Zepsułam się. Dawniej dziergałam jak trzeba jedną rzecz na raz. W rozsądnym czasie wyrób był skończony. Teraz coś się zepsuło na amen. W styczniu w Jastarni wydziergałam prezentowaną tu już Magię świąt, jakieś skarpetki i mitenki i nastały czasy rozgrzebania. Nawet nie wspominam o zahibernowanym kardiganie fair isle z wzorem Alice Starmore. Leży i czeka aż mi się pomysły do zrobienia na już skończą.
Z wełny sprezentowanej lata temu, do której się śliniłam i modliłam w końcu zrobiłam sobie heksagonki. Kolory fajne, bardzo fajne, ale ułożone w bezpomysłowe paski. Hexagons to idealny projekt na wełnę w za małe albo jednakowej grubości paski, nie wyglądają nudno. To akurat skończyłam i czeka jako składnik mojego tegorocznego Box Of Socks.
A do tych skarpetek wprost jak śmietanka do truskawek pasuje Childhood od Aenkestrick. Powstał z 4 motków Mirelli w kolorze Zielona Herbata. Wzór wpadł mi w ręce dość przypadkowo, ale zrobił się biegiem, sweter jest bardzo współczesny w formie, nie trąci myszami, łatwo go nosić z rzeczami z szafy i jest rozkoszny w dotyku. Pierwszy mój sweter z naprawdę długimi rękawami.
Nie mogę tego rękawa dorobić, bo zawołała mnie z szuflady wariacka Luna i zechciała zostać strzałką dla mnie. Chyba nikt inny nie nosił by takich kolorów. Strzałka rośnie, rękawy i skarpetki czekają. Teraz nastąpią oliwki, złota i zielenie.
No i nastąpił wiosenny wysyp malowideł. Niektóre pokazałam na FB, ale tam wszystko znika z walla iginie w odmętach przeszłości. Zatem jeszcze raz zamieszczę je tu. Jeśli coś się powtarza to trudno, skleroza pogarsza się z wiekiem.
Na gwiazdkę od dziecka dostałam takie tycie blejtramki. Zrobiłam na nich trzy olejne kopie akwareli Joyce Hicks. Dały mi bardzo duzo jeśli chodzi o konstrukcję krajobrazu, warto było kupić jej książkę. Wyjaśniła mi więcej niż inne grube tomy. Potwierdza się moja stara zasada, kupuj książki, które rozumiesz. Jedynie Joyce Hicks pokazała mi łopatologicznie jak przekształcić krajobraz, aby zaśpiewał kolorami i trzymał się w ramie. Taka seria na jakimś murku w przedpokoju powinna fajnie wyglądać.
Nasza Basia kochana, czyli Barbara Bielecka Woźniczko, która uczy nas z przekonaniem jak malować, wciąż nie traci nadziei, że wydusi z nas jakąś abstrakcję. Ustawiła martwą z kolorowych papierów, pomalowanych na biało butelek i czegoś w paski. Jak ja się nad tym biedziłam. W końcu przypomniałam sobie radę koleżanki, żeby nadać tytuł. Z tytułem można już historyjkę wymyślić i potraktować ją dowolnie abstrakcyjnie. Nawet do Narodowego (Muzeum) poszłam pogapić się na abstrakcje rozmaite, faktycznie tytuły były nie z tej ziemi. Zatem przedstawiam czytelnikom Ducha Wakacyjnej Przygody Przechodzącego przez Tory Pociągu Relacji Gdynia Główna Osobowa - Hel. Duch wakacyjnej przygody jest w paski (jak większość ubrań wczasowiczów), ma różową kokardkę jak większość małych dziewczynek. Jest słupek alarmowo rozmówny (wygląda jak hydrant) i złote słonko po właściwej stronie nieba (odrysowane od złotówki wprost z portfela). Widać i tory, i przechodzenie przez nie i dal i przestrzeń. Uff.
Właśnie robiłam zdjęcia do rocznego katalogu na naszą wystawę. Zatem Diana wg Rembrandta już z werniksem:
No i jeszcze wielka martwa z samowarem. Też z werniksem.
I już wiem, czemu tu tak cicho. Uruchomienie aparatu ( akumulator!!!) sfotografowanie tego wszystkiego, załadowanie do Lightrooma, eksport na biurko, napisanie posta zabrało mi pół dnia. A startitis, czyli konieczność zaczęcia kolejnej robótki wcale nie cichnie. Sukienka, którą pragnę zrobić od jesieni ma coraz konkretniejszy, wyraźniejszy kształt w mojej głowie. Już wiem jak połączyć dwie różne Luny, żeby stworzyły spójny ciuch, ścieg wybrany i tylko startować. Ale na papier pchają się rysunki, na płócienko kolejne malutkie kopie Joyce Hicks, ech.













Ach... rękawoza... łączę się w chwili ciszy nad wszystkimi niedorobionymi rękawami!
OdpowiedzUsuńSame śliczne robisz, ten fair isle skończ koniecznie ♥
A jak chcesz się pozbyć papuziego motka, to w maju chętnie przygarnę (jak nie zedrzesz ze mnie za mocno ;-))
Ach, nie jestem osamotniona w posiadaniu mnogiej ilości niedorobionych. A i mnie również zauroczyły motki tęczowe. Udzierg bił po oczach więc wrócił do postaci motków a raczej kłębków. Czeka. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńA gdzie piękna magnolia?
OdpowiedzUsuńUfoki skromne, u mnie wiecej:)
Ciekawa jestem tej sukienki:) zaczynaj, zaczynaj :)
Oj nalapalas tych srok za ogony ;) a ja póki co, jestem prawie wierna swojemu postanowieniu z ta jedna robótka równoczesnie. prawie, bo zielony sweter z odlaczonymi rekawami lezy od grudnia. Tak wiec, wstydze sie o_O
OdpowiedzUsuńZ Diana to faktycznie zagwozdka, a czy jest mozliwosc upilnowania na wystawie np poprzez jej wystawienie tam, gdzie zwsze ktos jest, i widzi, co sie dzieje? Badz jakies umocowanie jej do sciany, zeby nie szlo tak o po prostu sciagnac? Musze zobaczyc, jak sa przymocowanei obrazy u nas w szpitalu, tez sa wystawy, na te obrazy nikt nie uwaza, ale nie slyszalam, aby jakis kiedys zostal skradziony.
Hexagonki super!
no doczekałam się faktycznie nałapałaś tych srok za ogony , ale same fajne rzeczy stworzyłaś i tworzysz , co się tyczy tego teczowego moteczka to ja uwielbiam ten kolor :-) , heksagonki są super , ja również jestem mono jedno robię kończę i zabieram się za drugie bo potem tych ufoków dużo
OdpowiedzUsuńa wczoraj dopadła mnie jakaś niemoc twórcza nie wiem co mam robić
buziaki