Przez większość wrześniowych wieczorów powstawał szal - banan zrobiony według instrukcji, którą zamieściłam przy takimż szalu granatowym, przy Lipcowej Nocy. Ten także jest szalem dziękczynnym i ma kolory których używa osoba do obdarowania. Co ważne mój przepis się sprawdził. Robiłam go póki oczka się na drucie 80 cm mieściły, gdy było ciasno po prostu zakończyłam, trochę wełny jeszcze zostało ale nie będę jej już na nic przerabiać, pójdzie wraz z szalem na ew. łatanie dziur. Wełna to estonka artystyczna 8/1 kupiona trochę pomyłkowo, bo szukałam takiej samej ale 8/2. Zatem zużyłam i liczę że się nie pomyliłam w ocenie kolorystyki. Druty 4.
Zrobiłam sobie drugi raz czapkę z Mille Colori Sock & Lace, bo poprzedni egzemplarz komuś w maju oddałam. Wrzesień chłodny był i z reszteczki trzeba było ją bez czekania zrobić. Zrobiłam i mam. Jest w niej trochę mniej błękitu niż w poprzedniej, ale spokojnie, błękitna też mi chodzi po głowie. Bzowo - różowa zrobiona jest z najprawdziwszego kaszmiru z odzysku. Sweterek w lumpeksie był bardzo sfilcowany i nikt go nie chciał. Po rozkawałkowaniu okazało się że nie jest cięty i spruł się bardzo sprawnie. (Słyszycie? Sfilcowany kaszmir pruje się bardzo ładnie). Trzy nitki kaszmiru i jedna Kidsilk Haze od Rowana dały dzianinę tak rozkoszną w dotyku, że resztę chyba na szyjorzeja przerobię. Z granatową kurtką będzie akurat. Ceramiczne guziki z warsztatu w Lanckoronie jakimś cudem mają idealny odcień. Kolory lubią figle, czapkę odbieram jako różową bardziej, a guziki jako fioletowe. A to niemal identyczny kolor. Czapki są luźne aby nie osiągnąć specyficznego zimowego efektu czapkozy. Póki miałam masę włosów nie kleiły się tak łatwo do czaszki. Teraz doceniam luźniejsze nakrycia głowy.
A to początek swetra długo planowanego. Jego wzór ukazał się w Vogue Knitting, w jesiennym wydaniu z 2013 roku. Od tamtego czasu mam go w planie. Szukałam najbardziej niebieskiej wełny jaką zna świat i chyba znalazłam, na drutach 4 przerabiam cieniutką Lopi Einband. Szorstkie to jest, ale nie gryzie. Coś mi się nie do końca podoba połączenie ażuru z rybackim ściągaczem, próbki wychodziły lepiej, ale też podziwiałam je po upraniu. Ta wełna po upraniu pokazuje swoje drugie, puchate i miększe oblicze. Może będzie dobrze. Rybacki ściągacz powoduje, że to się strasznie wolno robi.
Nie tylko na drutach się robiło we wrześniu. Okna jesiennie umyte, pokolenia letnich much, które zdechły na oknach pod wpływem cudownych nalepek od kochanej koleżanki-blogerki usunięte, obiady się nie powtarzały, kilka książek przeczytanych i wysłuchanych, badania na prawo jazdy zrobione, dermatolog odwiedzony z powodu nagłych czarnych łat na prastarym znamieniu zaliczony - wycinanek na nodze nie będzie, jedynie steryd z kwasem salicylowym wdrożony. Zajęcia z malowania rozpoczęte, telefon wymieniony z nagła na nowy. Przy tej okazji Pan Mąż, który kocha się bawić nowymi telefonami i zawsze mi je konfiguruje wysłał w kosmos wszystkie zdjęcia. A wśród nich to jedno naprawdę istotne, z którego miał powstać spory olejny obraz. Nie zapisałam go na komputerze. Ale za to umieściłam na FB, gdzie się ładnie i bezpiecznie przechowało. Nawet rozmiaru mu FB nie zmienił. Obraz powstanie!




Szal jesienny :) dopiero po powiekszeniu widac, jakie ma ladne, cieple kolory!
OdpowiedzUsuńCo to jest rybacki sciagacz? Google ani YouTube mi nie wyszukalo :(
Fishermens Rib, brioszka po nowemu a patent bądź ścieg angielski po staremu.
UsuńTak po wygladzie myslalam wlasnie ze angielski :)
UsuńNiedlugo zwariuje od tych roznych nazw!
Ciekawa jestem jak ci ten ozor na obrazie wyjdzie? Bedzie trudno... chyba _)
Ozora malować nie zamierzam ;-)
UsuńPomylona welna czy nie, szal wyszedl swietny, juz przez sama forme. Ja póki co, dziergam resztkowe skarpety, ale banana w planie mam. Welne estonke tez ;)
OdpowiedzUsuńBardzo udala Ci sie ta rózowa czapka, juz przez same guzikowe ozdoby!
Franiowy jezor jak flaga na wietrze! Poszlam z ciekawosci obejrzec to i inne zdjecia Mirci, i co mi sie przede wszystkim w oczy rzucilo, to jej spojrzenie, takie jeszcze "obce". To byly jej pierwsze zdjecia u mnie, na poczatku, ma calkiem inna niz teraz fizjonomie, spojrzenie, mowe ciala. Jakby to byl zupelnie inny pies.
Mircia jeszcze wtedy nadziei nie miała. Jeszcze była bezdomna we własnym mniemaniu. Teraz to królowa podwórka, prawdziwa lady Mira von und zu. :-)
UsuńDobry wieczór,
OdpowiedzUsuńPytanie blondynki, ile trzeba narzucić oczek robiąc te większe czapeczki? Bardzo mi się podobają.
Pozdrawiam,
Kalina
Matka Burda kazała na drutach 5 narzucić 61 oczek, ja narzuciłam 81 na 4 i jest chyba ciut za luźno. Ale sobie poradzę, jak się rozwlecze to podszyję taśma albo gumką.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, mało dziergam, głównie szaliki i proste czapeczki dla wnuków. Teraz chcę coś dla siebie . podglądam pani udziergi i chyba nigdy nie dojdę do takiego poziomu, są tak dopracowane.
OdpowiedzUsuńKalina