To pierwsze zdjęcie które jej zrobiłam w schronisku Azorek w Sochaczewie 6. listopada 2010; jeszcze się wtedy nie nazywała, miała tylko numer 1183, od dziewięciu miesięcy siedziała w widocznym na zdjęciu kojcu, zwykle sama, bo inne psy ją maltretowały. Miała połamaną miednicę o czym dowiedziałam się dopiero w domu uważnie studiując papiery, które dano mi w schronisku. Została u nas Muszką. Muszysławą, Muszycielem, Muszu Muszu, Muszu z Pluszu albo Muszu w Kapeluszu. Ten jej numer sprawdziłam dopiero teraz.
Posty o Muszce znikły wraz z Bloxem, ale pamiętam dobrze jak to było. Jedna z Psich Mam, Psich Anielic, wolontariuszka wszelkich fundacji niosących pomoc udręczonym zwierzętom widząc jak dogaduję się z Kretką, jakie mam warunki życia(ogródek! mieszkanie przyjazne zwierzętom! czas!) popracowała nade mną, bym wzięła dręczoną w schronisku bidę. Przekonałam niechętnego męża (co my na wakacjach z dwoma psami zrobimy!), wzięłam czyste, krochmalone prześcieradło i pojechałam po 1183.
Bez prześcieradła nie dało by się jej przywieźć do domu. Śmierdziała tak strasznie, że tylko z psem szczelnie zawiniętym w płótno i z opuszczonymi wszystkimi szybami jakoś zniosłyśmy tę podróż.
W domu natychmiast trafiła do wanny, gdzie zostawiła część tego schroniskowego smrodu, wypuściła jedyną posiadaną pchłę na Zazulkę i usiadła w przedpokoju. Nie ruszyła się 6 godzin. Poszła do budy pod stolikiem. Tomek wrócił do domu i się zakochał w najmiększym pieseczku na świecie. Kretka zaprosiła do wspólnego spanka. Zaczęło się nowe życie.
Kretka, mądra psina w początkowym okresie była nieocenioną pomocnicą. Mówiła mi kiedy Muszce sie chce siusiu, uczyła Muszkę że pięć minut pod osiedlowym sklepem czy piekarnią to nie wieczność i nikt nas tu nie zostawi, nie ma co wyć i płakać, udostępniła legowiska, kanapy, kocyki i zabawki. Do zabawy miała Muszka stosunek niechętny. Raz czy dwa zaaportowała piłeczkę i to wszystko. Nie lubiła aparatu fotograficznego. Doczekała się własnego wierszyka:
W kącie łóżka
Na poduszkach
Boczkiem brzuszka
Leży Muszka.
Mówię Muszko!
Stają uszka
Pełznie Muszka
Po poduszkach.
Unikała psiego towarzystwa, ze spaceru potrafiła się urwać do domu, bo spotkałyśmy zbyt dużego psa. Do Tekli, przyjaciółki Kretki przyzwyczajała się chyba cały rok. Urwawszy się do domu siadała "po trasie" przy koszu od śmieci, żebym ją mogła znaleźć. Nie chciała nosić szelek. Obroża była jej zdaniem właściwą oznaką Psa Kochanego I posiadającego Panią/Pana. Odnalazła zagubiony dom i bardzo to sobie ceniła. Kilka miesięcy po adopcji, w styczniu, gdy na minusie było 30 stopni, trącił ją i śmiertelnie wystraszył samochód. Popędziła przed siebie i znikła na pięć dni. Postawiłam na nogi policję, Straż Miejską, okleiłam Ursynów ogłoszeniami i nic. Po pięciu dniach Kretka zwlekła Tomka z łóżka o szóstej rano i kazała otworzyć ogródek. Muszka znalazła drogę do domu, pokonała płot i wróciła. Po tym gigancie nigdy już nie straciła mnie z oczu.
