Szelągowska robi ludziom nowe kuchnie w trzy dni. Ale ma sporą ekipę wykonawców i nie kładzie posadzek z gresu. Mój zięć wykonał samodzielnie z naszą niewielką pomocą remont kuchni od A do Z w 10 dni.
Zapowiedział, że zacznie 15. czerwca, pomógł zgromadzić sprzęty kuchenne do wymiany, gres i kleje, zostawił nam wiertarko - młot do zdjęcia podłogi i wyjaśnił w co i jak pakować resztki. Zaczęliśmy bez niego, szafek nam opróżniać nie musiał, sami sobie poradziliśmy.
Jako pierwsza powstała podłoga. Irek nie przepada za układaniem płytek a Misia chciała się nauczyć, zatem córeczka położyła podłogę. Psy przez 24 godziny nie mogły wychodzić do ogródka przez kuchnię.
Dla planujących wykonanie remontu prędko mam złą wiadomość. Naprawdę zaplanować co i jak w tej kuchni stanie można dopiero na takim etapie jak na tym zdjęciu powyżej. Znaczy lepiej to z grubsza wcześniej wiedzieć (przyłącza!), ale dokładne pomiary można wykonać dopiero z leżącą podłogą i kaflami na miejscu. Naszym warunkiem ograniczającym poza obustronną cukrzycą (prędzej, prędzej!!!) była wysokość parapetu. Meble musiały być z IKEA bo tylko IKEA ma gotowce do zabrania już a nie wtedy jak je na zamówienie wykonają. Ale są nieco innych rozmiarów niż u nas to przyjęte. I wymagają absolutnego pionu i poziomu. I mają długie nogi. Gdyby je wstawić z tymi nogami i grubym blatem, to by się okno nie otwierało. Liczyliśmy, Irek kombinował i wykombinował.
20. czerwca pojechaliśmy do M1 po meble. Kolega z pojazdem wszystkomieszczącym został umówiony i kiedy zamówione paczki odbieraliśmy z magazynu zadzwoniła Alicja słabym głosem błagając o pomoc. Nie dało się z nią dogadać, jakaś sąsiadka też słabo się kontaktowała paszczą. Dowiedziałam się o potopie w kuchni, zalanych dywanach i pionie (ósme piętro i wszystko do piwnicy zalane). Tomek z jakichś powodów utknął w drodze ze Szczytna w Ciechanowie. Ogarniałam przez telefon, znalazła się u niej bardziej myśląca sąsiadka, potem pogotowie, a potem usłyszałam że "panią z zawałem wieziemy na Wołoską". Potem my z meblami do domu, Tomek kierowany przez telefon prosto do mamy na tę Wołoską, znaleźć jej na SORze nie mógł, poszukaliśmy jej przez dyspozytornię pogotowia, bo kardiologicznych wiezie się nie na SOR, a prościutko do kardiologii inwazyjnej. Faktycznie była na Wołoskiej, dwa stenty dostała a SOR dowiedział się o niej po fakcie. Sądny dzień, który rozpoczęła Frania turlając się rano na spacerze w gównie.
Następne dni to istny koszmar. W domu skręcanie mebli, kupowanie blatów, zlewów, kranów, ustawianie prostych mebli przy nierównych ścianach, a na Wołoskiej Alicja po ciężkim zawale, ledwie przytomna, z atrakcjami i nieprzewidzianymi powikłaniami.
Ale układanka zaczęła się składać. Meble powoli wskakiwały na swoje miejsce, Misia skręcała szuflady i szafki, Irek to razem spasowywał. Dałam sobie spokój z pomaganiem im, bo chyba woleli robić to we własnym towarzystwie, a powolutku zaczynam być traktowana jak upiorna staruszka co się wtrąca. Nie chcę być staruszką wtrącalską, to szal na drutach podgoniłam.
Dzięki zamiłowaniu Irka do zagadek geometrycznych, poszanowaniu ergonomii i praktyce kuchennej mam dużo, dużo wygodniej niż dawniej.
A Alicja dziś wychodzi ze szpitala. Pokonała zawał, przeżyła zapalenie płuc i Clostridum co się w niej po antybiotyku rozszalało. Dziś się od stóp do głów wyszoruje pod prysznicem. Z tej okazji mam nie myć wanny, żeby nie była za śliska i żeby znów jakieś nieszczęście się nie stało. Zalanie pionu okazało się chyba nie takie straszne, bo lokatorzy nie szukają nas z żądaniem naprawy szkód w rękach, pęknięty hiszpański wężyk już jest wymieniony (Irek, któż by inny?).
I dobrze że ten etap zakończony, bo jutro otwieram szpital dla ozdrowieńców i futrzaków. Pora na remont Frani i diagnostykę Muszki, coś u niej z chodzeniem ostatnio mizernie.
Bardzo cenię mojego zięcia.











Irek to złoty chłopak!
OdpowiedzUsuńReszta przeminie, jak najdłuższa żmija, mam nadzieję, i trzymam kciuki za rekonwalescentkę świeżą i planowaną.
Na szczęście kuchnia gotowa, bo to by się działo 😵 by
Jak to dobrze, że sytuacja opanowana! Ucałowania dla Ciebie i życzenia powrotu do zdrowia dla Alicji! ♥
OdpowiedzUsuńSzacun dla Dzieciaków, piękna kuchnia! ♥
A dla Was wszystkich już teraz spokoju, radości, zdrowia!
(Merkury ma cofkę ponoć, u mnie też kumulacja, musi zły aspekt planetarny...)
Oj chyba tak Lenny, coś bóg złodziei i szpiegów psoci ile wlezie.
Usuńkuchnia przepiękna!!!
UsuńPięknie wszystko zrobione, gratulować córki i zięcia, a teraz to już będzie tylko dobrze:) Trzymam kciuki. Pokaż szal:)
OdpowiedzUsuńJest pięknie, zwłaszcza kafelki na ścianach mi się podobają. Z nową kuchnią nowa jakość życia! Wiem coś o tym, bo u mnie trzy lata po remoncie i co wchodzę do kuchni to podziwiam i się cieszę. Zdrówka pieseczkom życzę.
OdpowiedzUsuńSwietna kuchnia, swietny zieciu! Tesciowej zycze zdrowia, jak i psinom. Kiedy odpoczniecie?
OdpowiedzUsuńŁadnie wszystko wygląda i kafelki są takie wesołe.Super jest to wyjście na taras,można sobie "kafkę" na świeżym powietrzu wypić.
OdpowiedzUsuńWszystko dobre,co się dobrze kończy.Pozdr.
Piękna kuchnia, płytki na ścinie śliczne i bardzo praktyczne:)
OdpowiedzUsuńZdrówka życzę dla wszystkich:)
Ja też po zawale:( i z cukrzycą:( tylko młodszam kapkę.
Wszystkiego dobrego życzę dla całej rodziny:)
Ufff... masz to za sobą. A odpowiedni człowiek, na właściwym miejscu, a jeszcze skoligacony, to SKARB ! O tym, już się przekonałaś. Gratuluje dotrwania i wytrwania do szczęśliwego finału i jakże pięknego :)
OdpowiedzUsuń:D
OdpowiedzUsuń