Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Lubię spokojne, rutynowe życie i niespecjalnie jestem wyjazdowa, ale takiej okazji nie przepuściłam. Koleżanka zamierzała mnie namawiać, ale wystarczyło że napomknęła, że coś takiego się odbywa i trzeba się jedynie zgłosić i zapisać na listę. Zgłosiłyśmy i zapisałyśmy się obie. No bo fundowany przez Unię otwarty plener malarski w ogrodach Zamku Królewskiego to nie byle co. Po pierwsze wszyscy wiedzą, że żeby Unia sfinansowała, to trzeba się narobić i za byle co z byle jakimi prowadzącymi Unia nie płaci. Nabywałam się już na bardzo różnych szkoleniach i warsztatach i nie często bywają one sensowne. Ten plener był. Dotyczył krajobrazu (a widok z Zamku na Wisłę jest świetny). Prowadzący znali się na rzeczy - dwie historyczki sztuki i jeden malarz robiący akurat doktorat, wszyscy z doświadczeniem w nauczaniu. Przez pełne pięć dni słuchałam rzeczowych wykładów bez bełkotu i pośpiesznie malowałam co widziałam. W takiej scenerii że tylko pozazdrościć samej sobie. Wykłady odbywały się w Skarbcu, malować można było kto gdzie chciał. Pierwszego dnia rysowałam z tej galerii z doniczkami czarno biały rysunek perspektywiczny
Dwa kolejne dni zajął mi duży widok na Wisłę, kościół św. Floriana i Most Śląsko -Dąbrowski i ogrody zamkowe. Stanęłam pod dachem bo popadywało
Nieudana akwarelka powstała na tych schodach. Akwarelka nieudana, ale ile radochy z miejsca pracy. Wodę miałam pod ręką, w ogrodach są fontanny!
W sobotę zorganizowano nam wernisaż w Skarbcu. Własnych obrazków w Zamku to się nie spodziewałam. Rozdano nam dyplomy uczestnictwa i bawiłyśmy się świetnie. Pan Mąż wyraził chęć uczestnictwa.
To nasi prowadzący
A to pamiątkowa fotografia. Chyba nie umiem już wdzięcznie kucnąć - ja to ta w zielonym z przodu w dziwacznym przechyle.
Wracałam z tych warsztatów zmęczona strasznie. Malowanie na czas jest piekielnie wyczerpujące. Mieszkanie i lodówka natychmiast pokazały mi język. Ich zdaniem powinnam bywać stale w domu i dbać. A tam, to one są dla mnie a nie ja dla nich.
Ale wdzięcznie uśmiechnąć potrafisz. Ania
OdpowiedzUsuńPlener sam byl warty pójscia tam, wiec Ci sie nie dziwie. Normalnie zamkniete dla przecietnych smiertelników?
OdpowiedzUsuńKucane zdjecia rzadko sa wytworne ;)
Ogrody są otwarte i można je zwiedzać. Tyle, że nie wysłucha się dobrego wykładu ot tak. I niewygodnie się ze sztalugami podróżuje autobusem a nie ma gdzie zaparkować.
UsuńCieszę się, że do Ciebie trafiłam i przeczytałam od początku. Robótkowo działasz inspirująco.
OdpowiedzUsuńI świetnie z tymi warsztatami. :)) A kucanie z czasem minie - moje kolana na przykład współpracują tylko w jedną stronę. Bym była pozująca nieskończenie, więc nie kucam. Pozdrawiam!
Mamo złota, Gackowa jesteś niesamowita. Cudowny plener, cudowny pomysł. Chętnie też bym wzięła w taki przedsięwzięciu udział,.... ale ale drobiazg zdolności malarskich brak. :(( Pozdrawiam serdecznie. - wrzosiec
OdpowiedzUsuń