Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Deszcz pada i powoli nasze suche mieszkanie zaczyna pachnieć jak podmokły domek kempingowy na wakacjach. Zwłaszcza łazienka z wiecznie mokrymi ręcznikami i psia szuflada w przedpokoju. Nie tak dawno uprałam wszystko co w tej szufladzie było, bo zapach zgnilizny z niej się dobywający był nieznośny i znów trzeba to zrobić, tylko o wysuszeniu zawartości nie ma co marzyć. Ręczniki natychmiast po użyciu lądują w suszarce.
Wilgoć nagła i wszechobecna jest trudna do zniesienia. Psy nie chcą wychodzić z domu w płaszczykach. A jeszcze tak niedawno modliłam się o deszcz, teraz rośliny na tarasie topią się w deszczówce. Jak na dworze nie ma czego szukać to wdrażamy zajęcia świetlicowe. Na biurko wyjechało malowanie. Kopia J.C. Christiensena powstała. Nad tłem trzeba było pogłówkować, Zielona czerń musiała się spotkać bezkolizyjnie z czernią niebieską. Na dodatek ściana lasu powstała w technice wielokrotnego maskowania. Efekt jest zgodny z oczekiwaniem.
Obrazek poszedł się oprawiać, nowa właścicielka już naszykowała kawałek ściany.
Strasznie mi brakuje czwartków malarskich, gdzie można było sobie o malowaniu pogadać. Nie malujących szczegóły techniczne strasznie nudzą i nie wykazują zrozumienia dla rozważań o jakości lateksowej maski, barwników quinokrydonowych, czy nieużyteczności żółcieni kadmowej mimo jej miłej ceny i trwałej barwy. Nikt o tym nie chce słuchać.
Dostałam w prezencie dywan. Stary, co najmniej 60 lat mający, a może i sto. Podszyty skórą na brzegach, wprost z pralni. Właścicielka ma go dość. Dzieci ofiarodawczyni też go nie chcą. Ogromny, 4,5 metra długi zasłania cały salon i nawet jest trochę zawinięty pod wyjściem na balkon. Ale zasłania okropną żółtą podłogę z patyczków polakierowaną byle czym. Zapewniano mnie że jest wełniany, ale chyba jest jedwabny. Krótkowłosy. Pochodzi z Łodzi, możliwe że z jakiegoś pałacu łódzkiego barona. A może nie? Alicja twierdzi,że po wojnie łodzkie fabryki robiły jedwabne dywany w takich rozmiarach. O jedwab było łatwiej niż o wełnę, jedwab był na składzie. Można jej wierzyć, jej ojciec był przewodniczącym Rady Narodowej w Łodzi i się na tym znał. Mimo pobytu w pralni w tej wilgoci roztacza specyficzny zapaszek czegoś bardzo starego. Ni to dymu z kominka ni to resztek organicznych. Może się wywietrzy?
Tak czy siak Bajce na nim ładnie.
Figureczka na następnej fotce wprost z lumpeksu. Ni to west, ni to cairn ale w typie obu. Daje się akwarelami malować i ponownie umyć do białości.
Bajka jako dziecko bała się wody i unikała nawet najmniejszej kałuży. Teraz jako niemal roczny podrostek zmieniła zdanie i zaczyna cenić ten żywioł. Tu penetruje kałużę na psim wygonie.
Prawda, że wcielenie niewinności? Dzieciuch przesłodko wyglądający. Tyle, że poduszki na których śpi są pogryzione i poszarpane, narzuta i poszewki w pralce, bo w co się taki pieseczek prosto z błota wytrze? W pańci łóżko oczywiście.
No skoro tak się lubi chlapać to na upały basenik kupiłam. Teraz deszcz do basenika pada. Basenik jest coraz głębszy.
Frania od jakiegoś czasu suplementy na stawy przyjmuje. I muszę stwierdzić, że te psie suplementy są chyba od ludzkich skuteczniejsze. Cztery lata temu, kiedy Frania do nas przybyła, dawała radę wleźć na oparcie kanapy. Potem nigdy już tego nie zrobiła. Po tygodniu łykania żelatynowych kostek stał się cud:
Nie dość że sama tam wlazła to nie dała się Bajce wypędzić. Spojrzenie Cairna jest bardzo wymowne. Dziewczyny coraz częściej się bawią, przekomarzają i wyrywają sobie piłeczkę. Dawanie im dwóch piłeczek jest bezcelowe, musi być jedna i trzeba ją sobie wykradać.
A na drutach powolutku robi się Panna Wodna, kardigan,czy też żakiet z muszelek w kolorach wody. Przybywa powoli, ale przybywa. W realu robię już czwarty rząd tych elementów. Rzecz zapowiada się na bardzo szeroką i chyba jak dojadę do talii to zmienię elementy z szerokich łusek na centralnie zbierane kwadraty robione ściągaczem. Powinno to wyrób zwęzić.
Bardzo mi się podoba że robiąc dużą rzecz z małych elementów można pogodzić ze sobą motki, które w innym przypadku pogodzić by się za nic nie dały. No sami na zdjęcie popatrzcie. Dziwne resztki, draczne kolory nagle zgodnie śpiewają jedną piosenkę bez fałszywych nut.





Ależ ten dywan jest piękny!! Wspaniały! Zazdraszczam, ale tak zdrowo. :)
OdpowiedzUsuńKasiaPoland
Nie zazdraszczaj, ma wady. Jest tak wielki, ze nie dam rady go sama podnieść, nie da się go uprać w wannie i naprawdę dziwnie pachnie. Trzeba przywyknąć.No i chyba częściej niż dotąd będę jeździć na odkurzaczu.
UsuńAle numer, myślałam, że tylko moja Nelka mości sobie posłanie na szczycie wielkiej poduchy od sofy, a to wcale nie taka rzadkość. Ostatnie dni były rzeczywiście bardzo mokre i wyjście na spacer z psem nie było przyjemnością, powrót do domu małego brudasa był więcej niż pewny. Zapach mokrego psa w mieszkaniu nie jest tym, który chciałabym zatrzymać na dłużej. Ciekawa jestem ukończone Panny Wodnej.
OdpowiedzUsuńTeriery bardzo lubią siedzie wysoko. Parapety, oparcias kanap to świetne punkty obserwacyjne. No i widać jak się zbliża matka ze złym zamiarem (grzebień?)
OdpowiedzUsuńCzasami mam wrażenie, że zamiast psa, mam w domu kurę, co to gdy da się jej grzędę, to jeszcze wyżej siędzie :)
UsuńA u nas upal, upal, upal. Jutro ma grzmic i padac. Ponoc.
OdpowiedzUsuńMirce basenu nie kupie, bo nie lubi. Poszla obejrzec basen Sunny, nie dala sie namówic.
Dywan moze jakis Febreze potraktowac? Bo ladny faktycznie jest.
To chyba już wolę zapach tego dywanu solo niż z jakimś odświeżaczem. Wmówiłam sobie, że to kominek dał taki zapach wędzarniany a ni psie siuśki.
UsuńDywan przewspaniały. Wiele wskazuje na jedwabno-wełniane dzieło vintage z Tebriz (Tabriz) - wówczas nie tylko rozmiar miałby imponujący, ale i wartość (idącą w dziesiątki tys.$). Oj, jest chyba czego "zazdraszczać".
OdpowiedzUsuńBardzo fajny wpis. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń