piątek, 13 listopada 2020

W doborowym towarzystwie

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Cztery lata temu zrobiłam to zdjęcie 


Moja bardzo kochana Kretka zbiera się za tęczowy most. Umarła 12. listopada i zostawiła nas absolutnie niepocieszonych. Wprawdzie jej dusza, jak to z psami bywa została z nami, ale terierzego ciała brakowało nam tak bardzo, że nim minął tydzień zamieszkała z nami roczna Frania.

Biedna, płacząca po nocach Frania. Śliczna i miła, niedotykalska, nie bawiąca się niczym i z nikim, umęczona bólem i mimo to łagodna choć mocno wycofana. Zrobiliśmy co się dało,wysterylizowaliśmy, wyrwaliśmy chore i pokruszone zęby, zoperowano biedne biodra, nauczyła się chodzić na krótszych teraz nóżkach, co jakiś czas powtarza rehab w wodnej bieżni. Nie dręczę jej nadmiernym pielęgnowaniem sierści, które w przypadku Cairna polega na rwaniu na żywca futra. Ją już dostatecznie w życiu bolało, jej więcej bólu nie potrzeba.


Taki kosmaty Ewok z absolutnie najpiękniejszymi oczami jest w sam raz. Kiedy zaczyna przypominać kopę słomy, a tylnych nóg prawie nie widać staje na stoliku, w 20 minut wyskubuję to, co lekko wyłazi, czego nie trzeba przemocą rwać, uszy, pupę i stopki ogarniam nożyczkami i niech sobie Frania wygląda jak chce.

Bajka przybyła do nas w przepisowym wieku 9 tygodni. Jest urocza, wesoła, radosna i próbowała rozruszać Franię. Frania się nie dawała. Zatem Bajka rozruszała mnie. To ja turlam się z nią po dywanie, ja szarpię z nią linkę z supłami, ja biegam z piłeczkami. Nie jest bardzo wymagająca, ale codziennie muszę chwilę w parterze spędzić. Źle mi to nie robi.



 

Bajka nie jest pieskiem wystawowym, ma nie tyle zębów co trzeba. Dla mnie to bez znaczenia, ale dla sędziego na wystawie to by był powód do skreślenia jej jako psa hodowlanego.  W przepisowym wieku dostała pierwszej cieczki. I kiedy po tj cieczce upłynął stosowny czas i pora była na sterylkę, Baja dostała drugiej cieczki. Po czterech miesiącach. Z czego wynikało, ze trzy razy do roku będą takie atrakcje. Na dodatek podczas tej cieczki cały brzuszek pokrył się zaropiałymi krostami. A po cieczce nastąpiła ciąża urojona z takim mlekotokiem, że wytwórnię psich serów można było otworzyć. W Jastarni oprócz spacerów zwalczaliśmy tę ciążę urojoną. I w końcu po stosownym odczekaniu można było psinę wysterylizować. Zabieg poszedł gładko, ładnie zniosła narkozę wziewną (ha, cairny znane są z trudności przy wybudzaniu z narkozy, na anestezjologu przy znieczuleniach nie warto oszczędzać) i w stanie znacznie lepszym niż zwykle odebrałam ją z kliniki, do domu poszła na własnych nogach w trzy godziny po zabiegu.



Zjadła, napiła się, wysiusiała i... następnego dnia był zupełny dramat. Nie chciała jeść, nie chciała pić, zaczęła wymiotować. Jakoś nas w tych pandemicznych czasach w klinice między innymi pacjentami upchnęli. Nawodnili, dali masę leków w zastrzykach, żeby się ich wyrzygać nie dało. A ona dalej smutna i ledwie ciepła.

Okazało się że winien był kubraczek pooperacyjny. W tym kubraczku Bajka zachowuje się jak kot oklejony taśmą klejącą. Pełna rozpacz, dyskomfort i odmowa jedzenia, picia, poruszania się i jakiejkolwiek aktywności. Zdjęłam jej kubrak. W końcu w kilka minut nie da rady rozlizać szwu na brzuszku. Bajka się otrzepała, z ulgą umyła sobie sikawkę i rozciągnąwszy się jak długa przytuliła się do mnie na kanapie. O żadnych tabletkach i czopkach przeciwbólowych, rozkurczowych i przeciwwymiotnych nie było już więcej mowy. Pies uznała, że jak nie ma tego strasznego ubranka, to nic jej nie jest i żyje sobie dalej zadowolona. Nici chirurgicznych z czterocentymetrowego nacięcia pozbędziemy się w poniedziałek. Przy szwie pies nie gmera.

