piątek, 14 czerwca 2019

Czerwony Kapturek

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Czerwony Kapturek szedł do babci przez las, a w koszyczku miał strawę, butelkę wina i ciasto. Niósł to babci, bo babcia była chora. I stara. A może i jedno i drugie.
Nie chodzę przez las, a brnę Pikusiem przez korek na Dolinie Służewieckiej. W koszyczku wiozę ser, upieczone i pokrojone mięso, owoce, masło. Czasem ugotowaną kapustę, czasem worek pomidorów, wątróbkę, wędlinę. Bo babcia w upały nie powinna wychodzić w skwar. Padła by.
Przy okazji rzucę okiem na żarówki, śmiecie, żelazko, coś wyniosę na śmietnik. 
Do tej pory w upały braliśmy Alicję do nas, teraz juz to nie bardzo da się zastosować. Alicja najlepiej czuje się u siebie. Nigdy nie była mistrzynią pakowania się, ale teraz nie jest już zupełnie w stanie pozbierać własnych, potrzebnych na kilka dni rzeczy.
Ileż lat jestem Czerwonym Kapturkiem...
Mniej więcej kiedy zostałam Mamą Misi moja babcia, właścicielka naszego mieszkania  podówczas około siedemdziesiątki zaczęła wymagać dyskretnej opieki i nadzoru. Nic niby wielkiego, ale oczy trzeba było mieć naokoło głowy, bo babcia była pełna niespodzianek, fałszywych przekonań, uprzedzeń i niewypowiedzianych nigdy pragnień. Była bystra i skłonna do awantur, ale pogarszający się słuch i wzrok dawały się i jej i nam we znaki.
Trzeba było kilka razy dziennie kontrolować łazienkę, czy aby jakieś upokarzające resztki nie zostały w wannie czy w sedesie, pilnować gazu wiecznie zalewanego mlekiem. Dziesięć lat walczyłam o kuchenkę z systemem antywybuchowym i elektryczny czajnik, którego nie da się spalić na gazie. Ani mamie, ani babci ani lekarzowi rodzinnemu nie wpadło do głowy zorganizowanie pomocy dla niedomagającego słuchu, moja dentystka zrobiła babci zęby. Nasza pierwsza suka, Pestka okazała się fantastyczną niańką i umożliwiła nam chodzenie do pracy, słuchała za babcię świata. Wlekła ją za spódnicę w miejsca wymagające ludzkiej interwencji: do kuchni gdy kipiało mleko, do telefonu gdy dzwonił, do drzwi bo ktoś przyszedł. Im babcia była starsza, tym trzeba było być czujniejszym: smarować guzy na głowie nabite szafkami kuchennymi Arcalenem, odnaleźć przyczynę dziwnych plam na wszystkich krzesłach (od wiecznego siedzenia na chudym tyłku zrobiły się odleżyny. Dyskretna babcia smarowała je Fitolizyną, bo taką "maść" znalazła w apteczce!), w upały pilnować aby piła ile trzeba - to było strasznie trudne, codziennie spacerować z nią po parku i być, cały czas być obok. Ponad dwadzieścia lat! To jest strasznie wyczerpujące mentalnie. Strasznie.
Opieka nad mamą trwała raptem miesiąc z hakiem, ale była koszmarem. 

Teraz znów wkroczyłam na drogę Czerwonego Kapturka Opiekuna. 

I gdzie nie spojrzę, wszędzie Czerwone Kapturki uganiają się jak w ukropie. Sąsiadka opiekuje się mężem, bratowa ojcem po wylewie i dzieckiem. Sama w tym gdzieś znika. Lu ma mamę z demencją, moja bogata koleżanka ciężko pracująca jako agent nieruchomości ma mamę z tym samym schorzeniem. Teść, sam dziewięćdziesięciodwuletni, ma na głowie znacznie młodszą żonę z Alzheimerem, już zupełnie nieprzytomną, kilkoro sąsiadów opiekuje się na raz rodzicami i własnymi niepełnosprawnymi dziećmi. Misia dziś zrobiła zakupy dziadkowi, bo mąż nr 1 jest oczywiście w górach niezainteresowany tym co je i pije jego tata. Iksińska obrabia babcię i każdego potrzebującego w jej wsi. Na każdym zdrowym, sprawnym i odpowiedzialnym dorosłym ktoś wisi. 

Nawet nie będę tu napomykać o Złym Wilku czatującym na Babcię i Czerwonego Kapturka. To by było zbyt dużo na jeden post. 

Niewykluczone, że jeszcze obejmę na jakiś czas etat Mary Poppins. Tej z książki a nie z disneyowskiego filmu.

 

6 komentarzy:

  1. Właśnie wróciłam po porannym obchodzie i melduję się.Zmieniłabym kolejność ...na każdym odpowiedzialnym dorosłym ... zdrowym i sprawnym dyskusyjne (chyba że o ducha a nie materię chodzi)
    Pozdrawia Czerwony Kapturek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, odpowiedzialnym. Bo zdrowie tych Kapturków bywa bardzo dyskusyjne. A Piotrusie Pany fruwają po Fantazjolandii.

      Usuń
  2. Jak ja to dobrze znam....tato nowotwór, mama wylew, małe dziecko i tylko ja do opieki. Ale przeszłam przez to. Zahartowana, silniejsza. Samo życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak i ja. Przez lata dojeżdżałam (codziennie lub prawie codziennie) do Mamy, potem ciężko rozchorował się mąż. Na szczęście mój brat jest odpowiedzialnym facetem i wspierał mnie w opiece nad Mamą. Ale było ciężko, czasem bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zadalas mi do myslenia z tym Wilkiem... i wiadomo, w jakich postaciach sie ten wilk kryje. Bede uwazac. Dziekuje.
    Sily Ci zycze, i nie spotkaj sama jakiegos wilka... musimy znalezc inne drogi do chodzenia przez ten zyciowy las.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czerwone Kapturki łączcie się!!!

    tylko co zrobić, gdy podopiecznych
    jest co najmniej tercet a czasem
    przy nawrotach choroby kwartet -
    a rąk Kapturkowi tylko dwie muszą
    starczyć, głowa tylko jedna i to
    na nieszczęście dość zapominająca,
    zdrowie średnie, ale na to akurat
    szkoda czasu - a zamiast Wilka do
    drzwi puka Wielkooka Depresja...

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.