Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Odkąd w Empiku książki przestały do mnie gadać a półka z własnoręcznie robionymi swetrami zaspokaja mnie odzieżowo, odkąd Covid zniechęca do wędrówek wśród ludzi, nie bywam w galeriach handlowych. Jednakowoż Pan Mąż, człowiek modny, śledzący trendy, czasem się tam uda. Tym razem mieliśmy wpaść do Tchibo po nocną koszulę (tylko oni mają rozmiar i styl na jakim mi zależy) i zaraz wypaść, ale Pan Mąż dostrzegł Peek & Cloppenburg na końcu alejki i tyle go widziałam. Poszłam za nim. Jakoś tak się dzieje, że dwa razy do roku w czasie wyprzedaży jednak do tego sklepu trafiam. Latem znajdowałam tu gładkie granatowe podkoszulki. Zimą leżały na stolikach z wyprzedażą miłe, kolorowe, wełniane swetry. W dziale męskim było ich znacznie więcej niż w damskim. Tym razem nastąpił jakiś zwrot akcji, przekroczony został jakiś Rubikon absurdu - w całym ogromnym sklepie na wyprzedaży jesienno zimowej znalazłam jeden jedyny przedmiot zrobiony z wełny: szafirowy damski beret. I nic więcej. Wszystkie kolorowe swetry były jedynie bawełniane. Wszystkie szare i beżowe, niby grube, prążkowane dzianiny były zrobione z akrylu i poliestru. W naszej strefie klimatycznej, w zimie, przy galopujących cenach ogrzewania.
Owszem, były jeszcze stoliki pełne swetrów z kaszmiru, kolorowych jak trzeba i w podejrzanych cenach. Bo porządny sweter z mongolskiego kaszmiru musi kosztować około 600 zł. A te tutaj z 400 na 200 z hakiem przecenili. Znaczy kaszmir kaszmirowy, ale krótkowłosy. Cieniutki, będzie się kulkował i biegiem przetrze się na brzuchu, na łokciach i na brzegach. Kto produkuje taki kaszmir? No wiadomo, Chińczycy. Można go nabyć na Ali Express w całkiem miłej cenie. A kto produkuje całą tę dziwną odzież? No też Chińczycy. No to oni nie będą produkować z australijskich merynosów przecież.
Ponoć ludzie nie chcą wełny bo ją trzeba PRAĆ. No trzeba kilka razy w roku, ale nie po każdym użyciu jak te bawełniane i akrylowe "swetry" dla lubiących zimno. Ech...
Po koszulę flanelową poszłam do działu męskiego. Tak lubię flanelowe, mięciutkie koszule, że przełknę prosty fakt, że rozmiar, który dopnie się na moim korpusie będzie miał rękawy do kolan i nie dopnie się w biodrach, ale damskich porządnych, flanelowych koszul nie ma wcale. Flanelowe koszule produkowane są jedynie na dość wiotkich mężczyzn o wzroście 182 cm. Jeśli ktoś jest niższy albo wyższy, to musi sobie uszyć koszulę u krawca. O ile uwzględniono rozmaite szerokości wyrażające się enigmatycznym S, M, L, XL, XXL itd, rozmaitym dla każdej firmy szyjącej odzież, to niestety długość jest stała.
W poprzednich latach w tym sklepie widywałam wieszaki pełne porządnie skrojonych i dobrze uszytych spodni, czasami z wyjątkowo fajnych tkanin. Tym razem wszędzie leżały spodnie dresowe na sznurek w talii o zaskakujących cenach i bardzo brzydkich barwach, za to z krzykliwymi napisami.
Cóż, Peek & Cloppenburg nie jest sklepem z odzieżą a sklepem z wizerunkiem. Trzeba spełnić wiele warunków, żeby sobie tam coś kupić. Mieć 170 cm wzrostu będąc kobietą i 182 cm wzrostu będąc mężczyzną. Mieć dużo pieniędzy. Akceptować śmierdzący, zimny poliakryl i nylon, nie pocić się w takim ubraniu. Zgadzać się na dziwne napisy na ubraniu.
