czwartek, 4 listopada 2021

Frania jest bardzo chora

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

W zeszły poniedziałek Frania puściła wielkiego pawia i poszła spać. We wtorek nie chciała jeść ale wciąż z zapałem goniła myszy. W środę na spacerze musiałam ją nieść i pojechałyśmy do lekarza. Młoda lekarka posłuchała o nieswoistych objawach , dała szybką kroplówkę pod skórę i pobrała Frani krew. Wyniki laboratorium przysłało po godzinie. I były to takie wyniki, że przysłano mi je jeszcze dwa razy, żebym ich aby nie zlekceważyła. Jak je zobaczyłam to czym prędzej pojechaliśmy z Franią do całodobowej kliniki.Tam dostała jeszcze małą kroplówkę i tajemniczy lek na wątrobę, który mają nieliczne kliniki weterynaryjne. 


 Wyniki badań pokazały niewydolność wątroby i nerek. Niewydolność wątroby że hej. Prawdopodobnie na skutek zatrucia nie wiadomo czym. Stwierdzić tego się nie da ,bo toksyn jest masa, Frania mała to materiału do badań mało, a ponadto żeby zbadać wszystko to trzeba być bogatym jak Mark Zukerberg. My nie jesteśmy. Zatem leczenie objawowe. Dostała Frania wenflon i jeździmy codziennie na kroplówki i antybiotyk i leki przeciwwymiotne, bo jej niedobrze.

Tu biedactwo pod tlenem. Zamiast trzymać tę maseczkę zrobiłam z kocyka namiot tlenowy.


Bardzo, bardzo biedny i chory pies.


Taka mina mówi, że psa coś bardzo boli. Tak bardzo, że trzeba użyć wszystkiego co się da. Zatem No Spa, Pyralgina i Tramal.




USG pokazało, że oberwała wątroba i nerki, ocalała trzustka, a żołądek boli, bo jest w nim stan zapalny. Zatem Prazol i siemię lniane. Stoi w kuchni bateria franiowych medykamentów, dzielę tabletki, odmierzam płyny, podaję to wszystko, a codziennie spędzam cztery do pięciu godzin w klinice na kroplówkach. Szybciej tej szklanki płynu się we Franię nie da wlać, bo by się w tym utopiła. Nie chce jeść, karmię przemocą strzykawką, wszystko jest przy tym umazane paskudnym "pasztetem" Hepatic, specjalną karmą weterynaryjną dla wątrobiarzy. Wychudła Frania na wiór i noszenie jej na rękach to żaden wysiłek. Nauczyłam się nowej trasy Pikusiem do kliniki, Pan Mąż już pracuje i jeszcze trzeba zadbać o Bajkę, dobrze że Bajka jest, bo bym się załamała zupełnie.

Siedząc w klinice niemal skończyłam rudy sweter z dundagi dla pewnej Alicji, tym razem dundaga okazała się bardzo cieniutka, trzeba ją było wziąć podwójnie. Za to zupełnie nie jest przekręcona i wyrób się nie kosi mimo ściegu pończoszniczego. Ot. Niespodzianka.


Czytelnicy poradźcie, jak wytłumaczyć komuś, żeby do mnie nie dzwonił po pijaku, nie bełkotał i nie truł? Nie bardzo mogę zablokować kontakt.

18 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za Franię. A co do namolnej osoby, jeśli dzwoni z tego samego numeru, to nie odbieraj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pijackie telefony mam jedną radę - jeśli nie chcesz zerwać z tą osobą kontaktu, to nie odbieraj przez jakiś czas albo kiedy podejrzewasz, że to znowu telefon pod wpływem. Bo nie przetłumaczysz, wiem z doświadczenia życia z ojcem alkoholikiem, to choroba która opanowuje ciało i umysł...
    Za piesełka trzymam wszystkie kciuki i wysyłam dużo dobrej energii!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mamy kolejną wspólną autobiograficzną nitkę, ech. Coraz więcej tych uzależnionych od różnych substancji dookoła mnie.

