środa, 8 grudnia 2021

Ufff, jest lepiej

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Lepiej jest nie ogólnie, bo ogólnie to jest coraz gorzej, ale mnie zrobiło się nagle lepiej. Jeszcze w początku listopada piastując chorą Franię czułam się jak ten groch przy drodze. Przez ostatni rok nie miałam mimo wyjazdów i wypoczynku jednego dobrego dnia. Taki rok, kiedy na niczym twórczym się nie można skoncentrować, nie można czytać, obejrzeć ze zrozumieniem filmu a nawet sensownie posprzątać w domu czy zaplanować spożywcze zakupy to naprawdę męka.Choroba Frani naprawdę dołożyła mi do pieca. 


 

Po tych zdjęciach widać, ze można się strasznie czuć jednocześnie wyglądając zupełnie nieźle.

Frania zaczęła zdrowieć co potwierdziły badania laboratoryjne i pewnego dnia obudziłam się  jako ja, której od roku nie widziałam. I bardzo mi ulżyło. Powoli a potem z coraz większym szwungiem zabrałam się za zaległości. W skrzyni z tkaninami od pól roku leżała drapana dresówka na ciepłe spodnie dla Misi i jej Pana Męża. Zabrałam się i uszyłam. Okazało się, że jednak lepiej materiał dotknąć przed kupnem. Drapana dresówka to strasznie gruby koc, kieszenie w szwach są potrzebne, ale lepiej je było zrobić z czegoś cieńszego. Misia dostała dresiki szare z granatowym lampasem, zięć granatowe z szarym. Granatowa dresówka była grubsza i twardsza niz szara. Połamałam paczkę igieł. Jestem mądrzejsza o kolejne doświadczenie. Mimo niedociągnięć spodenki są już używane, bo zimno. No i są szyte na rozmiar, więc pasują na nosicieli.




 Przy okazji na szycie załapała się Frania. Była tak chudziutka po chorobie, że aż jej współczułam gdy nagle zrobiło się zimno. Burdę z psim wykrojem zatrzymałam tylko dla tego ubranka. Frania w płaszczyku wygląda jakby się w Medicine ubierała. Nawet nie protestuje przy nakładaniu kabatka, który chroni biedne kości przed przemoczeniem i chłodem.



Bajka patrzy na ubieranie Frani ze zgrozą. Bajce wyskubałam przerośnięte futro, bo się zaczęła filcować. Bajka ubrankami gardzi i serdecznie ich nie znosi. Ona w mrozy skacze jak pchła i jest jej ciepło nawet w krótkiej fryzurce.

Po chorobie Frania dostała konkretną dietę: mało białka i tłuszczu, dużo warzyw. Można dawać puszki (16 zł za 400 gram, jedna dziennie ma być zjedzona) lub bobki (57 zł za 1,5 kg, większe opakowanie daje nieco mniej złotówek na kilogram żarcia, ale tanio nie jest). Można też gotować samemu ale trzeba sobie znaleźć przepis. No to znalazłam. Koleżanka weterynarz nieco ten przepis zmodyfikowała dostosowując go indywidualnie do potrzeb Frani, sama przypomniałam sobie to i owo z prostej suplementacji bez aptecznych dodatków i jedziemy z garkuchnią.


Dynia, burak, ziemniaki, marchewka z groszkiem, wątróbki indycze dla smakowitości i leczenia niedokrwistości, niewielka ilość mielonej wołowiny, sól, olej lniany, żółtka i pomielone w moździerzu skorupy od jajek. Białko wyrzucić bo uczula i ma go być przecież mało. Zmiksować, przechowywać w lodówce. Jest jedzone chętniej niż kupne puszki. Żadnych wywarów na kościach się wątrobiarzom i nerkowym pacjentom nie daje, można nerki raz dwa załatwić wywalając na cycki poziomy fosforu i wapnia. Skorupy z jajek są bardziej niż potrzebne w tej zupie. Przepis podaję jakby kto potrzebował.

Bajka nie dała się od tej zupy odgonić. Zupa załatwiła problem porannego pawia, który od kilku miesięcy prześladował obie moje koleżanki w futrze. Wytworna i droga karma, która jeszcze wiosną była całkiem ok jakoś latem zrobiła się pawiotwórcza. Olśniło mnie, gdy bardzo chora Frania przestała rzygać, a zdrowa jak ćwik Bajka owszem, poranne nudności miała. Teraz obie koleżanki jedzą żarcie dla wątrobiarzy i nastąpił koniec pawia. Nie bardzo sobie wyobrażam takie gotowanie na zawsze, ale jak się ma futrzane dzieci to co zrobić. Karma z bardzo górnej półki jest w końcu zrobiona z rzeźnych odpadków i z niczego innego. Owszem, wygodne to, z głowy się ma żywienie zwierzaka. Ale chyba ta droga się dla nas skończyła.

Poza tym wykorzystałam twórczo starą, bardzo starą czapkę z lisa, której od lat nie nosiłam, ale jakoś nie mogłam wyrzucić. Może z szacunku dla lisa, który dla tej czapki w końcu życie poświęcił. Owszem, bawiła się nią Bajka za młodu, ale nie porwała, nie podarła, skórka  była gotowa do recyklingu.



Wycięłam z tej czapki podszewki i krótkowłose denko, otok pocięłam skalpelem na mniej więcej kwadratowe kawałki i nie przejmując się specjalnie grubą groszówą nawleczoną mocnym kordonkiem obszyłam brzegi kwadratów ściegiem przed igłą i mocno ściągnęłam nić. Tyle że do tego naparstek był potrzebny. Doszyłam kawałek wstążeczki i już. Może trzy minuty pracy i pompony gotowe. Wstążeczka jest po to, by przewlec ją przez oczka czapki i zawiązać po lewej stronie, a do prania skórzany pomponik odczepić. Ponieważ pompony nie są niczym wypchane, są leciutkie i fajnie się trzymają na czubku czapki. Teraz rankami po Kopie Cwila chodzi gang starszych pań, z psami, Stowarzyszenie Czarnych Pomponów. Niektórzy nawet się nas boją.

Frania po chorobie zrobiła się bardzo czuła. Jak zawsze była pieskiem raczej niedotykalskim, to teraz szuka kontaktu ze mną. Chyba rozumie jak jej było blisko na drugą stronę tęczy i chyba wie, kto ją z biedy wyciągnął za uszy i ogon. Teraz spędza ze mną czas tak:



Śpi ze mną na jednej poduszce, chyba że wlezie pod kołdrę i się przytuli. I nawet próbuje się bawić.


 

10 komentarzy:

