piątek, 10 maja 2013

Już tęsknię za zimą

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

W zimie są krótkie dni, jest niby smutno, ponuro, pada podły śnieg, zima była bardzo długa i chciało się zielonego. 
W nagrodę za te niedogodności zimą stawy nie bolą. 
A jak się robi ciepło, albo gwałtownie bardzo ciepło - tak jak dziś - to zwichnięty siedem lat temu staw skokowy robi ze mnie jednonogą bandytkę. Przeklinają mnie kierowcy, bo ulicę przechodzę przez dwie zmiany świateł, przeklinają mnie rowerzyści i Pan Mąż. Zakupów nie zrobię, nie sprzątnę, bo z jedną nogą się nie da. Płaczę i przeklinam na siedząco.
Przypomina mi się natychmiast, że o ciepłych krajach i południowych morzach sobie mogę jedynie pomarzyć i na obrazku obejrzeć. Bo w zimnym Bałtyku noga odzyskuje zimową sprawność, a w upalne dni bez morskiej kąpieli nie nadaje się do użytku.
Dziś wróciłam do podarowanej mi w zeszłym roku przez teściową laski. Tak! Do laski. Lepiej pionowo z laską niż jeździć po podłodze na tyłku odpychając się drugą nogą. Komputerowy fotel na kółkach zapewnia mi wolność poruszania się jedynie w moim pokoju, przez drzwi łatwo się nim nie przeprawię. 
A spróbujcie wybiegać teriera na jednej nodze - nie da się. 
To zresztą Kretka we własnej osobie zapewniła mi atrakcje ze stawem skokowym. Wpadłam będąc na koturnie w wykopany przez nią w trawniku dołek. Oczywiście na wakacjach. A zatem oczywiście nie byłam u żadnego lekarza ze świeżym zwichnięciem ( i jak widać na aktualnym USG z zerwaną torebką stawową i ponadrywanymi ścięgnami, które obecnie są już mocno zwapniałe), bo nie było wtedy ani wylewu, ani specjalnego obrzęku, kilka dni pobolało i przestało. Aż do zeszłego roku...
Co ciekawe rankiem mogę z kijami kilka kilometrów bezboleśnie pokonać. A potem kicha, czołganie się albo laska. Rozbestwiony Pan Mąż dziwi się, że żądam podwózki samochodem na bazarek.
Za ten dołek w trawniku zapłacę bywaniem dożywotnio jedynie nad zimnym morzem i nienawiścią do pierwszych upalnych dni.
W zimie nie kwitnie ta cholerna roślina, na którą według testów alergicznych nie jestem uczulona ani trochę. A to, że oczy mam ochotę wyjąć sobie z głowy i podrapać od środka, do nosa i tchawicy wsadzić szczotkę do butelki i w końcu dobrać się do swędzących miejsc to niespecyficzna reakcja alergiczna.
Zatem do codziennej sporej kupki tabletek na recepty od rozmaitych specjalistów doszedł Xyzal, Dicloreum poparte Prazolem i zwykły Ibuprofen od czego niechybnie dostanę sraczki na dziesiąty zagon.

Misi zablokowała się żuchwa, nie może otworzyć ust. Ma skierowanie do szpitala na chirurgię szczękową. Jakaś chrząstka zmieniła położenie w stawie skroniowo-żuchwowym. 
Alicja ze zgrozą usłyszała, co miał jej do powiedzenia okulista w zakładzie optycznym dobierający okulary. Wziął ją w obroty i trzymał w gabinecie 2 godziny. Coś o wylewie była mowa. I o odklejaniu się siatkówki.  Niestety okulista na NFZ przysługuje jej dopiero 4. lipca. A dopiero potem zlecone przez niego badania. Może dożyjemy.

Aby do zimy!

10 komentarzy:

