piątek, 20 lipca 2018

Szpital

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

W domu szpital.
Alicja po zawale jest słaba jak kot, nie chce jeść (chyba że słodkie bułki, lody albo bitą śmietanę), nie chce spacerować, męczy się bardzo szybko i robi to czego jej nie wolno, czyli siedzi w fotelu. Po którymś kolejnym niezjedzonym obiedzie zaordynowałam Nutridrinki jako uzupełnienie diety. Po nutridrinku ręce jej się robią cieplejsze.
Frania po pierwszej operacji gorszego biodra uznała, że trzy nogi jej wystarczą. Od dzieciństwa cierpiała okropny ból, główka kości udowej była obdarta z chrząstki i Frania nie zamierza nawet sprawdzić, czy teraz da się chodzić bezboleśnie. Bo że ból ustał, nie ma wątpliwości. Mogę się w końcu do psa przytulić i pogłaskać ją w zadek, a nawet bez płaczu wytrymować drugie, nieogolone udo.
Zatem biegamy na bieżnię wodną, lasery, bajery i magnetoterapie. Po operacji skrupulatnie masowałam operowaną łapę (dając przedtem w tyłek pół tramalowego czopka) więc nie ma przykurczów w operowanej łapce. Prognozy są dobre, jedynie rachunki rosną.
Muszce, która ostatnio nabawiła się zaćmy i po ciemku już z domu nie wychodzi chyba siadają przednie nogi. Drżą, są ciągle lizane i cały pies wyglada jakoś nieszczęśnie. Zawsze miała lśniące futerko, teraz wygląda jak wyleniały kołnierz z lisa.
Czuję się wykopsana z własnego życia, które przez chwilę całkiem zaczęło miło wyglądać. Zlądowałam z drutami w ręku na kanapie w salonie i chyba nieprędko odzyskam pracownię do własnej dyspozycji. Nie widzę przed sobą perspektyw.
Tyle że Pan Pikuś wozi ciężkie zakupy i odbywa się to bez większych emocji. Obiwszy mu ryjek ze wszystkich stron jakoś nabrałam respektu dla blach i lakierów.

12 komentarzy:

  1. :-( no jak kumulacja, to kumulacja :-(
    Kochana, trzymam paluchy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze Ci współczuję. Miałam kiedyś psa, którego leczenie nie postawiło na nogi i trzeba było dać uśpić.Przeżywaliśmy to wszyscy. Więc terasz nie mam psa. Też jestem po szpitalu, po pierwszej chemii. Czeka mnie pół roku chemii co tydzień. Mam nadzieję, że jakoś dam rady. Ale najgorsze, że jestem słaba i nic nie mogę robić ani wyruszyć gdzieś w świat (np. do lasu, parku) Roznosi mnie. Wszystkiego dobrego Ci życzę i mnóstwa cierpliwości. Powodzenia. = Zofia

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy moje trzymanie kciuków za wyzdrowienie Was wszystkich pomoże, ale trzymam mocno. Pozdrawiam najserdeczniej. Ela

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutne, ale troszke pozytywne wiadomosci. Alicja w domu u ciebie ma spokojna przystan, ale dla ciebie duze obciazenie. Biedna Frania moze sie jakos wylize i zacznie chodzic na czterech, ale dzieki twojej pielegnacji. Muszka dozywa zycia w cieple, spokoju i milosci. Ty masz wygodna kanape do drutowania, a malowanie moze poczekac. Mam nadzieje, ze na troche czytania starcza ci czasu? A Pan Pikus dzielnie cie wozi i tylko benzynke musisz mu podawac :) Troche dobra, troche zla... jak to w zyciu...
    Perspektywy kiedys wroca :)
    Pisalas kiedys ze dziergasz Roze Tudorow, nie moge znalezc tej notki. Wlasnie dostalam te ksiazke, chcialabym tez cos kolorowego wydziergac, ale jaka welne mam uzyc? Naturalnie wszedzie znajde linki do super welenek, ale ty uzywalas chyba nie tak szalenczo drogiej? I jakie masz doswiadczenia (opinie) w noszeniu? Podzielisz sie? :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pikuś jako weteran walk o samodzielność na drogach 😏
    Ach, nazbierało Ci się i bliskim ostatnio... lepsza faza musi e w końcu tez przyjść. Tylko tak się dłuży, póki co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja powoli dobrzeje, Pikuś dziś pokonał ruchliwą Wisłostradę na Stare Miasto i z powrotem (w naszym dawnym mieszkaniu w kuchni wciąż wisi kupiony przeze mnie kiedyś żyrandol z IKEA). Tylko łapka Frani wciąz nieczynna.

      Usuń
  6. Ale Ci się nazbierało. Frania tkwi w nawyku, może jakis mądry psi behawiorysta albo rehabilitant powie, jak zmusić ją do postawienia na ziemi chorej łapki. Może jak raz postawi i nie poczuje bólu, to się odważy dalej. Nie strasz obijaniem Pikusia, odebrałam prawko tydzień temu i chcę wierzyć, że da się bez obijania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem Frania tkwi w nawyku. Operowana łapa jest troszkę krótsza i mało wygodnie jej używać. Pojedziemy nad morze to piaszczysta plaża wymusi używanie jej. Poza tym j jesienią identyczny zabieg trzeba wykonać z drugiej strony. I zobaczymy czy betonowy łeb cairna wybierze ruchliwość czy wózek!

      Usuń
  7. Biedna Muszka, a może bolą ją łapki i coś od bólu, przydałoby się podać ? Masz obecnie bardzo ciężko, cały dom na głowie, choroba teściowej, niedomaganie Muszki i jeszcze problemy z udkiem Frani. Za wiele na jedną Osobę , zbyt wiele ..... trzymaj się Agata ... jakoś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podaję od bólu co tylko mogę. Seria Cartrophenu za nami, ciut pomogło. Jak widzę oczy wywalone, wiszący ozor i uszy ściagnięte na czubku głowy to dostaje pół Meloxicamu w tabletce (obecnie Opokan) ale mam swiadomość że taka kuracja zabije ją prędzej czy później tak jak zabiła Kretkę. Albo podziurawi jej przewód pokarmowy, albo załatwi układ krwiotwórczy. Weterynarz moje przypuszczenia potwierdził.

      Usuń
  8. Witam Pani Gackowo:)Od jakiegoś czasu podczytuję blog i chyba się uzależniłam.Chałupa nie ogarnięta a mi ciągle mało.Podziwiam wielki talent , dużą wrażliwość i za to Panią kocham .Mam pytanie,czy są jakieś wieści od"guza Adolfa"?Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guz Adolf opanowany. Jego była posiadaczka jest zdrowa, aktywna i regularnie poddaje się badaniom.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.