środa, 1 kwietnia 2020

Zostać przy zdrowych zmysłach...

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

...nie jest łatwo. Przymusowe siedzenie w domu mnie nie rusza, ale to co wyprawia rząd, sejm i dyrygujący nimi prezes jest okropne. Są do epidemii nieprzygotowani, zaniedbali zapasy strategiczne w dziedzinie zdrowia publicznego i kłamią jak psy. W jednoimiennym szpitalu dla zakażonych, w którym teoretycznie wszyscy chorzy mają Covid-19 ludzie owszem umierają, ale na jakieś inne choroby. Jedną ze zmarłych znałam osobiście. Na jej pogrzeb nie mogła pójść jej siostra bo z tej okazji spotkać się może na raz tylko pięć osób. Choruje pracujący z Tomkiem profesor, chorują ministrowie i urzędnicy. Żadnych innych chorób się teraz nie leczy i z nagła zlikwidowano nam naszą przychodnię rodzinną. Mamy sobie lekarza sami szukać. Teraz sie nigdzie nie zapiszemy, bo do żadnej przychodnie nie wpuszcza się ludzi. Lekarze leczą przez telefon. A jak nie można wejść, to nie można złożyć deklaracji. Mailem przysłać nie można. Paragraf 22. Tak to wygląda jakby najlepiej było, żeby wymarło nas ile się tylko da.
Zatem przy wyłączonym telewizorze dziergamy i czytamy. Zabrałam się w końcu za Księgi Jakubowe i brnę w nich twardo i bardzo mi się podobają, a dla odmiany pojadę sobie na kilka dni do ulubionego kingowego Derry. I ponownie przeczytam Czarny Dom. Jest to przedsięwzięcie strategiczne, bo w 2001 roku wydrukowano to tak maleńką czcionką, że doprawdy z trudem to czytam. Tylko w okularach do haftowania. Zwykłe progresy odpadają. 
Oczywiście dzierganie idzie pełną parą. 
Skończyłam drugą chustę Calla i oddałam już nosicielce bez sfotografowania. Następnie z Dundagi nabytej we Włóczkach Warmii jako Inga (kolor Pudrowe Cukierki) zrobiłam sobie przesłodką chustę na teraz i na letnie wieczory. Jest solidna, rozkoszna w kolorach i w dotyku i namordowałam się z nią choć jest prosta jak konstrukcja cepa. Opis był "po amerykańsku" rząd po rzędzie. Byłam w nim zagubiona jak dziecko we mgle.

Kolory po upraniu zaświeciły, zabłyszczały bo choć wyjściowy motek obiecywał rozkoszne barwy, to dopiero pranie uwolniło go od burego nalotu.

Tak wygląda woda podczas pierwszego, a czasem drugiego i trzeciego prania Dundagi. Nawet bez puszczających kolorów.

Szare mitenki z merynosa zrobiłam dla pani w rejestracji mojej przychodni. Niestety nie dostanie ich, bo przychodnię zlikwidowano. Przydały by się jej, może jakoś ją znajdę. Jak nie znajdę to mitenki poszukają sobie innego nosiciela. 
Zrobiłam jeszcze sweter typu Boxy dla Misi na urodziny, śliczny, jasno fiołkowo błękitny z brązowymi piegami. Zdjęcie będzie kiedy indziej. Boxy bez człowieka w środku wygląda dziwacznie.
No i uszyłam sobie bluzkę. Matka Burda nazwała to bluzką.
W  hurtowni tkanin nieopodal kupiłam fajną dzianinę w liście monstery i brdzo dobrej jakości. Zrobiłam to co zwykle robiłam z Burdą: zmierzyłam się, wybrałam rozmiar z tabeli, zrobiłam wykrój, skroiłam i uszyłam. I zonk. 
To co zawsze działało jak trzeba nie zadziałało. Matka Burda przewidziała  27 cm na luz. Bluzka okazała się sztywnym namiotem na 1.5 osoby.



Od biedy za tunikę może by to było do noszenia, ale jakoś mi w tym zimno było i nieswojo. Zaszewki w miejscu niezwykłym, za długie, za wielkie. Na szczęście mam wyższą i większą bratową. Zabrała uszytka.
Teraz się miotam między możliwościami. Aktualnie na druty wskoczyła Haapsalu i robi się ślubny szal. W koszyku wciąż czeka żakard, a z tyłu głowy czai się pomysł na tzw modular jacket, kardigan z kwadratów. No i pewnie przydało by się światu jeszcze trochę skarpetek.


6 komentarzy:

  1. Rób rób! Ja się nie mogę doczekać, kiedy Cię napadnę na żywo i wyściskam, bo tęsknię okrutnie! Po roku coś jakby udało mi się Kalinę zobaczyć, ale bez ściskania, gdyż pandemia już była w natarciu... bah!
    *ściski serdeczne* i oby nam się!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czytam pozyczonych od Emilii Bieguni, znaczy, jak mam glowe do czytania....
    Tak sobie pomyslalam wlasnie, ze z waszego majowego urlopu tez nici chyba.... szkoda. Wiem, jak kochacie to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skarpetek nigdy za wiele, jak nie wiem, co dziergać, to produkuję kolejne skarpetki- i powiem nieskromnie, że zawsze komuś się spodobają :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Żyjemy w jakimś surrealistycznym absurdzie. Uszy bolą od słuchania naszych miłościwie nam panujących. Gorzej mają chyba tylko nasi przyjaciele zza wielkiej wody. Uwielbiam Johnny'ego Olivera, który wyłapuje kwiatuszki absurdalnych sentencji pierwszego US polityka. Jego nikt nie przebije.
    Warto zafundować sobie detoks, czyli wyłączyć media i podziergać, albo mądrych poczytać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. ojtak, jestem na medialnym detoksie i widzę, że to bardzo dobry krok, widać to z zwłaszcza po kontakcie z jakimś notorycznym odbiorca mediów. Mój ojciec ogląd telewizję, klika w internecie w najbardziej hardkorowe tytuły i jest przerażony.
    I pomyśleć,że kiedyś sobie życia bez radiowej Trójki nie wyobrażałam....

    Podziwiam szyjących, szycie mnie doprowadza do szewskiej pasji :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja... Seriale Netflixa, pogaduchy w WhatsApp, telefony i praca zdalna. Wydawałoby się luz, ale w środku jeden wielki stres, co dalej...

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.