niedziela, 7 stycznia 2018

Zamykam rozdział

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Koniec wynajmowania, martwienia się o lokatorki i lokal. Moje rodzinne mieszkanie idzie pod młotek. Z jego pierwotnych lokatorów prawie wszyscy umarli i nie mają w sprawie nic do powiedzenia. Po śmierci mamy utrzymałam je przez ustawowe 5 a nawet siedem lat i uciekłam przed 23% podatkiem. Zatem sprzedaż.
Z bardzo grubsza oczyściłam je z rupieci siedem lat temu, teraz trzeba było proces czyszczenia doprowadzić do końca.
Moja rodzina nie była zbieraczami (to po nas będzie miała Misia dopiero zabawę) ale niczego nie wyrzucali do śmieci. Największe emocję przy sprzątaniu powodują takie codzienne przedmioty schowane w jakichś skrzynkach z narzędziami czy w kątach spiżarni. Ot nikt z obecnej w mieszkaniu młodzieży nie rozpoznał klucza do przykręcania łyżew do butów. Prawda że takie łyżwy już za mojego dzieciństwa były anachronizmem, ale były jeszcze czasem widywane.
Znalazłam pewien scyzoryk, który w wakacje 1972  roku nie dawał mi spać. Uparłam się żeby mi go kupiono, wszyscy mieli scyzoryki i grało się nimi w pikuty. Mama powiedziała, że jak go zgubię to mi już nic nigdy nie kupi. Byłam jeszcze w wieku, gdy wierzy się rodzicom, a mama była wyjątkowo prawdomówna. A scyzoryk się gdzieś zapodział. Znalazł się w końcu w kieszeni płaszcza kąpielowego, było wtedy paskudne, zimne, mokre lato, wakacje spędzałam na działce kuzyna ozdobionej cementowymi grzybkami odlanymi w miednicy. Ośrodek mieścił się w Janowie nad Brdą, a mój obecnie łysy i podobny do Marksa brat cioteczny miał rok i straszne zapalenie jamy ustnej. Modne były kędzierzawe peruki i istnieje zdjęcie Arkadiuszka w takiej peruce i w okolicy cementowego grzybka. Krasnoludka na zdjęciu nie ma. Babcia zebrała z działki wszystkie krasnale, nawet tego z wędką co łowił ryby w miednicy, bo miednica do mycia była potrzebna... Arkadiuszek był ponadto dla krasnali zbyt wielkim zagrożeniem. No i babcie trzęsło na widok tych cudnych ozdób.
W dwa dni dzięki krewnym i znajomym wyczyściłam cztery pokoje do czysta. Meble rozebrano do cna: oryginały Kowalskich z lat sześćdziesiątych biorą nabywcy mieszkania, mój panieński tapczan wraca do mnie, IKEA rozeszła się po ludziach, szkłem i porcelaną zajęła się rodzinne historyk sztuki (tak! były tak stare, że wzbudziły jej zainteresowanie), to i owo zabrałam do siebie, krzepcy mężczyźni ze środkami transportu rozwieźli dobro po mieście. Mama by umarła drugi raz, gdyby się dowiedziała, że jej cenne butle gazowe, kuchenki działkowe i cała zawartość szafki z narzędziami, gwoździami i rurkami wyląduje w złomie. Bogu dzięki za istnienie takich skupów.
Czysto, pusto, przestronnie. Stan niemal jak w 1960 gdy budynek powstawał. Nabywców bardzo to cieszy, zwłaszcza dębowe doskonale położone parkiety, ceglane ściany i szafy wnękowe nie przerobione na Komandora.
Jeżeli jutrzejsza kwalifikacja Alicji do operacji drugiego oka da mi kilka dni przerwy w nieustającym maratonie wyczerpujących przeżyć to chwilę odpocznę.
Chętnie bym poodpoczywała z powodu właśnie mojego tapczanu.
Po notce o włóczkowym Stasiu Mdanka zwierzyła mi się, że ma tapczan włóczki. Żaden powód do wstydu: Alicja też miała pełen tapczan wełny, moja babcia miała tylko wąski pojemnik kanapy do przechowywania dóbr. A ja mam dwie szuflady w komodzie i trzy szuflady w łóżku Hemnes
Drogi i pozornie fajny ten Hemnes. Niby się na dwuosobowe spanie rozkłada. Na takie kombinację to u mnie miejsca nie było. Po dziewięciu latach stania w buduarze Hemnes pożółkł, poobijał się i porozklejał gdzieniegdzie. Szuflady trudno wyciągać w ciasnocie, choć na Hemnesie spały głównie dwa psy (20 kg do spółki) i czasem Alicja to strasznie się zużyło od samego stania. No i wasserwaga mówiła wyraźnie że jest krzywe. Skulgnąć się z niego można było na podłogę. Jak na pełnym morzu było na tym ślicznym Hemnesie. A w rodzinnym mieszkanku stał mój tapczan kupiony w zimę stulecia gdy rotunda w powietrze wyleciała. Tapczan składa się ze skrzyni na pościel i pokrywy, na której można było położyć materac. Aktualnie tapczan ma trzeci materac. Tapczanowi nic nie dolega i jest poziomy. Pan mąż wybebeszył Hemnesa i został po nim aby ten śliczny płotek dookoła. Krzepcy mężczyźni w ten płotek wstawili mój stary, pojemny, poziomy tapczan. Wygląda to tak jak przedtem. Jeszcze nie próbowałam utknąć tam całego stasia, ale zawartość hemnesowych szuflad tapczan łyknął i nie zauważył. Chyba tapczan ma potencjał!

