Zachwycona projektami Alice Starmore sprawiłam sobie kiedyś najstarszą wersję książki Tudor Roses ze swetrami fair isle w konwencji dynastii Tudorów. Książka miała wznowienia, ale nie było w nich już ani modelu Jane Seymour, ani Henry VIII, zatem zostanę przy moim egzemplarzu z oślimi uszami i nowego nie kupię. Swetry są zachwycajace, choć niby dla mnie za małe. Ale w książce Fair Isle Knitting Alice Starmore detalicznie objaśniła jak się te swetry robi, jak się wylicza wzory aby zgadzały się w pionie, poziomie i na ramionach i jeszcze na człowieka rozmiarów dowolnych wlazły. Wygladało to na niezwykle skomplikowane, poza tym krótkie obliczenie ceny surowca na coś takiego studzi nieco zapędy wykonawcze. Tweedy od Jamiesona czy oryginalne włoczki od Virtual Yarns to obłęd jak o cenę chodzi. Nie dla mnie. Zwłaszcza w połączeniu z mozolnością roboty. I niejasnoscią, czy to się w ogóle zrobi.
Ale odkąd w sklepie Liloppi jest w sprzedaży Luna, a we Włoczkach Warmii Inga, czyli w obu przypadkach Dundaga Lace 6/1 w bajecznych wprost kolorach we łbie zaczął mi kiełkować pomysł fałszywego swetra fair isle. Może nie takiego prawdziwego, z kolorami zmienianymi w każdym rzadku, ale jakby tak zdać się na wełnę w sprawie przechodzenia barw a zastosować wyrabiany wzór z innego motka? Ravelry pokazało wiele tak wykonanych swetrów z łotewskich wełen i efekt jest zawsze wspaniały.
Zatem upolowałam dwie różniące się tonalnie wełny (no bo wzór ma być widoczny niezależnie od tego jak te kolory się same ułożą), zrobiłam próbkę, policzyłam wszystko jak trzeba i zaczęłam dłubać.
Na oryginalnym swetrze Jane Seymour wzór który wybrałam na mój wyrób stanowi tylko dyskretny, ledwie widoczny element fragmentów. Ja mam zamiar go zrobić na całości wyraźnie, renesansowo i spójnie. Na razie wygląda to tak:
Efekt jest wspaniały, ale nastąpił pewien zonk. O tym, że Dundaga w robocie ściegiem pończoszniczym daje dzianinę skręconą, wiedziałam. Na pojedyńczeej dzianinie bez zapięcia rzecz można zlekceważyć. Ale mieć w kardiganie zapięcie od lewego obojczyka do prawego biodra???
Zapytałam ekspertów. Najpierw w dziele dziewiarskim typu Wstęp Do Nauki O Słoniu (1000 stron o dzierganiu, bardzo teoretycznych). Autorka kazała rozkrecać wełnę w trakcie robienia, aby ją zrelaksować. Rozkręcałam, zaczęła się rwać. Tyle, że nie dodaję już przekręconej przędzy dodatkowego skrętu rozwijając ją byle jak z motka, a odkręcam te ciasteczka na śliskim stole.
Danka i ekspertka od łotewskich wełen Łada kazały dorzucić tu i tam po kilka lewych oczek, byle nie robić ściągacza. Ściągacz będzie się kosił. No i tak w trzecim powtórzeniu wzoru tło zaczyna być robione jakby ryżem. Nie konsekwentnym ryżem, bo na styku kolorów w poziomie lewe nad prawym będzie strasznie wyglądało i wzór zginie.
Chyba pomogło, ale kilka pierwszych rzędów szło jak krew z nosa. Strasznie trudno zrobić lewe oczko z tym ustrojstwem do nitki na palcu i z obiema nitkami do niego przymocowanymi. Robiłam to pomagajac sobie i językiem i stukając nogą.
Ten sweter zapowiada się na robotę wieloletnią. Chwilowo są warunki. Z okulawioną Franią na jednej niekoniecznej a drugiej nieczynnej nodze nie da się chodzić, Pan Mąż w wirze roku akademickiego, reformy Gowina i różnych ogólności interesuje się mną dość przelotnie, więc mogę siedzieć i dłubać. Ale to jest bardziej jak haft niż dzierganie. Szybko nie skończę a są inne priorytety. Kardigan choćby, Mirelle wołające z tapczanu i moc prześlicznych skarpetkówek.
Jak polegnę na rękawach to będzie kamizelka. Tylko po co mi kamizelka???





"Robiłam to pomagajac sobie i językiem i stukając nogą."
OdpowiedzUsuńO borze szumiący, jak ja chcę to zobaczyć ;-)
*dzięki wielkie za poprawienie humoru!*
Uściski!
Piszę a Ty czytasz i to dokładnie. Super, Lenny.
UsuńPo co czytać niedokładnie? ;-)
UsuńA udzierg imponujący, ale Ty mi zawsze imponujesz, każdym udziergiem, to się nie powtarzam za często.
Cmoki w nosy dla Psiątek ♥
Ucałowania i gładki dla Miśka. Zawstydzasz mnie. Gdzie mi tam do licznych znanych nam dziewiarek, wciąż robię proste rzeczy, tyle że kolorowe.
