czwartek, 30 lipca 2020

Frania znaleziona

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Frania jest niesłychanie wrażliwym pieskiem. Nasze złe humory  odczytuje bezbłędnie i nie chce mieć wtedy z nami nic do czynienia. Osobliwie kiedy Bajka na smyczy zachowuje się źle, Frania ma ochotę zapaść się pod ziemię a najlepiej uciec daleeeeko, daleko, w jakieś krzaki. I nie uczestniczyć w procesie nauczania. Bo jak się Bajkę na smyczy strofuje to Frania przy tym jest, czasem ją też się szarpnie no i Frania wszystko słyszy i bierze do siebie. Frania doskonale chodzi na smyczy, ale bez smyczy puścić jej nie można, bo nie może się Frania oprzeć urokom krzaków zamieszkałych przez koty i wszystkich okolicznych ogrodzonych posesji. W parku idzie luzem, na osiedlu nie.
A teraz Bajka ma cieczkę. I to taką, że siusia co 10 metrów rozlepiając na chodnikach ogłoszenia takiej treści:"Jestem tu, jestem chętna, natychmiast przyjmę propozycję!!!!!". Na widok jakiegokolwiek psa z jajkami traci Bajka głowę absolutnie, a może i nie traci, cel ma jeden, jasny i dąży do niego zdecydowanie.
I poszedł Pan Mąż z sukami na spacer dookoła domu. Trafił się naturalnie jakiś pies, nie dał się odgonić, a w ferworze walki o bajkową cnotę musiała oberwać i Frania. Wylazła z obroży i uciekła. I tak sobie z latarkami szukaliśmy pieska po osiedlu po nocy. Spryciara wróciła jak już wszystko obejrzała.
UF!
A jak tylko ta cieczka się skończy, to Bajka pójdzie pod nóż. Takiej determinacji i pasji do rozmnażania co cztery miesiące mogę nie sprostać. I co ja zrobię z niewiadomo iloma szczeniakami zrobionymi z niewiadomo kim???

Niedawno ktoś mi powiedział, że nie mam szczęścia do psów, bo ciągle są na coś chore.
Jak o Franiowe nieszczęścia chodzi, to nie ja nie mam szczęścia, tylko daliśmy się zrobić w konia jak dzieci chytrej babie zza Wisły. Ale ponieważ byliśmy po śmierci Kretki tak chorzy ze zgryzoty, że o mało nie pomarliśmy sami, to wzięliśmy pierwsze zwierzę, które się trafiło. Ono uratowało nas, a potem w rewanżu my uratowaliśmy ją. A co do innych psich przypadłości, to nie jest tak że nie mam szczęścia, tylko mam oczy do patrzenia i obserwuję moje zwierzęta. Bo jako żywe stworzenia, mające różne organy one miewają dolegliwości. Tylko ja te dolegliwości rejestruję i coś z tym robię. Zbierając po nich kupy wiem ile tych kup jest i jakie są. Jak coś nie halo, to się sprawdza na robale, leczy i w razie czego dalej docieka. Bo w końcu paskudne, biegunkowe kupy to zapewne marne przyswajanie żarcia i ból brzucha. Ja widzę że któraś ma zaczerwienione oczy, skaleczenie, bolące zęby, złamany pazur czy trzyma ucho jak nie powinna. Albo ogon ma na smutno. Zaglądam w paszcze, oglądam łapy, ogony i skórę. Jak coś nie gra to diagnozujemy i leczymy. Bo mamy gdzie i wiemy że trzeba.
I niewinnie zaczerwieniona białkówka w oku Frani zdradziła ciężką alergię na roztocza kurzu domowego. Mamy leki, wiemy co robić. Wylizanie przez Bajkę talerza z tłuszczem po pieczonej kaczce zaowocowało wybuchem następnego ranka na trawniku, chwilowo pracujemy na pankreatynie. Rezultaty widać.
Wczoraj na czyjeś pytanie jak mi się z tymi psami żyje mogłam zgodnie z prawdą odpowiedzieć: Jak z dziećmi. Jedno kaszle, drugie ma sraczkę. Pytająca tylko głową pokiwała.

No i czyje dziecko z ten tekst czytających było w pierwszym roku życia u lekarza tylko z okazji szczepień i jednej biegunki? Tak czy siak Bajka górą.

3 komentarze:

  1. Moja Bajka, po domowemu zwana Ej, serdecznie pozdrawia Twoją Bajkę! Ależ się dziewczynie na amory zebrało, aż cały dom postawiła na nogi. ;P Biedna Frania w tym wszystkim... Ale czy na pewno? Może miała ciut frajdy z wieczornego giganta (reszta rodziny pewnie mniej)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bajka wybawiła się bajecznie
    a na ciąg dalszy trzeba poczekać...

    mój Frodo jest nie może bez smyczy,
    niestety, mam z nim jak z dzieckiem,
    ciągle musi być na widoku, bo tak to
    już tysiąc razy by był pieskowy placek...

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.