Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Dawno temu popełniłam patchworkową kołderkę. Miałam małe dziecko i kołderka była potrzebna. Czasy były ciężkie i kołderki dla dziecka ot tak kupić się nie dało. W sklepie handlującym resztkami pozostałymi z produkcji różnych różności kupiłam za grosze dwie torby bawełnianych ścinków pozostałych z krojenia modnych wówczas kurtek w pastelowych kolorkach. Kurtki takie zwano bodaj szwedzkimi.
Przez pierwszy tydzień przycinałam te ścinki do jednakowych rozmiarów. Potem przez dwa tygodnie zeszywałam pracowicie paseczki w kwadraty i w większą całość. Chyba z tych kwadratów uszyłam obie strony kołderki, patchwork był dwustronny. Nie pamiętam, co wsadziłam do środka i jak to wykończyłam, grunt, ze kołderka była śliczna, pastelowa a Misia jakoś biegiem z niej wyrosła. Oddałam tę kołderkę kolejnemu dziecku w rodzinie, ale nie wzbudziła entuzjazmu. Być może obdarowani liczyli na coś droższego.
Samą produkcję kołderki wspominam koszmarnie. Masa ścinków, niteczek, bawełnianego pyłu, ból kręgosłupa między łopatkami. Masa pracy a efekt mizerny.
Jakiś czas temu dziecko dostarczyło mi bardzo efektowne wzorniki tkanin dekoracyjnych, miedzy innymi były w nich hurtowe ilości łatek z drukowanych angielskich tkanin zasłonowych we wspaniałe kwiaty. W rodzimym lumpeksie też takich tkanin bywa sporo, za psi grosz nabywałam to taką, to owaką resztkę. Ilość chyba zaczęła przechodzić w jakość, bo wyciągnęłam dziś matę, obrotowy nóż, metalową linijkę i skroiłam kwadraty. Nie jestem aż taka ambitna, żeby zaraz za trójkąty się zabierać. kto wie, ile bym szmatek na śmierć pokroiła przy trójkątach.
Kankanka poradziła dodać kwadratom ramki. Skroiłam zatem - już przeklinając, bo nóż chyba się stępił - te diabelskie ramki. I zaczęłam zeszywać jedno z drugim.
I proszę państwa, nie mam ja do tego talentu ani trochę. Ani do koloru, ani do prostego szwu. Niestety. Ani nie mam cierpliwości, żeby się tego w pocie czoła uczyć.
Najpierw mi się zagotowało i zabulgotało, a potem doznałam wielkiej ulgi, bo patchworki mogę podziwiać u kogoś. A sama już żadnego więcej nigdy nie wykonam.
Nóż spoczął w śmietniku obok masy skrawków, a wycięte kwadraty z kwiecistej bawełny pojadą do kogoś, kto będzie umiał je z czymś połączyć i pozszywać bez falbanek. Większe fragmenty kwiecistych łączek zostawię sobie na poszewki na poduszki.
I nie będę sobie zawracać głowy cięciem, ponownym zeszywaniem, bawełnianym pyłem i obrotowymi nożami. Jutro trzeba po tym zrywie poodkurzać.
I bardzo dobrze :))) Nie ma się co zmuszać, lepiej zająć się tym, co potrafimy i co sprawia nam przyjemność. Ja tez różnych rzeczy w życiu próbowałam, ale do niektórych na pewno nie jestem stworzona :)
OdpowiedzUsuńA pewnie, i tak uważam, że za dużo już tych hobby rozmaitych mam, w każdym powinno się terminować z pasją, a ja skaczę jak konik polny to tu, to tam.
UsuńJezusmariojozefieswiety, nozyka nie wyrzucaj, toz to drogie dranstwo a tyko wymaga nowego ostrza. Szmat tez nie wyrzucaj, bo to grzech. ja przygarne, ale zdalaczynnie na razie, chwilowo nie wybieram sie nazad do PL.
OdpowiedzUsuńa co do szycia rowno to ja tez nie umiem, ale mam taka linijke gruba na szerokosc szwu i sobie rysuje linie szycia. maszuna ma to w sobie narysowane defaultowo.
ja tez juz daawno przestalam byc ambitna i szyje glownie z kwadratow, prostokatow i trojkatow (szytych z dwoch kwadratow zlozonych razem z linia narysowana do szycia i ciecia po przekatnej.
Ten nożyk to chyba badziewie bo chybocze się ostrze i do archiwizacji w koszu się nadaje. Żadne rysowanie szwów nie jest dla mnie. No wkurw mnie ogarnia przy tej robocie kosmiczny. I nie bardzo widzę miejsce na patchworkowe rzeczy u mnie w domu. Pod psie zadki na kanapy i fotele nadadzą się kocyki wełniane z lumpeksu, które mogę bez wkurzania się wyhaftować wełną w dowolne wzorki.
UsuńMogę Ci kwiecistych resztek trochę przechować, jak będziesz w PL to po nie wpadnij :-)
Wpadne, bo przecie nawet Muszki nie znam osobiscie!!!
UsuńSzkoda, ze zarzucilas, juz sie cieszylam na niesamowity efekt... ale racja, do niektórych rzeczy nie jest sie stworzonym. Ja np do szydelka. Cos tam kiedys mozolnie sie nauczylam, wysciubilam, ale w sumie- wiecej mordegi niz przyjemnosci. Pozostaje przy drutach :D
OdpowiedzUsuńPo co się męczyć? Jeszcze żeby jak na dzikim zachodzie ten patchwork był do życia potrzebny, to tak, to by się robiło i cieszyło z odzyskania tkaniny. Ale nie jest to w naszych warunkach potrzebne i niezbędne. Szmat dookoła jest mnóstwo.
