środa, 3 maja 2023

Reprint

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dawno, dawno temu, będzie ze trzynaście albo czternaście lat temu, już po przeprowadzce na Ursynów, zobaczyłam w miejscowej pasmanterii alpakę w cudnym, szaro niebieskim kolorze. Droga była, cienka była, fingering jak pamiętam, ale kupiłam 10 motków i nie zważając na to, co pisała o takich świństwach jak wielkość próbki i grubość drutów Sally Mieville wykonałam z Knittera, który bywał wtedy w Empiku przepiękny sweterek. A little grey Cardigan się nazywał. Wszystko mi się w nim udało. Tyle tylko, że ja byłam wtedy większa niż teraz a on mniejszy, niż go projektantka zaplanowała. Nawlekałam go jakiś czas na siebie przemocą, póki wełny nie odżałowałam. Później poszedł na służbę do Misi. I służy jej wiernie do dziś. Do prania, golenia z kulek i reperacji szwów przyjeżdża sweterek do mnie i trwa. Czasem nawet budzi głośną zazdrość, bo widać że nie pochodzi z H&M.

Pod koniec lutego trzepnęła mnie wiosenna wersja mojej jeddnobiegunówki, potem do niej dołączył covid i czułam się jak groch przy drodze. Terapeutka powiedziała żeby odpuścić i trwać. Nie porywać się na Bóg wie co, bo i tak się nie da. Nic z tego nie wyjdzie. Trwać: spać, jeść, robić minimum konieczne do życia i czekać aż minie, skoro zawsze mija. Posłuchałam jej i odpuściłam bardziej ambitne działania, książki wymagające głębokiej refleksji i inne takie. Za to przypomniałam sobie o pewnym trumiennym zapasie, o Feelingu z Biferno kupionym pięć lat temu i czekającym na niewiadomoco. Wyjęłam Feelinga. Był znacząco grubszy niż ta dawna alpaka, na druty 4 jak Sally Mieville polecała. Zrobiłam próbkę bez oszustwa i chciejstwa. I bezmyślnie podążając za przepisem wykonałam Mały Szary Kardigan ponownie. Tak samo krótki jak za pierwszym razem. I teraz nie muszę się w niego przemocą wbijać. Poszło szybko, bo on naprawdę jest mały.

Jestem z niego bardzo zadowolona. I robiąc go przypomniałam sobie, jakąż to tajemną wiedzę dotyczącą rozmiaru zdradzał opis. 

Otóż szerokość pleców u góry, obwód szyi i góra przodów są dla wszystkich rozmiarów jednakowe. Przybierając na wadze nie tyjemy w szyi, szerokość pleców też się nie zmienia. Owszem, rośniemy w biuście, w brzuchu, ręce robią się grube i w tych miejscach należy dzianinę poszerzać, na rosnący biust dodać zaszewkę. Poszerzanie dekoltu "żeby było proporcjonalnie " nie ma sensu. Postaram się tej wiedzy nie zapomnieć! Dzisiejsi projektanci tej zasady nie przestrzegają. Robiąc coś z opisu należałoby rejon barków i dekoltu zrobić najmniejszy a resztę właściwą dla swoich obwodów niżej stosownie poszerzyć. I wtedy cały człowiek nie będzie wyłaził górą przez za szeroki dekolt od ramienia do ramienia.

A wiosenna depresja przy znaczącym, choć krótkotrwałym użyciu Dulsewii poszła skąd przyszła. Zobaczymy się we wrześniu, jak zwykle.

6 komentarzy:

  1. Śliczny!
    Pozdrawiam, Maria2

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze myślałam, że nie powinnam dziergać dla siebie swetrów z długim ściągaczem w okolicy brzucha, żeby nie podkreślać niepotrzebnie nadmiaru mnie w tym miejscu.
    Widzę jednak, że Tobie się udało uniknąć tego efektu i sweterek leży doskonale i rozpięty i zapięty.
    Dobrze, że wraca Ci chęć do życia, tworzenia i dzielenia się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do spodni takie kuse coś się nie nadaje. do sukienki owszem. To pisałam ja, Gackowa

      Usuń
  3. Sweterek świetny. A teoria o nie powiększaniu się szyji przy przytyciu nieprawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szyi kilka cm, w talii kilkadziesiąt. A kupne projekty często powiększają się wszędzie proporcjonalnie. Kości ramion są od siebie oddalone przez całe dorosłe życie jednakowo.

      Usuń
  4. Piękny, pozdrawiam. Mam podobne doświadczenia z rozmiarami - aktualnie zaczęłam sweterek od rozmiaru XS, powiększam do ... nieważne, w części dalszej.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.