      Usuń
  3. Biedactwo Frania, serce się kraje czytając i oglądając, trzymam kciuki za skuteczność leczenia, nawet jest tylko objawowe.
    Jeśli chodzi o natręta, który dzwoni na komórkę, a tak podejrzewam, to dodaj numer do czarnej listy, będziesz miała spokój. Ja tak blokuję wszystkich marketingowców, którzy chcą mi wcisnąć nie wiadomo co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Bokasiu. Nie bardzo mogę tego kogosia zbanować, rodzina już taka malutka...

      Usuń
  4. Och, bardzo współczuję choroby Frani i z całych sił trzymam kciuki, żeby leczenie pomogło.
    Telefonującej po pijaku osobie powiedziałabym, że nie rozumiem, co mówi i niech zadzwoni, jak będzie trzeźwa, bo tak się nie da rozmawiać i stanowczo zakończyłabym rozmowę. Po którymś razie pewnie zrozumie. No chyba że trzeba udawać, że się nie wie, że jest pijana, wtedy powiedziałabym, że jakoś dziwnie mówi, że nie mogę jej zrozumieć, niech zadzwoni do mnie jutro.

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna Frania, biedna Ty... Współczuję.
    I rozumiem, bo też właśnie podaję pigułki (antybiotyk i coś na krążenie mózgowe - drogie jak diabli!). Moja 14,5 letnia bouvierka miała miesiąc temu zespół przedsionkowy (zawroty głowy, oczopląs). Jest zdecydowana poprawa, ale przetrwanie dwa razy dziennie jęków z głodu (!) - tabletkę trzeba podawać 30 minut przed posiłkiem - wykańcza moje nerwy. Ech, te nasze zwierzaki kochane, zrobimy dla nich wszystko. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, Kochana :-( bardzo mocno trzymam kciuki za Was - za Franię i Ciebie ♥ Nie dajcie się!
    A na telefony... Nie odbierać, jak przedpiśczynie wcześniej poradziły.
    Trzymaj się! *Tulam bardzo bardzo!*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki za Franie.
    Z telefonem trudna sprawa.Moze zmien dzwonek i jak zostawi wiadomosc to oddzwaniaj.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ściskam mocno, kochana, życzę niewyczerpanych pokładów cierpliwości, a biednemu pieskowi jak najszybszej chęci na łapanie myszy. Trzymajcie się wszyscy. Dundaga w dłoń, bo poprawia samopoczucie :))) Łada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chęci do łapania myszy wracają. Niestety nie ma siły do zwyczajnego chodzenia, schudła do 7 kilo. Kości wystają. Dziś zrobiono badania krwi i parametry wątrobowe i nerkowe się poprawiają. Tylko leukocytoza wzrosła. Za to karmienie krasnoludka robi się łatwiejsze. I pora na to najwyższa, bo by psina niebawem całkiem zanikła.

      Usuń
    2. Będzie dobrze!
      Ł.

      Usuń
  9. Właściwie brakuje słów, aby napisać jakiś komentarz. Jestem z tobą, Wspieram moimi bardzo gorącymi myślami tę cudną lalunią psinę i Ciebie, abyś wytrwała w tych ciężkich dla was chwilach....

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo współczuję i trzymam kciuki za wyzdrowienie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo współczuję Frani i Tobie, bardzo, bardzo. Oby wyzdrowiała! My zaś walczymy o oko naszej koteczki ukochanej, już 2 miesiące. Najpierw źle leczona przez weta (brak słów), a teraz jest nadzieja, że inny weterynarz oddalony o 50 km od nas, wie, co robi. Już 3 tygodnie, z zegarkiem w ręku, zakrapiamy oczysko 5 razy dziennie + drugie krople 4 razy dziennie + dopyszczkowo dwa rodzaje leków. Oko wydaje się o niebo lepsze, ale do zdrowego jeszcze mu troszkę brakuje.

    Zdrowiej, Franiu, psinko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frania zdrowieje. Nerki już doszły do siebie, wątroba się regeneruje, leki łyka, dietę utrzymywać będziemy jeszcze długo. Trzymam palce za kocie oko. Oczy to wrażliwe miejsce i lekarz musi się znać. Bajka jest ofiarą veta co się nie znał. Jako noworodek miała ropne zapalenie gałki. Trzeba było rozciąć powiekę i wypuścić ropę. Ropa nadgryzła rogówkę, oko jest mniejsze niż zdrowe i ma nieco bielma. Ale Bajka z takim okiem jest bardzo bajeczna.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.