UsuńTa... proste... weź mję nie rozśmieszaj, bo mnie kolana bolą :-)
Usuń♥
Że się wtrącę troszeczkę... Całość moim zdaniem nie polega na dzierganiu karkołomnych, wyrafinowanych w konstrukcji cudów. Ma być piękne. A tobie się udaje piękne.
UsuńPozdrawiam i głaski dla rekonwalescentki
O! Dzierganie na lata, faktycznie... Ale ślicznie Ci wychodź 😎 to na palec, to taki naparstek z haczykami? Da sie lekko obsługiwać?
OdpowiedzUsuńPowodzenia i anielskiej cierpliwości życzę, a rekonwalescentce bezkomplikacyjnego powrotu do pionu na 4.
To coś na palec jest proste i pomocne, ale trochę potrwało nim nauczyłam się z tego szybko uwolnić.
UsuńWychodzi naprawdę pięknie, warte nawet pomocy jezyka i tupania nogą, ale pochłonie ocean czasu, przypominam sobie, ze kiedyś na blogu jakiejś Kanadyjski czy Amerykanki czytałam,że zrobienie swetra wzorem Anna Boleyn zajęło jej dokładnie 1 rok. Trzymam kciuki za rękawy i za całośc.
OdpowiedzUsuńGackowo droga! Znalazłam - czytałam na blogu, ale o książce Adrienne Martini, kóra nie Anne Boleyn tylko Mary Tudor dziergała cały rok. W książce sa ponoć uwagi techniczne, jak się dzierga tego typu projekt.
OdpowiedzUsuńOwszem są. Fair sile robi się zawsze dookoła, druty z żyłką ułatwiają sprawę. Kanonicznie nie używa się poza ściągaczami lewych oczek. To nie jest jakieś trudne bardzo. Trzeba podążać za prostym dość wzorem i tyle.
UsuńWspaniale wychodzi, życzę ukończenia swetra :)
OdpowiedzUsuńDawno nie zaglądałam na paninego bloga. Dziś coś mnie tknęło i szczęka mi opadła. Wielki podziw. Mnie mylą sie oczka przy ściągaczu a co dopiero mierzyć się z fair isle. A tupanie noga przypomniało mi córkę, gdy karmiła piersią synka waląc przy tym piętą w podłogę. Trwało to jakiś czas. Przy córce już tego nie było. Wniosek: ćwiczenie czyni mistrza i tego trzeba się trzymać.
OdpowiedzUsuńTak, wprawa nie przeszkadza.
UsuńJuz po przeczytaniu opisu jak dziergasz to byłby dla mnie koszmar. Podziwiam i czekam na finał. Troszke to to pokrętne w dzierganiu (jak dla mnie).
OdpowiedzUsuńO, jak miło wieczorem poczytać o czymś ładnym i interesującym...
OdpowiedzUsuńDasz radę, niezwykle pięknie to wychodzi, ryż doda trzeciego wymiaru, a kolory są tak podniecające, że w pewnej chwili nie będziesz już mogła przestać.
A ja robię żakardy zupełnie bez niczego, trzymam jednocześnie wszystkie włóczki na palcu i z nich wybieram jedną, pilnując, żeby się krzyżowały. Muszą się krzyżować co najmniej co 3 oczka, a lepiej częściej. Jak się robi tylko po prawej stronie, to nie powinno być problemu nawet z tymi lewymi. Pokażę Ci na Szarotkach.
A biedulka Frania niedługo będzie śmigać, niech tylko o wszystkim zapomni.
Serdeczności
Łada
No to juz teraz wszystko dokladnie wiem :)
OdpowiedzUsuńCzyli musze znalezc dobra, cienka welne, ale nie pojedyncza, no i tak jak napisalas "Trzeba podążać za prostym dość wzorem i tyle" :))))
To "i tyle" mnie zlamalo ze smiechu, bo ja wiem jak sie dzierga kolorowe wzorki!!!
Jeszcze nigdy mi sie nic nie kosilo, poniewaz nigdy nie robilam z singla, ale nie bede probowac.
A wiec (wiem, wiem, nie zaczyna sie ...) udaje sie na poszukiwanie welenki o dwudziestu kolorach!
Ustrojstwo do prowadzenia nitek mam, jeszcze nie probowalam, kupilam takie plastikowe z zatrzaskiem, bo mi te metalowe na paluch nie wchodzily :(
Pozdrawiam, rowniez czworonozne :)
Ewa na Szarotkach zamiast ustrojstw używa duzego (naprawdę dużego i szerokiego) pierścionka na palec wskazujący. Robi to samo a łatwiej się z niego uwolnić jak telefon dzwoni albo pies ma sraczkę. Ta sprężynak kosztowała 11 zł, pierścionki ogromne są droższe, chyba że jakiś się już ma w szkatule. To ja, Gackowa, wciąz mi tu nie zalogowuje
UsuńBardzo jestem ciekawa, jak będzie wyglądać ten sweter (albo kamizelka... :))
OdpowiedzUsuń