  1. Ja mam neuropatię i zastanawiam się, jak będę chodzić w letnich butach i skarpetkach :( Bez skarpetek chodzić sobie nie wyobrażam, bo nawet w domu stopy moje dotykając miękkiego dywanu, poddane są torturom. Skarpetki nie eliminują tych okropnych odczuć, ale je wydatnie zmniejszają. Stopy bolą mnie często, każdego dnia, ale bardziej, kiedy mi w nie chłodno. Gdyby nie ta neuropatia, nie czułabym jeszcze, że cukrzyca mnie zabija całkiem poważnie. Nie radzę sobie z tą chorobą. Przegrywam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Agata czy Ty w ogóle byłaś u ortopedy z tą nogą ? Może jest jakiś ratunek ? Bo tak żyć się nie da przecież. TY i laska nie, to zupełnie mi nie pasuje, a jednak wiem, że piszesz tak jak jest, czyli ta laska istnieje. Makabra. Skóra mi ścierpła jak przeczytałam co stało się Misi i co zagraża Twojej teściowej. Ech, a mówią , że nieszczęścia chodzą parami, coś w tym jest.
    Trzymam kciuki, by prędko pomogli Twojej córce i wszystko zakończyło się jak trzeba. A Ty zawalcz o tę nogę, a w międzyczasie małżonka pogoń, wszak nie jesteś służbą pomocniczą donoszącą z rozkoszą zakupy, a żoną której należy pomóc kiedy o tę pomoc prosi. Trzymaj się , sciskam CIę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście, że byłam. Stąd mam zaliczoną krioterapię, wiedzę o zimnie, leki, ćwiczenia. To nie jest jakieś strasznie wielkie uszkodzenie, ale w upalne dni daje tak popalić, że praktycznie unieruchamia z bólu.
    Misia ma od zawsze jakiś problem z napięciem mięśniowym, czasem się zaciśnie jak drewno, czasem poluzuje. Od ścisku w tym stawie ma migreny (mięsień obsługujący żuchwę obejmuje pół głowy), a od zbytniego luzu żuchwa ze stawu wylatuje. To niezwykle upierdliwa dolegliwość.
    Teściowa przez ostatnie kilka lat ignorowała wskazówki okulisty dotyczące badań. Skorygowała zachowania: nie czyści wanny,nie sprząta, nie nosi zakupów. Ale to mało, wylew podsiatkówkowy się jednak przytrafił.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czekałam z utęsknieniem na koniec zimy, ale nie na te koszmarne upały, które już tydzień trzymają. Dla mnie to czas wyjęty z życiorysu - zalewam się potem, słabnę, zasypiam na stojąco, mam zawroty głowy i sie duszę. Ech, lato przyszło...

    Przydałaby się jakaś przyzwoita pora roku z umiarkowaniem w parze.

    Zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. uściskuję Cię mocno, ja sobie na dżudo załatwiłam torebkę stawową, więc znam doskonale ten ból :-( co prawda mnie od razu lekarz obejrzał (miałam szczęście na obozie sportowym się załatwić, a nie na treningu, bo miałabym tak samo jak Ty teraz) i poza unikaniem wysokich obcasów/koturnów innych "niefaz" nie mam. :-* niech nie boli!
    hehe, esty alergiczne są zabawne dosyć. ja też absolutnie nie jestem uczulona na brzozę, która mnie o mały włos nie zabiła ;-)
    trzymaj się jakoś! cium!

    OdpowiedzUsuń
  6. uo matku bosku, ile tych plag naspadalo?????
    czy zamist torebki nosisz torebke z mrozonym groszkiem coby przykladac?
    Ja upalnego lata nie toleruje, bo grzeje cieplem wlasnym, a jak mi jest za goraco, nawet jak jest zimno (czyli mam na sobie za duzo), to od razu mam uderzenie GORACA, wiec w upalne lato lepie sie non stop. Na starosc na szczescie, puk puk, katar sienny szlag trafil, tak ze mam wzgledny spokoj, ale umiarkowane lato to jest to!

    Czy grzechoczesz od tych pigul?
    podtrzymuje na duchu i wachluje lisciem palmy! takze samo podstawiam wiaderko z lodem. O!

    OdpowiedzUsuń
  7. A nie da rady iść do okulisty prywatnie, wcześniej? wiadomo że to nie za darmo, no ale?... Ja właśnie przerabiam sagę o namawianiu starszego pokolenia na prywatne badania, mogę nawet dofinansować, ale czekanie to często zła rzecz :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Naturalnie, można i nie raz się odbywało. Zawsze placiliśmy za to. Ale teraz potrzebne jest NFZowe skierowanie na jakieś niezwykłe badanie też tylko w NFZ. Teściowa kręci, kłamie i przemilcza. Jeżeli nie chce się tym zajmować ani ona, ani Pan Mąż, to ja też nie widzę sensu. Nie da się człowieka zmusić do takich wizyt.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedne cierpiętniki!!!! Precz choróbska!

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurcze, to nieciekawe wszystko, trzymaj sie czegokolwiek, nawet tej laski. Alicji powodzenia zycze, bo jako osoba czasami glucha, jestem jednak tego zdania, ze lepiej jednak miec uposledzony sluch, niz uposledzony wzrok.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.