Ostatni raz naprawdę malutkiego szczeniaczka wychowywałam w 1991 roku. Kupiliśmy wtedy - tak jak się tego robić absolutnie nie powinno - szczeniaczka na targowisku, z pudła niewiadomego pochodzenia od jegomościa w gumofilcach i waciaku. Ze szczeniaczka wyrosła lekko skundlona prawie welshterierka Pestka. Może była skundlona, może nie powinno się tak kupować zwierząt, ale Pestka to było to: świetnie się zsocjalizowała, umiała się bawić do późnej starości, bo się tego na czas i porę nauczyła, umiała się zachować w każdych okolicznościach i obowiązki psa pełniła solennie. Była zdrowa, silna, wytrzymała i kochana.
Kretka przybyła do nas mając już niemal 5 miesięcy, nie chcieli jej myśliwi, bo się bała huku i strzałów. Mój kochany pieseczek był wesoły i uroczy ale był jednocześnie workiem z chorobami. Wspomogłam wraz z Kretką biznes niejednego weterynarza. Część tych jej chorób była skutkiem urazu fizycznego, którego musiała doznać w dzieciństwie.
Muszka to inna historia: dorosły, zaniedbany pies siedzący od roku w pierdlu za niewinność. Z połamaną miednicą, ponurym charakterem, niewyuczalny bo nie akceptujący żadnych nagród, nie bawiący się nigdy i niczym.
No i Frania. Wzięta w wieku 12 miesięcy. Rok ukończyła dzień po przyjeździe do nas. Twardziel nie zdradzający za dnia jak strasznie cierpi. Jeśli się bawiła to chwileczkę. Nim ból bioder sprowadził ją znów do parteru. Grzeczna, miła, już bezbolesna, ale wciąż ostrożna. No bo jak znów zacznie tak strasznie, tak okropnie boleć to co ?
Nie ma już z nami ponurej Muszki mięciuszki, Frania jakby ożyła. Spacery są znów długie, porcje w misce pojedyncze i Frania pięknie chudnie. Humor się jej poprawił, ma piłeczkę, ma hobby ale cairny są jak chipsy ziemniaczane. Jeden to za mało. No a poza tym jestem panią z dwoma pieskami. Każdy na osiedlu to wie. A tu nagle tylko jeden piesek. Jak to tak.
Dałam na FB w grupie cairnów halo, że mam wakat na psim stanowisku. I że miłe, zdrowe dziecko chętnie do rodziny przygarnę. I się okazało żw w Augustowie jest akurat taki pełen dzieci brzuszek:
I że za kilka dni te dzieci będą na świecie. Policzyłam na palcach te tygodnie i się okazało, że pod koniec września by było dziecko do wzięcia. Mama blondynka, tata jeszcze jaśniejszy, pszeniczny Cairn rodem z Finlandii. Akurat jeszcze Jastarnię odwiedzimy bez sikającego na lewo i prawo lejka.
Bo branie na urlop psiego niemowlaka tam, gdzie podłogi i pościel nie własne, gdzie nie ma weterynarza, za to psów jest masa to bardzo głupie posunięcie.
Faktycznie, za kilka dni się pojawiły na świecie takie okruszki:
Bardziej przypominają krety i ropuchy niż psy.
Na tych zdjęciach mają 9 dni. Niebawem otworzą oczy i uszy.
A ja zaczynam czekać. Wypatrzyłam w Rossmanie podkłady dla małego lejka. Rozglądam się za zabawkami. Wszelkie wymemłane misie i inne pluszaki spotka pewnie koniec w malutkich ząbkach. Miseczki, kocyki i smycz są, ale maciupką obrożę lub szeleczki trzeba uszyć, uszyć trzeba też torbę kangura na małą blondynkę. Maluchy cairnów są bardzo piękne ale i bardzo psotne. Nie pójdę z domu precz na dwie godziny z Franią i nie zostawię niemowlaka samego bo jesień średniowiecza w domu zrobi. Pieszo nie pójdzie póki szczepień nie odbębni i odporności nie nabierze. No i siły dość na takie przebieżki. Akurat nabieranie odporności odbywa się w czasie, kiedy szczenię powinno się socjalizować i zapoznawać z rozmaitymi ludźmi i zwierzakami. No i uczyć otoczenia.
Trzeba także blondynce wybrać imię. Odpowiednie dla szorstkiej, wesołej psiej osoby. Tesciowa obstawia Rózię. Do mnie przemawia Fąsio, cudne imię cairna z grupy na FB, niestety męskie. Wiórek Fafiórek też jest fajne. Znów będzie psia mość o tysiącu imion.
Pan Mąż początkowo nieufny zaczyna się o dzieciaka dopytywać codziennie.
Ja aż podskakuję w środku z emocji.
A Frania o niczym jeszcze nie wie.
Serdecznie uprasza się o nie robienie tu szumu pt jest tyle psów w schroniskach a ty bierzesz z hodowli. Tak. Biorę z hodowli. Bo jak zaznaczyłam chcę w rodzinie kolejnego cairna chowanego od dziecka. Takich rzeczy w schronisku nie ma.








Twoja radosc przebija mi przez ekran :))
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem, jak maluszka bedzie sie nazywac. Ja caly czas Bozene obstawiam ;)
A co do psa z hodowli, czy ze schroniska, cokolwiek nie zrobisz, i tak ludziom nie dopasujesz, tak wiec, róbmy co nam pasuje. Ty wiesz, ile ja sie ponurych przepowiedni nasluchalam, ze biore psa nie wiadomo skad, z ulicy, z niewiadomo jakimi przejsciami, ze nie wiadomo jaki to pies, a co mi zrobi, i w ogóle pokaze mi swoja prawdziwa twarz... ech. Tak wiec!
Bożena? za bogobojnie chyba jak na psa ;-). Fakt, cieszę się bardzo. I nie wiedziałam aż do ostatnich Szarotek ze w psich sprawach obcy ludzie takie naciski potrafią wywierać. Prawie prawie a trzeba by grubym słowem rzucić aby koleżanka zaprzestała molestowania pt"a w schronisku siedzi tyle biednych, kochających" itd itp Taki molestator spytany wprost czemu sam nieszczęścia ze schronu nie weźmie zaczyna się motać i zwykle woli koty. Jak pamiętam nie straszyłam Cię, bo nie było czym. Mircia była młoda i świetnie przygotowana do adopcji.
OdpowiedzUsuńTy nie :*
UsuńU Mirki bylo jeszcze tak, ze widocznie nie zaznala zla od ludzi, nie byla bita czy kopana, za to swietnie umiala zebrac i sie usmiechac. Tutaj obie mialysmy szczescie.
Tak wiec czekamy na Twoja kluske.
Ta torba na szczeniaka zafrapowalas mnie, i bede cierpliwie czekac na demonstracje.
Jakie cudne te klusie ♥ miziałbym! Cieszę się wraz z Tobą! ♥
OdpowiedzUsuńOby Klusia była zdrowa, bo szczęśliwa to będzie na pewno!
Byś mi torbę pomógł skonstruować ;-)
OdpowiedzUsuńNa Klusię? Wbijaj, mam kawę, coś wymyślimy ☺
UsuńCaly czas jak czytalam Twoja opowiesc, usmiechalam sie od ucha do ucha. Piekne te kluseczki i super miec takiego maluszka. Sama radosc, chociaz zdaje sobie sprawe, ze duzo przy tym pracy. U nas w domu nie ma psiaka, ale kocham zwierzyne calym sercem swoim. Czekam na wiecej zdjec.
OdpowiedzUsuńAh jakie ta kluska ma szczęście, że trafi właśnie do was!
OdpowiedzUsuńAle slokie ropusie! niech ja Frania dobrze wychowa. Obstawiam Ziute.
OdpowiedzUsuńAlbo, ze szkocka, Fiona, badz od zrodel - Skye.
OdpowiedzUsuńKibicuję szczerze, a co do imion, może Fąsia albo ... Kluska, trochę w stylu poprzedniczek. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńJaki charakter takie imię. Jak przyjdzie do domu, to może okaże się, że Psota, albo Hrabinia... :)
OdpowiedzUsuńPięknoty są. Każdy mały pies do całowania i wąchania, bo mleczkiem pachnie.
Fajne małe psiaki
OdpowiedzUsuńA może Fredzia- tak z Grzesiuka. W końcu zostanie Warszawianką.
OdpowiedzUsuńMoja kotka nazywała się Florian.
Pozdrawiam serdecznie Florencja
To i ja poczekam na kluseczkę, będę niecierpliwie zaglądać ;)
OdpowiedzUsuńJak zawsze cudnie piszesz o swoich psach :)
OdpowiedzUsuń