni a ściegi to ściegi, zrobi się nimi to, co modne. Naprawdę nie wiadomo czy za dwa lata nasza sytuacja polityczna i gospodarcza pozwoli nam cokolwiek TAM kupować.

      Usuń
  5. Już o tym kiedyś była dyskusja, na Szarotkach chyba nawet. Jeśli umiesz coś "zgapić", to znaczy, że nie potrzebujesz wzoru, co więcej, możesz samodzielnie zaprojektować coś w podobie. Jeśli zgapić nie umiesz, to płacisz za schemat/opis wykonania. I to, imho, jest w tym istotne. Bo technika jest jedna: dwa druty i włóczka. Nic nowatorskiego tu nie ma, a wszyscy dziejący uczyli się "zgapiając" wszak :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super czapka! Widziałam wpis na grupie i tylko czekałam aż ktoś się oburzy 🙂. Też czasami nie rozumiem tego krzyku o prawa autorskie. Na drutach uczyłam się robić w latach 80-tych, głównie od mamy i mamy mojej przyjaciółki. I teraz mam kupić jakiś projekt tylko dlatego że ktoś go opublikował i jest płatny? Kilka lat temu kupiłam wydanie specjalne Sabriny i zaznaczyłam kilka wzorów, które miałam zamiar kiedyś zrobić. I nagle widzę czapkę zrobioną wzorem, który mi się podoba i jest płatny. No w sumie to nie wiem, czy to jest w porządku. Ten sam wzór znalazłam później na stronach Pinterestu bezpłatny. Oczywiście zrobiłam sobie taką czapkę ale ze swojej gazetki😉. Nie znaczy to, że nie kupuje płatnych wzorów. Kupuję, ale jeżeli są wymyślone oryginalnie. Nie dajmy się zwariować. Jeżeli ktoś nie umie obliczyć oczek na prostą czapkę w warkocze to niech kupuje. Ja nie zamierzam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten krzyk rozumiem. Ktoś projektuje (to ciężka, mozolna robota: rozpisanie rozmiaru, wyjaśnienie wszystkich myków itd.) i chciałby z tego coś mieć. Projektant pracujący dla dajmy na to Dropsa ma pensję i już. Freelancerzy żyją z tego co sprzedadzą. Nie są to kokosy. Rozumiem i popieram. Ale nie kupię czegoś co sama zrobię bez żadnego wzoru. babeczka czepiła się, bo odrobiłam najładniejszy i najpopularniejszy wzór projektantki. Miałam odrobić najbrzydszy?

      Usuń
  7. Jak nie umiem czegoś to płace za naukę każda chętnie,a jak potrafię sama to robię sama.Nie moze byc tak ze jak ktoś coś pokaże publicznie to już jest jego patentem.No obłęd jakiś .

    OdpowiedzUsuń
  8. To już twórcze myślenie i własna pomysłowość ma być zakazana? Idąc tokiem rozumowania radykalnej antypiratki wszystko może być podciągnięte pod piractwo. Agato, nie przejmuj się, rób swoje , chwal się, pokazuj prace te z kupionych wzorów i odgapionych i miej wszystko w...
    Ja też kupuję, często odgapiam i robię swoje. Pozdrawiam cię - xhaftx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hafcie kochany, gdyby nie ten dawny piracki etap, to bym nawet nie wiedziała czego w zachodnich księgarniach szukać i co kupić. A tak to wiem :-)

      Usuń
  9. Oczywista oczywistość. Umiesz to robisz. Nie umiesz,no napisałaś to już wiele razy. Wpis cudny, przypomniały mi się te czasy. Robiłam moim dzieciom swetry, czapki, szaliczki i rękawiczki. I szyłam kurtki. Wzory wciąż przeglądam i podglądam projekty, jeśli potrafię zrobić, nie zapłacę, nie ma takiej opcji, to głupota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza że na mojej półce z książkami stoją te same wzorniki, którymi dysponuje projektantka. I dlatego wzór zgadza się co do oczka. No i wychodzi na to, ze autorowi wzoru jednak zapłaciłam.

      Usuń
    2. Zgodnie z ustawą o prawie autorskim ochronie nie podlega pomysł czy idea. Jeśli wykorzystała Pani wzór, ale ostateczny efekt jest wynikiem indywidualnej pracy czy artystycznej wrażliwości, to otrzymana czapeczka sama się staje teraz przedmiotem ochrony prawa autorskiego :) Mogę na to podać paragrafy i żaden kolczyk gdziekolwiek wczepiony tego nie zmieni :) Kłaniam się.