Co do utrzymania jej fryzury to chyba dam sobie spokój. Bajka ma inne futro niż Frania, miększe i nie dające się łatwo wyrwać. Była raz u groomera na ręcznym skubaniu i nawet się udało, ale czy ja wiem? To futro nie rośnie w nieskończoność, osiąga pewną długość i już. Teraz chłodno się robi, ona jak udowodniła, żadnych sweterków nie będzie tolerowała. Poczekamy z tym do wiosny. Teraz tylko czesanie i głaskanie. I łapki, pupa i uszy nożyczkami.

A co z Franią? Niespodzianka! Ostatnio zaczęła dziarsko chodzić po meblach. Jak prawdziwy cairn śpi na oparciu kanapy. Bawi się z psami, niewiele, ale się bawi. Śpiewa coraz częściej, dziś sama wskoczyła Tomkowi na kolana. Zaczepia mnie domagając się pieszczot, daje się głaskać po plecach i nawet widziałam jak radośnie wije się brzuchem do góry na kanapie! Biega bardzo szybko i jest cholernie łowna. Prawie codziennie przynosi mi jakąś mysz. Polując dziewczyny działają w tandemie. Niesprawna Frania jest znacznie szybsza od zdrowej jak ćwik Bajki!




Jesień to zdecydowanie pora teriera, na tych zdjęciach dziewczyny są w bezpiecznym otoczeniu, w innych miejscach biegają ze smyczami przy obrożach, żeby można je było złapać. W szale polowania głuchną na mnie kompletnie.

I to jest moje doborowe towarzystwo.

 



8 komentarzy:

  1. I taka jesień w tym roku. Już nie mogę doczekać się normalnego spaceru, nie mówiąc już o Stefanie, co daje się na łóżko w nocy wciągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pełna zgoda! Psie towarzystwo najlepsze! Nie wiem, czy będę jeszcze mieć warunki na przygarnięcie jakiegoś wielorasowego chłopaka, ale kto wie? Na razie walczę z materią życia w tym bardzo brunatnym kraju i poważnie zaczynam odkładać na bilet w 1 stronę do jakiegoś kraju bez "wartości chrześcijańskich"...

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie się to czyta, jesteś jedną z najbardziej wrażliwych Osób na cierpienie psie. Obydwie dziewczyny, jak i poprzednie dwie Muszka i Kretka, miały przy Tobie jak w psim raju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczęście mają psiaki, że trafiły do Twojego domu. Szkoda, że musiały w tym psim życiu swoje odcierpieć, za to teraz mają jak u Pana Boga za piecem. Lubię czytać Twoje psie opowieści:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też uwielbiam czytać Twoje psie historie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dwa westy. Kolę, staruszkę, prawie slepą, wzięłam, jak miała 9 lat. Teraz ma 11. Sparki miał dwa lata, teraz osiem. Oba strzygę sama, maszynką dla psów, trochę futra wyciągam kocim trymerem do sierści.
    Bestie są łowne, a babcia czasem ma dobry dzień i łobuzuje jak szczeniaczek - mimo slepoty.
    Terriery to charakterne bestyjki są :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszyłam się czytając ten post. Tyle serca i ciepła z niego płynie. Wiem co to znaczy stracić psiego przyjaciela (nie jednego). Wspominam nawet Łatkę, która była częścią mojego dzieciństwa, a to już minęło pół wieku. Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że są tacy wspaniali Ludzie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do kubraczka, nasza kotka po sterylizacji też musiała go nosić i wówczas to był zupełnie inny kot. Totalna zmiana charakteru i zachowania. W końcu chyba po 2 albo 3 dniach sama się oswobodzila i wróciła do normy 😁
    Fajne te Twoje kołtunki dwa 😍

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.