Wiele miała lęków: ścierka do naczyń, kołdra strzepywana, wycieczka do lasu, któreś z nas szukające jej gdy się zapodziała. Ciągle oczekiwała bury i lania. Nie doczekała się nigdy. Wszystkie strachy w końcu minęły, a w lesie nam pokazała, że jedynie ona z całej rodziny umie zbierać jagody. Niewykluczone, że się nimi jakiś czas żywiła. Polować na krety i padalce też umiała. Suche żarcie jej nie leżało, jadalne były tylko mięsa i sery. Opowiedziała nam, że wie co to jest koń i traktor i wózek z małym dzieckiem. Dzieci malutkie, uczące się chodzić budziły w niej grozę. Kretka to wiedziała i zawsze separowała swoim muskularnym ciałem dzieciaka od Muszki.
Nienawidziła motocykli, kosiarek do trawy i wszelkich ustrojstw na motorek. Raz ugryzła dozorcę bo kosił trawnik. Zrobiłam mu za to skarpetki; dobry pan Krzysztof, psiarz skądinąd, wybaczył Muszce ten wybryk.
Kretka bez piłeczki nie mogła żyć. Kiedy w końcu oślepła, Muszka biegła za piłką, mówiła Kretce gdzie piłeczka jest i ślepa koleżanka miała swoją radochę ze spaceru.
Muszka się tarzała. Niewykluczone, że masowała sobie tak poobijany, bolący kręgosłup. Oto tarzanie ostatniej zimy na plaży:
Frania się leczyła, rehabilitowała a Muszka podupadała coraz bardziej. Oczy się jej zamgliły, futerko posiwiało i pocieniało, łapki zaczęły drżeć. Jeszcze zeszłego lata radośnie buszowała z Franią po mysich krzakach na SGGW licząc i przeganiając myszy z miejsca na miejsce, aż nagle dała sobie z tym spokój. Szła z obowiązku na spacer ale jeszcze chętniej wracała na kochaną kanapę. Coraz częściej zastygała w bezruchu gapiąc się w ziemię, ogłuchła, oczy jej zmętniały. Kości bolały coraz bardziej. Wypróbowaliśmy wszystkie psie antybóle bez spektakularnego rezultatu. Po skutecznym Opokanie wysiadła jej wątroba. Lezała i cierpiała liżąc łapy na kanapie z oczami jak spodki, ściągniętymi w cierpieniu uszami i wybałuszonymi w męce oczyma.
W końcu przewlekłe zapalenie wątroby dało jej tak w kość, że przestała jeść i pić. Lekarze chyba dali by sobie z tym radę, po czterech dniach antybiotyków i kroplówek było może troszkę lepiej, ale o jej zasadniczym problemie, czyli bólu i demencji nikt się nawet nie zająknął. Psi anestezjolog poinformował mnie, że może Tramal, dawka 50 mg co 2 godziny na takiego pieska... ale recepty nie dał. Międzynarodowe psie forum w demencji zaleca olej z konopi, z marihuany. Fajne rady.
Zatem płacząc i szlochajac wydusiłam w klinicę eutanazję. Oni by ją jeszcze długo mogli "leczyć". Po co jej ta męka?
Żegnaj Muszko. Poczekaj na mnie.
A kiedy się już rozstać trzeba
I psu czas iść do psiego nieba
To niedaleko pies wyrusza.
Przecież przy tobie jest psie niebo.
Z tobą zostaje jego dusza.












Lepiej Muszka nie mogła trafić z tego schroniska, dobre i bezpieczne życie miała u Was.......i piękne pożegnanie....
OdpowiedzUsuńŚciskam Agatka....
Tulę Cię, Kochana! ♥
OdpowiedzUsuńTak jest, jak w ostatnich dwoch zdaniach...
OdpowiedzUsuńMysle o Was wszystkich.
Agato, jest mi strasznie przykro. To druga po Kredce koleżanka Rysia, która powędrowała za tęczowy most. Rysio mój zabytkowy też już mocno niedomaga. Siada mu tarczyca, wątroba, łapiny i kręgosłup ratujemy trochę rehabilitacją. Nasz czas rozstania zbliża się nieubłaganie. To mój syn i nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ściskamy was mocno, bardzo mocno.