      Usuń
    3. Czapka śliczna i wesoła, gratuluję! Przyjrzałam się paru jej zdjęciom - to przecież straszna łatwizna. Czy zaczniemy kiedyś płacić za przepis na rosół z kluskami, łańcuch na choinkę, marszczoną spódnicę na gumce? Prawa autorskie do wszystkiego? Całe życie uczymy się od innych, a także im coś w zamian oddajemy. Jestem za bezinteresownością, bo to jest zgromadzone wielkie dziedzictwo, stworzone i przekazywane przez kobiety całego świata. A czy osoby tak domagające się własności i praw autorskich same płaciły - jak oraz komu? - za to, czego się wcześniej nauczyły?
      A kobalt przy bieli jeszcze piękniejszy!
      Pozdrawiam :) Łada

      Usuń
    4. Łada, odezwij się do mnie na mail, jest w zakładce, muszę się z Tobą w sprawach artystycznych skontaktować. Tęsknię za Twym spojrzeniem na wełnę, to pilne!

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. Czy jakoś tak :) Aga, dobrze, że piszesz bloga i wiemy, gdzie kierować nasze kroki.
    Jestem z pokolenia, o którym piszesz, i z tego niedostatku "wszystkiego", nauczyłam się wielu rzeczy. Dziś mogę kupić wiele, ale po prostu zostało we mnie, aby dużo z tego zrobić samej.
    Piractwo? Tej pani chyba się coś pomyliło:)
    Jeśli ma honor, powinna przysłać Ci przeprosiny, kwiaty i szampana.
    Pozdrawiam i oświadczam, że trzymam z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani ma kolczyk w nosie, jest artystką-sopranistką i niech jej w życiu łatwo będzie. Ela, daj dziecku spokój.

      Usuń
  11. Nie korzystam z FB, na drutach umiem co najwyżej szalik zrobić. Na forum szyciowym kilka lat temu przetoczyła się dyskusja o "kopiowaniu autorskiego pomysłu" na okrągłą torebkę. Jedna z użytkowniczek szczerze się oburzała, że ktoś poza nią szyje okrągłe torebki i do tego śmie sprzedawać. Dyskusja była długa, jedni byli za inni przeciw. Jeden komentarz był w punkt, czy rzeczona poszkodowana koło wymyśliła? Bo jeżeli nie, to każdy ma prawo szyć te torebki. Swego czasu głośno było o szydełkowych kurkach Splocika. Zaciekle broniła swoich praw do wzoru, który jak się potem okazało rozpisała na podstawie zdjęcia klientki. Dla mnie piractwem jest zamieszczanie nie swoich wzorów. Cała reszta to inspiracja.

    OdpowiedzUsuń
  12. O jeżu! Jak zaczęłam czytać to pomyslałam sobie, znów się z kimś kłóciłam na Fejsbuku i nie pamiętam! Ale na szczęście to nie o mnie tym razem 😉 Choć opis i jednej Pani i drugiej w zasadzie pasuje do mnie 😉 Jak wiesz mam swój udział w tępieniu piractwa z nie mniejszą pasją niż Pani trojga imion. Uważam, że w tym temacie wiele się zmieniło i przynajmniej siostry po drucie mają teraz więcej rozumu aby nie publikować płatnych wzorów ani nie chwalić się, że płatny ale one ściągnęły stąd i stąd (co nie znaczy, że proceder nie kwitnie ale to już inna sprawa). Natomiast zupełnie nie zgadzam się, że opisana przez Ciebie sytuacja to plagiat. Zgadzam się w 100%, że skoro umiesz to robisz i nie płacisz. Rany Julek! Jakbym sobie machnęła Monę Lisę bo umiem i powiesiła nad kominkiem to jest to plagiat? Serio? Oczywiście jakbym namalowała Monę Lisę i próbowała przekonać Christies aby mi to sprzedali na aukcji to byłaby to nieco inna sytuacja ;). Nie wiem czy widziałaś ale ostatnio wykonałam tort dla Elli z postaciami z filmu Disneya, jak nic objętych znakiem handlowym i prawami autorskimi. Jestem tak dumna ze swojego dzieła, że opublikowałam zdjęcia tortu na Fejsbuku. Myślę, że gdyby się skontaktowała z prawnikami Disney w celu wypłacenia im tantiem za wykorzystanie wizerunku to chyba by się posikali ze śmiechu ;).

