Minęło wiele, wiele lat, odkąd chodziłam po parku ze spacerówką, w której rezydowała Misia. Jeździłyśmy do parku na Skarpie, obok Sejmu, dzieciak uczył się chodzić po parkowych alejkach, a jak się zmęczył, to potrafił i na czworaka pomykać asfaltowymi alejkami. Drąc cenne ogrodniczki na kolanach. Spacerówka była moją wierną przyjaciółką.
Kiedy Kretka miała problemy z chodzeniem zorganizowałam sobie wózeczek spod śmietnika, mocno przechodzony i wypłowiały, ale z nienagannie pracującymi mechanizmami hamulców i składania. Długo Kretka go nie używała, bo ją na łapy postawiliśmy i sama mogła chodzić. Wózeczek stał w komórce i pajaki przyoblekały go w gustowne koronki. Ostatnio w czerwcu woził worki kleju do remontu. Dziś wyciągnęłam go z komórki, otrzepałam z grubsza z pajęczyn i cementu, zapakowałam do niego Franię, Muszkę na smycz i poszłyśmy w ulubione krzaki.
A starszak biegnie przodem , jak dzieci...
Po 40 minutach buszowania psina siadła na ogonie, znaczy ma dość. To wracamy.
A jak zdejmiemy szwy to zaczniemy znów rehab. I miejmy nadzieję pożegnamy się z wózeczkiem. Ale póki co cieszę się że go mam.






Świetne jesteście wszystkie trzy! Wyrazy najszczerszego podziwu!!!
OdpowiedzUsuńA gdybyś jakiś kurs radzenia sobie z życiem założyła, to zapisuję się pierwsza i bezwarunkowo :)
Łada
Prawdziwa karoca dla Księżniczki Frani! Niech szybko zdrowieje ♥
OdpowiedzUsuńJak dobrze, ze ta kareta Ci wtedy jak z nieba spadła.
OdpowiedzUsuńFrania ma taka minę, jakby liczyła, ile właściwie mam jeszcze tych bioder? 😉
Świetnie, że okazalo sie po drodze, ze mysia rehabilitacja daje dobre efekty. Dalej tak!
W Anglikowie już kilka razy widziałam pieski w wózkach, co by nie mówić o Anglikach kochają swoje zwierzaki tak jak my Polacy. A wózek choć używany to wygląda zacnie.
OdpowiedzUsuń