OdpowiedzUsuńJejku,jak smutno.My też przygarnęliśmy pieska z ogródków działkowych (mamy tam swoją działkę) i przychodził do nas ten biały piesek tez nieduży.Ludzie podarmiali i jego i koty bezdomne tzw.działkowe.Nawet robiliśmy sobie dyżury w zimie,bo najgorzej było zimą.Ta przemiła pani,która sie tym zajmowała zmarła i wiele się zmieniło,ale Dropsio nadal do nas przychodził,aż pewnego dnia leżał (to był marzec) na boku drogi,którą jechalismy i widać było,że coś jest nie tak.Zaraz go zabrałam i zaopiekowalismy się Nim.Jest tak wspaniały i naprawdę inteligentny piesek.Niczego nie zniszczył,ani głośno się nie zachowuje.A jak pierwszy raz wszedł do mieszkania to został na przdppokoju i tak stał,pokazałam mu mieszkanie i jak kazałam mu wskoczyć na kanapę,to odkręcił mordkę,że nie wskoczy (chociaż do auta wskakiwał chętnie).długo by opowiadać,ale tez się martwię,bo tez nie wiem ile ma lat? ale tak liczymy z działkowcami,że 14-15 będzie miał.U nas jest już 5 -ty rok i widać spore zmiany tzn.starzenia się,chociaż apetyt ma,ale nie ma już takiej siły.starości po nim tak nie widać,bo jest calutki biały.Patrzę na jego oczy,bo napisałaś,że Twojej Muszce zmętniały.Współczuję Ci smutku po wiernym piesku i przytulam.M
OdpowiedzUsuńZapłacz
OdpowiedzUsuńKiedy odejdzie,
Jeśli cię serce zaboli,
Że to o wiele za wcześnie
Choć może i z Bożej woli.
Zapłacz
Bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
Lecz niech uwierzą wierzący,
Że on nie odszedł na zawsze.
Zapłacz
Kiedy odejdzie,
Uroń łzę jedną i drugą,
I – przestań
Nim słońce wzejdzie,
Bo on nie odszedł na długo.
Potem
Rozglądnij się wkoło
Ale nie w górę
Patrz nisko
I – może wystarczy zawołać,
On może być już tu blisko…
A jeśli ktoś mi zarzuci,
Że świat widzę w krzywym lusterku,
To ja powtórzę:
On wróci
Choć może i w innym futerku…
doskonale Was rozumiem -
OdpowiedzUsuńleczyć tak, męczyć nie...
ściskam MOOOCNOOO ♥
Miała wspaniałą Panią i Pana. Już nie cierpi....
OdpowiedzUsuńdobrze, że nie cierpi i że już po wszystkim, i że zdarzył jej się taki kochający dom.
OdpowiedzUsuńMam 4 psy, w tym dwoje psich nastolatków, Śruba już przygłucha, Kiluś z mętnym okiem, czasem spoglądając w oczy mojej ulubienicy Figi serce mi pęka na myśl, że trzeba się będzie rozstać.
Jaka piękna opowieść!!! Od pierwszych słów podejrzewałam , co mnie czeka na jej końcu. Ze wzruszeniem czytałam słowa o wielkiej miłości.
OdpowiedzUsuńNie jest łątwo pożegnać domownika, który spędził z wami wiele lat.
Pozdrawiam bardzo ciepło:))
łzy mi kapią. Tak ciężko pożegnać się z naszymi ulubieńcami. Nie ma dnia abym swoich nie wspominała.
OdpowiedzUsuńCzytalam, wszystkie posty o Muszce na bloxie. Spedzila z Wami dobry czas, miala szczescie, ze do Was trafila. Trudna decyzja ... Ja mam juz kilka takich za soba. To zawsze jest przykre i boli, kiedy odchodzi Przyjaciel.
OdpowiedzUsuń