    Uważam, że Pani trojga imion przesadziła i zdecydowanie nie wiedziała, z kim ma do czynienia.

    Natomiast nie do końca rozumiem, po co ten wywód o tym jak to kiedyś było? Ja co prawda raczej należę do pokolenia, które raczkowało w dżinsach z biedronką na pupie niż je szyło ale pewnie rzeczy pamiętam a rzeczywistość przedinternetową to nawet całkiem dobrze. Kiedyś to było kiedyś a teraz jest teraz i trzeba się cieszyć, że mamy te PayPale, karty z wypukłym drukiem (tak, pamiętam jak pojechałam kiedyś do Londynu z taką bez wypukłych numerków i że nic nie mogłam z nią zrobić) i, że teraz wiemy lepiej co to jest plagiat i kradzież własności intelektualnej. Mam wrażenie, że trochę wyśmiewasz jej idealizm spowodowany brakiem perspektywy, którą masz Ty. A to, że kiedyś było jak było i trzeba było sobie radzić raczej nie usprawiedliwia (a mam wrażenie, że taki płynie morał z Twojego posta gdzieś między wierszami) podejścia do praw autorskich dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spieniężenie świadomosci się ten proces nazywa. Nie mam pretensji o ceny wzorów autorskich, o konieczność płacenia za design. Zauważ natomiast że wszystkie wzory fair isle, norweskie, karpackie, afrykańskie, no wszystkie liczone wzory dające się zastosować w rozmaitych technikach tekstylnych to wzory tradycyjne, ludowe, należące do szeroko rozumianej kultury folk. Urodziły się nie z bogactwa, a z biedy, z konieczności ubrania w coś rodziny i potrzeby serca, aby te tekstylia ozdobić. Takie wzory były wzajemnie przekazywane, utrwalane na wzornikach gdy z papierem i pisaniem było krucho ale nigdy, aż do dziś nie były sprzedawane; to nie jest wzornictwo barokowej tapety i malarza z imieniem i nazwiskiem. Oba wzory na tej czapce znalazłam we wzornikach już od dawna nie objętych opłatami licencyjnymi ze względu na wiek. Projektantka zestawiła po prostu dwa tradycyjne wzory i już.
      Ja niczego nie usprawiedliwiam. Mam tak, że zawsze, w każdej sprawie widzę więcej niż jedną stronę. Nie mam zadatków na radykała. Widzę również zawsze gdzie w jakimś pomyśle kryje się oszustwo, biegle stosuję brzytwę Ockhama i stosuję skróty myślowe bo wierzę, że zostanę zrozumiana.
      Bardzo trudno sobie wyobrazić przyszłość, ale wcale niewykluczone, że tacy równi i wszyscy bogaci jesteśmy tylko chwilowo. Ponowoczesność, jak niektórzy przewidują Nowe Średniowiecze już przed drzwiami. W tych nieprzewidywalnych warunkach może być przyszłym pokoleniom, bardzo trudno.

      Usuń
    2. Rozśmieszyłaś mnie! Machnęłam sobie nie Monę Lisę, a Garden of Delight Morrisa. Naprawdę sobie machnęłam, bo mi się podobał, a za reprodukcję chcieli jakichś 100 funtów, których nie miałam. Morris w akwareli wielki i kolorowy wisi na ścianie i zdobi. Na żadne aukcje się nie wybiera :-)
      Nie wiedziałam, że jesteś tak radykalna (że kłótliwa to podejrzewałam;-)) ale i tak będę Cię czytać, to nie jest zaraźliwe tylko dziedziczne.