  1. Ufff! Cieszę się, że z Franią jest lepiej i z Tobą też. Ja też ten rok miałam ciężki nawet jeśli znalazły się w nim także pozytywy. Mój kolega z pracy, którego ojciec chorował na demencję powiedział 'tata nie będzie czuł się lepiej, ale my możemy się nauczyć radzić sobie lepiej z tą sytuacją' i zapadło mi to w pamięć. Na zewnątrz dzieje się co się dzieje i niestety jeszcze trochę to potrwa także trzeba wdrożyć sobie samemu różne mechanizmy radzenia sobie z tym. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak się cieszę, że i Ty i Frania wracacie do formy! ♥ Gotowanie dla futrzaka było przerabiane u mnie na stałe, bo Misiul im starszy był, tym gorzej znosił żarcie gotowe, więc rozumiem, oj rozumiem :-)
    Trzymaj się, Kochana! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. No uff... Dobrze, że obie, Ty i Frania, macie się lepiej. Podziwiam sztukę przyrządzania spersonalizawanej psiej karmy. Brzmi skomplikowanie. Zdjęcia z Franią w roli szala - rozczulające. Widzę, że obok szycia, działasz też dziewiarsko:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio leżąc na szpitalnym łóżku myślałam sobie o Tobie i psince, bardzo się cieszę, że idzie ku lepszemu!!!
    Dla mnie ten rok też był taki sobie, a zakończył się takim paskudnym akcentem w rodzinie, że aż mi się nie chce o tym myśleć... (był też pozytyw - moja diagnoza i szybka operacja, teraz tylko dojść do siebie i zaczynam nowe zdrowe życie! ^^*~~) Niech dla odmiany kolejny rok będzie piękny! I wiele kolejnych także, czego Wam i sobie życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Frania jako szal to Frania noszona na barana. Była tak chora, że nie mogła iść na nogach. Po tym spacerze pobiegłam do veta. Potem ją tak z parkingu do kliniki nosiłam. W sprawie diet to ja jestem cienka ale się nauczę. Łatwiej będzie jak już parametry biochemiczne do normy wrócą, na razie w tym garnku jest po prostu bardzo dużo warzyw i bardzo mało mięsa, tylko dla zapachu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znałam powiedzenia o grochu, musiałam sprawdzić w necie, czyli człowiek całe życie się uczy:)
    Cieszę się, że z wami wszystko dobrze, dziewczyny. Wszystko się zrobi dla tych naszych kochanych zwierzaków.
    Kolejny paskudny rok za nami, łatwy nie był. przez większość czasu byłam zamknięta w Kuala Lumpur bez możliwości poruszania, zamknęli nam wszystko, bary, sklepy, hotele, kina, parki, baseny... Trwało to tak długo, że z utęsknieniem wracałam do Polski. Odszedł mój tato, z którym pożegnałam się przez Watsapa. Eh, życie....
    Ostatnie zdjęcia są tak pełne ciepła, miłości, że nie można oczu od nich oderwać. I tak trzymać:))

    OdpowiedzUsuń
  7. A co to jest dla psiny ugotować. Najwyżej zrobisz więcej i Wy też zjecie:)!
    Żartowałam, ha ha. Ale sama kiedyś gotowałam dla seterki irlandzkiej kaszę z wołowiną bez przypraw, obie to jadłyśmy, dużo biegałyśmy (bo uciekała) i byłam wtedy naprawdę szczupła i zdrowa. A za niedługo bierzemy kotka, pojedziemy w tym celu do Polski i być może zakotwiczymy na kilka dni w Tadeuszu, którego tak uroczo opisywałaś. Bardzo chciałabym kotu gotować,będę robić eksperymenty, co kot lubi. Kot mojej mamy lubił pomidorową.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak to dobrze, ze lepiej. Wystarczy czasem jedna dobra rzecz w kupie okropnosci i jakos wtedy mozna spojrzec w gore a nie tylko w dol. Wytwory spod igly - super. Pomysl z tymi pomponami dobry - niech boi kto chce (i ma cos na sumieniu, hrehrhr)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego dla psa? Sama bym zjadła taką karmę.
    Ciszę się, że przeszła passa, cieszę się że Frani jest lepiej, a dzięki temu i Tobie.
    Och, jak bym chciała w końcu usiąść do mojej maszyny i wykonać te wszystkie bardzo proste przeróbki, które powinny być wykonane. Jakoś mi się nie chce... Może Twoje wyczyny mnie troszkę zmotywują?
    Pozdrawiam SCP!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham flanelowe koszule. Kupuję męskie,z długaśnymi rękawami bo meskie sa z fajnej, kraciastej mięciutkiej flanelki. I tak chodziłam z pozawijanymi mankietami. Wczoraj przygotowałam się na ciężką bitwę z rękawami, pomierzyłam ile skrócić, poprułam, i zonk, zamiast ciężkiego szycia trzeba było 1 szew na 1 rękaw wykonać. Konfekcyjna metoda szycia mankietów bardzo ułatwia poprawki!

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.