To chyba była moja ostatnia tam wizyta. A na biurku mam rozłożone wykroje na spodnie dresowe dla ludzi, którzy nie dorośli do standardów tego sklepu i są niższego wzrostu. Nie kupię sobie tam wizerunku. Kolorowy wizerunek bez napisów sobie uszyję albo udziergam. A reszta świata niech się martwi o siebie sama.
Czytałam, że gdyby teraz, nagle, stanęły wszystkie fabryki świata, to ludzkość na ziemi byłaby zaopatrzona w odzież i buty przez najbliższe 30 lat.
OdpowiedzUsuńAle wiesz co, ja podziękuję za większość tej odzieży. Jak piszesz- poliestry, akryle, fuj. A prawie wszystko nie prezentuje się dobrze nawet na sklepowych wieszakach, co dopiero na ludziach. Dziś odwiedziłam pewną galerię handlową w centrum Berlina. Wyszłam z niczym. Idę w Twoje ślady - maszyna do szycia czeka :).
U nas jest jeszcze kilka firm rodzimych, które wolniej od świata schodzą na psy. To co w nich kupiłam powinno na długo starczyć. Kupuję tylko bieliznę i spodnie. Resztę da się zrobić.
UsuńAno, gdzie się nie obejrzysz - sztuczne. Już pomijam wizerunek, do którego też nie dorastam (brakuje mi ze 12 cm wzrostu), to jednak teges...
OdpowiedzUsuńMam wełny do końca życia,mogę wyprodukować najpiękniejsze swetry (bo umiem) i będą idealnie takie, jak chcę. A gacie flanelowe do spania se uszyję też, choćbym miał je szyć w ręku :-P (bo jednak mam jakąś straszną ilość flaneli kupionej kiedyśtam).
Także teges ;-) niech mję cmokną :-D
Zeszyć maszynowo możesz u mnie.
UsuńTo jak się nawrócę z Wro i przetestuję, bo cholera wie, czy mnie tam nie zarażą czymś na tych targach albo w trasie.
UsuńWielkie dzięki! ♥
Faktycznei rzadko cos spotkac, co lezy porzadnie i ma jakas jakosc...o rozmaitosci rozmiarów nie wspomne. No nic, dziergamy dalej ;) przede wszystkim skarpety i mitenki. Reszte odziezy mam, wczoraj zaopatrzylam sie w jedyna brakujaca- pidzame z dlugimi rekawami i nogawkami, w TK Max bodajze ten sklep sie nazywa.
OdpowiedzUsuńLu, ucz się szyć, bo niebawem w togach przepasanych w talii będziemy chodzić.
UsuńA taka toga, to niezle to i owo milosciwie zakryje ;>
UsuńTrzykrotnie już wybrałam się na miasto po kurtkę zimową i nie przymierzyłam żadnej. Przedwczoraj w garażu zrobiłam remanent w szafie i wyciągnęłam płaszcz o składzie 58 % wełna , 22 % kaszmir i reszta 20 % sztuczna. Ma około 23 lat. Osiedlowa krawcowa mi go przerobi na kurtkę bo ja aż takich umiejętności nie posiadam. Piękny gołębi kolor będzie grał z chustami , szalami i czapkami. W poniedziałek przymiarka której nie mogę się doczekać. Z akrylu nawet lalkom moich wnuczek nie robię odzieży. A sklep o którym piszesz i inne z niby wyższej półki zeszły całkiem na psy. Napisz proszę co z Franią.
OdpowiedzUsuńDlatego od lat kupuję w szmateksie. Już się nie skurczy ani nie rozciągnie, kosztuje mało, nie żal przerabiać bo kosztowało mało. Tylko gacie i buty kupuję nowe.
OdpowiedzUsuń