      Usuń
    3. Eee, aż tak radykalna nie jestem. A napewno coraz mniej bo radykalizm to taki grzech młodości i na szczęście większość z niego wyrasta. A z tymi grupami na Fejsbuku to też mam trochę nie po drodze, lubię na siłę zainteresować ludzi faktami, nie każdemu to się podoba ;). Kiedyś na grupie Dziewuchy, dziewuchom jakieś panie dyskutowały i wierzyły święcie, że jak w Polsce będzie szeroko dostępna antykoncepcja i dobre wychowanie seksualne to problem aborcji w zasadzie sam zniknie. No to im pokazałam statystyki aborcyjne z Wielkiej Brytanii. I cytując Ciebie ‘Ja idiotka, com ja głupia narobiła!’ Od tego czasu na grupy uważam, Fejsbuk i w ogóle media społecznościowe jakoś nie lubią słowa pisanego jeśli jest choć trochę krytyczne (pomimo, że uprawiam prawie wyłącznie krytykę konstruktywną i nigdy anonimową). Ja Tobie mogę napisać, i Ty mnie bo się znamy i lubimy. Ale to raczej wyjątek niż reguła. Ściskam Cię mocno i wszystkiego dobrego w Nowym Roku a przede wszystkim zdrowia (dla Ciebie, Tomka, Alicji i czworonogów). xx :)

      Usuń
  13. Świetny post. Podobnie jak Ty WIDZĘ jak coś jest zrobione i potrafię odgapić wiele płatnych wzorów. Sama skradałam się kiedyś za kobitką w pięknym swetrze :) Jest różnica między umiejętnością odtworzenia projektu na własne potrzeby a skopiowaniem i rozpowszechnianiem go bez zgody autora. Pozdrawiam serdecznie. Iwona

    OdpowiedzUsuń
  14. Ha! A ja jeszcze inaczej.... I równie radykalnie.
    Jestem zdania, że jeśli ktoś zamieszcza "cóśkolwiek bądź" w sieci, to oznacza to udostępnienie tego czegoś w miejscu publicznym. Internet jest medium publicznym, do którego wgląd ma każdy. Na nic więc płacze i biadania, że inny ktosiek skopiował oną rzecz. Dlatego śmieszą mnie niezmiernie uwagi typu "nie zezwalam na kopiowanie...", bo operacja kopiuj/wklej jest najprostszą na świecie, kiedy mroczny przedmiot pożądania kusi. Wówczas choćby zdjątko umieszczone w swoim katalogu obrazków należałoby uznać za naruszenie interesów autora zdjęcia/projektu/udziergu/oświetlenia/itede. A nie bądźmy obłudni - robi to każdy, choćby komponując tablice na pintereście. A do tego ogrom info krążących w sieci pozwala nam na skorzystanie z wiedzy zamieszczanej całkowicie dobrowolnie i bez zastrzeżeń. Proszę bardzo - wzór czapeczki, który wywołał burzę, jest całkiem spokojnie dostępny pod adresem http://www.kufer.co.uk/p/blog-page_42.html
    Jestem więc zdania, że każdy zamieszczający coś w sieci, winien zdawać sobie sprawę, że: publikujesz w sieci = oddajesz innym do użytku.
    Pozdrawiam serdecznie - ulinka

    OdpowiedzUsuń
  15. Hm. Ja też z pokolenia zdobywców Burdy na przykład. Robótkowania uczyłam się od babci. Taki przykład z szydelkowania, w którym dość cienka jestem. Po operacji nowotworu kręgosłupa szyjnego z kołnierzem nieco unieruchomiona, praktycznie tylko druty, albo szydelko dostępne. Jakoś szydelko bardziej mi podeszlo. Pooglądam i poszłam jak burza. Pierwsze kwadraty babuni na radioterapi w Gliwicach. Ze łba własnego zrobione,ale przecież nie mój projekt. Czy to plagiat? Nie dajmy się zwariować. Jak coś daję na bloga, to udostępniam i już. Co innego zastrzeżony wzór wymyślony od początku do końca, a co innego wariacja na temat dla siebie. Pozdrawiam serdecznie ze stryszku :-).

    OdpowiedzUsuń
  16. Czuje i ja potrzebę skomentowania, Uważam jak większość tu komentujących, że skoro potrafi się samemu zrobić coś patrząc tylko na gotowy wyrób u kogoś, to tylko czyjś talent a nie piractwo.
    a swoja drogą jestem też z tych czasów dawnych, na drutach i szycia nauczyłam się robić od mamy i babci, bo nie było fajnych ciuchów albo były,ale za drogie w butikach.
    Ja tez szukam inspiracji na innych a potem kombinuje jak to wykonać i wcale nie uważam, że to piractwo a nigdy nie robię nic identycznego albo fason mi się podoba albo scieg i do tego tworzę swój własny pomysł.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.