Usuńjakżeż ja Cię rozumiem.Dwa lata temu przechodziłam zafascynowanie patchworkiem.Kupiłam potrzebne akcesoria,książki i zabrałam się do krojenia i zszywania.W miarę postępu roboty moja cierpliwość się wyczerpywała, aż wyczerpała do cna.Ani to ładne było ani starannie uszyte.Pozostał tylko ból pleców,pełno szmat i kurzu.Sprzedałam akcesoria koleżance i postanowiłam, że nigdy ,ale to nigdy nie tknę patchworku
OdpowiedzUsuńNo to jesteśmy juz dwie bez talentu do patchworów :-)
Usuńha, ha usmiałam się na samym końcu. No jakbym siebie ujrzała. Miałam taaki ambitny plan by uszyc zaledwie łapki do chwytania gorących blach i naczyń wyjmowanych z piekarnika. Wszystko zakończyło się jak u Ciebie. Mega wkurw, niechęcenie wręcz kac i początek migreny. NIGDY więcej takich eksperymentów.
OdpowiedzUsuńMówiąc szczerze, to liczyłam, że na zakończenie opisu będą zdjęcia czegoś pięknego. A tu wszystko zakończyło się w koszu.
hehe, ja też byłam pewna, że Gackowa nas kokietuje w tytule ;D
UsuńNo bywa że kończy się w koszu i w odkurzaczu.
UsuńNie umiem również śpiewać i tańczyć.
Jakim cudem ja kiedyś całą rodzinę we wszystko obszywałam - nie wiem. Bluzka dla dziecka (koszulowa, z kołnierzem, mankietami, kieszonką i listwą na guziki) to było może 4 godziny pracy. A teraz mając wypasioną maszynę i wszystkie przydasie zupełnie z tym do ładu dojść nie mogę. Nie znoszę szyć.
OdpowiedzUsuńNie wiesz jak to jest ? potrzeba matką wynalazków. Sama nie wiem, jak uszyłam moim synom 2 bluzki, kiepskie, ale przypominaly bluzki. Wydziergałam tez na drutach sweterek z warkoczami dla syna i dla córki z wrabianymi wzorami. Myślę, że to było możliwe, bo nie było komputerów czyli pożeraczy czasu i mózgu ;)
Usuńnie wiem gdzie te talenty znikają, kiedyś na singerze na pedał uszyłam nawet kostium z setki z pięknie obszytymi dziurkami, dzisiaj zszyję szew jak się spruje, najchętniej w poszwie. Robiłam swetry z pięknymi karczkami z kilku kłębków i nic się nie specjalnie nie plątało. Teraz tylko patrzę, żeby jak najprościej. Gdzieś uleciały chęci, cierpliwość i umiejętności. Ewa
UsuńO Matula też tak... Z tym, że Ona krawcowa z wykształcenia ale od dawna już nie szyje i ze wstrętem w ogóle na maszynę patrzy... A szyła i spódniczki i sukienki i inne cuda...
OdpowiedzUsuńChciałabym spróbować ale i tak brak i czasu i miejsca by kolejnej rzeczy się uczyć.
W czasach, gdy nie było totalnie niczego a nosiło się ubrania z różnych resztek ze szwami po prawej stronie jeden jedyny raz zrobiłam taki patchworkowy sweter dla syna. Żeby było śmieszniej, łaty były różnej wielkości i czasem niezupełnie określonego kształtu i wszystko to szyłam w ręku. O dziwo, syn nawet ten sweter dość lubił. Ale nigdy więcej za podobne rękodzieła się nie brałam. ;) BBM
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię doskonale, bo jestem wyjątkowo mało cierpliwa, jeśli o szycie chodzi. Nie umiem i nie lubię. Ale patchworkowe dzieła bardzo mi się podobają i czasem oczu oderwać nie mogę. Kiedy moja wnusia była maleńka, trafiłam na stronę, gdzie można było zamówić prześliczne kołderki. Napisałam, zapytałam, okazało się, że kołderki są tylko dla dzieci poważnie chorych. Oczywiście, rozumiem ideę! Wycofałam się bez szemrania, Bogu dziękując, że nie mogę tej kołderki kupić... .
OdpowiedzUsuńTwoje talenta podziwiam, masz ich rzeczywiście sporo, więc jakoś obejdziesz się bez tego jednego :)
Zastanawiam się skąd mam cierplwoś do drutów? Mogę ze spkojem pruć i poprawiać,uwielbiam haft krzykowy i gobelinowy ale szycie to katorga. Róbmy to co sprawia przyjemność. Aktualnie z ręka w gipsie a więc żadnych przyjemności robótkowych, pozostało łykanie kolejnych lektur. Pozdrawiam Barbara
OdpowiedzUsuńA ja wiem, że kiedyś tam Gackowa urżnie na nowo kwadratów.
OdpowiedzUsuńBo jak nóż do kitu to robota nie szła. Można dostać kota, jak jakaś pomoc naukowa nie daje rady.
Co do paczłorów, to w moim domu pełnym chaosu one też nie pasują i dla siebie to ja szyć nie będę. Bo nie ma takiej potrzeby :)
I bez umiejętności frywolitkowania moje życie jest ciekawe, tudzież bez talentu do malowania i rysowania.
no to nie wystawie tego swojego patchworka do tymiankowego sklepu bo pewnie go nikt nie kupi,ale mam na niego klienta więc może wyślę tyko troche kasy
OdpowiedzUsuńAnonimie, to doskonały pomysł.
Usuń