8 komentarzy:

  1. Marzę o wygodnym leżu, ach...
    Gratulacje! Sprzedaj szybko i dobrze! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już samiutka końcówka sprzedawania. Jeszcze tydzień i lokal zmieni właściciela.

      Usuń
  2. No popatrz, ja jeszcze miałam w dzieciństwie takie łyżwy przykręcane kluczykiem, pamiętam ten kluczyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez! Na takich na zlodowacialej ulicy nauczylam sie jezdzic na lyzwach. Szkoda, ze nei mam do oproznienia rodzinnego mieszkania, lubie znajdowac skarby. Gratuluje rozparcelowania klamotow!!

      Usuń
  3. porządki w domu - porządki we wspomnieniach...

    Hemnesa miałam i właśnie ze względu na te
    pojemne skrzynie (potencjał włóczkowy) szkoda
    było mi się go pozbywać - teściówka dostała i
    używa głównie szuflad :DDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Tapczan jest najlepszy.Też podobnie sprzedawałam mieszkanie po mojej Mamie,ale nie czekałam 5 lat (o ten podatek)ale już wcześniej zapisane było na mnie u notariusza.Ach wspomnienia...
    Ten tapczan to był robiony na stalunek w latach 50 tych (ja miałam wówczas 5 lat)tapicer z pozstałości materiału zrobił mi misia (w środek dał trociny)to z początku lekko "chrzęścił" i miał śliczne niebieskie oczy.Pamiętam go doskonale.Teraz takich misiów nie ma,bo ten mój miś,miał ręce i nogi jakby u lalki tzn ruchome,że można było nimi obracać.Ten tapczan służy mi do dzisiejszego dnia i najlepiej się na nim wysypiam.Wprawdzie odnawiałam mu tapicerkę i wzmacniałam wiązania miedzy spreżynami,to tapicer aż się przygladał i mówił,że teraz takich wiązań się nie stosuje.Najlepsze spanie jest na tapczanie.Wstaję wypoczęta i wyspana.Zauważyłam (śpiąc gdzie indziej np.na wczasach),że przy przekręcaniu się z boku na bok ,jest duża amortyzacja dzięki tym sprężynom i nie odczuwa się "twardości".To tyle na temat pochwały spania na tapczanie.Pozdrawiam noworocznie krystyna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zainteresowal mnie ten betonowy grzybek, ja jestem znawca kwietników oponowych ;)

    Gratuluje pokonanej pracy i wszystkich sil na to przeznaczonych, jestes silaczka!

    (tez jestem zdania, ze im czlek starszy, tym mniej powinien miec na glowie, mieszkan, dzialek, obowiazków.... wiec jestem za redukcja)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Betonowy (cementowy) grzybek powstaje z cementu wlanego do miednicy, w zastygający cement wtyka się gruby, drewniany kołek. Po zastygnięciu surowca wyjmuje się odlew z miski, stawia w ogródku pod drzewem do góry nogami i maluje się wierzch na czerwono w białe kropki. Pod takim grzybem trzeba postawić ceramicznego krasnala.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.