Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Wszechobecne napomykaniu o samodzielnym szyciu blog Brahdelt i wpisy Pimposhki dały mi do myślenia. Jeszcze bardziej popędziła mnie uciążliwość kupowania odzieży na konkretnie mnie. Jestem niska, okrągła w środku, szeroka w barkach i nie przepadam za eksponowaniem ciała. Kolory wielbię wściekłe, ale bez złotych, srebrnych i brylantowych elementów. Hurtowni tkanin namnożyło się wokół a jedna jest nawet bardzo blisko. Maszyna stoi i się starzeje i nic nie robi. Wstyd.
Porażka z szytą wg Burdy tuniką tylko mnie rozzłościła.
W bibliotece wpadła mi już drugi raz w ręce książka Jana Leśniowskiego "O szyciu prosto kreatywnie i modnie." Za pierwszym razem uznałam, że ja i tak już wszystko wiem, mnie to nie potrzebne, kto będzie robił nietoperza z dżerseju i phi, co mi tam. I jeszcze te autobiograficzne głodne kawałki, lans sam. Tym razem nawet autobiografii autora nie tknęłam, uznałam ją za ser w/g Kubusia Puchatka, skupiłam się na miodzie, na istocie rzeczy.
I dowiedziałam się jak sobie zrobić wykrój z tego, co gotowe leży w szafie.
We łbie mi się otworzyło.
Na pierwszy ogień poszły pewne gacie.
Spodnie od sari z lumpeksu, jedwabne, na trok. Genialnie leżące, choć mają po prawdzie tylko trzy szwy.
Nie piją w tyłek nigdy, bo mają w kroku klin. Skos zapewnia ruchomość nóg mimo wąskich nogawek. lejący, chłodny materiał w upały jest niezastąpiony przez żadne talki ani legginsy z elastanem. Ludy z ciepłych krajów wiedziały jak sobie radzić w upały.
Zrobiłam wykrój metodą Leśniowskiego. Na stole ręcznik, papier, spodnie dobrze ułożone, igła w dłoń i kalkujemy. Kierunek nitki też kalkujemy, to w końcu skos.
Gacie okazały się szmatożerne jak to duże części ze skosu, dwa metry wiskozy pożarły. Z tego co zostało może jednakowoż jeszcze halka pod lnianą sukienkę robioną na drutach powstanie. Lily bez szemrania zrobiła swoje. Tym razem zamiast bawić się zygzakami użyłam mitycznej stopki J i ściegu overlokowego do szwów. Poszło szybko. Zamiast troka w pasie wciągnęłam gumkę.
Z t-shirtami zawsze jest problem. Za ciasny w brzuchu, za krótki, za cienki dżersej i się lepi do cielska. Ale jeden taki kiedyś w Tatuum się trafił fajny. Już trochę spłowiał. No to buch na stół, ręcznik, papier, igła w dłoń. Jest bez rękawów to poszło biegiem.
Metrowa resztka pętelkowej dzianiny starczyła na tunikę. Ze ścinków z nieudanego uszytka akurat worki kieszeni powstały. Mdanka dała matematyczny przepis na listwę przy dekolcie (długość dekoltu - 10, 15 %) a Lily uprzejmie zaimitowała ściegi overlockowe na dzianinie.
I mam przydługi podkoszulko tunic z kieszeniami. Za to kolorowiuuuusi.
Lilowy overlock
I gacie i tunika obejmują mnie bez narzekania. A z Dresowka.pl lecą kolejne dzianiny.
Nawet jeśli te cyfrowe nadruki nie są bardzo trwałe, to trudno. Mogę się z praniem tego bawić. Grunt, ze przy tworzeniu ubrania nie było ani jednej upokarzającej minuty w przymierzalni.
Do szyjących mam jedno pytanko, czym się teraz fastryguje? U mnie w domu był kłębek luźnej, bawełnianej przędzy używany tylko w tym celu. Fastryga nawet przeszyta maszyną dawała się usunąć. Skończył się był niestety ten kłębek już dawno i uzywam jakiejś bawełnianej nici z lumpa na kilogramowej szpuli. Dobrze się sprawdza, ale czym to się teraz fachowo robi?


O, jak ja Ci zazdroszczę! Mam jakieś kilometry tkanin, a nie mam umiejętności, żeby cokolwiek uszyć, ugh...
OdpowiedzUsuńGackowo, nabądź znikonitkę, czyli nici Aquarena (są w wymienionej przez Ciebie dresówce, są w paru sklepach na alledrogo). Zero wydłubywania fastrygi przypadkowo przeszytej szwem docelowym, wystarczy żelazko z parą :)
OdpowiedzUsuńO Janku Leśniaku jestem bardzo dobrego zdania, odkąd parę lat temu poszłam na prowadzone przez niego warsztaty konstruowania i szycia spodni. Janek jest życzliwym, szalenie sympatycznym człowiekiem, a „miodu” w jego naukach jest pod dostatkiem. Medialnie poszedł w nieskomplikowane konstrukcyjnie szycie, co w sumie jest dobre, bo czy wszyscy musimy mieć ambicję zostania drugim Balenciagą? Niemniej Janek ma rzetelną wiedzę o wszelkich niuansach także tych skomplikowanych konstrukcji, co na warsztatach spodniowych bardzo się przydawało.
Ooo! Kolejny fajny trik. Nie znałam czegoś takiego i widzę, że to raczej popularne w Polsce, Amazon o tym nie wie, co jest niesłychane. Jak będę robić zakupy w dresówce to wrzucę do koszyka.
UsuńMario De Gustibus, dziękuję! Jak to się stało, że nie trafiłam jeszcze na Twojego bloga o Tobie czytając co chwilę tu i tam? Nie wiem! Już nadrabiam zaległości.
UsuńBardzo mi miło! A ja niezmiennie mam nadzieję na osobiste się poznanie, ale na tyle rzadko pojawiam się na Szarotkach (tylko na tych ogólnopolskich i raz na regularnych), że jakoś się dotąd nie złożyło. Jestem wierną czytelniczką Twojego bloga (doceniam zarówno meritum, jak i styl), a wpisy psie podsyłam przyjaciółkom-psiarom, które bardzo je doceniają.
UsuńNo i jeszcze dodam, że bardzo mi się Twoja najnowsza twórczość szyciowa podoba. Kolory tuniki twarzowe, a krój całości idealny - luzacki, ale bez przesady. Coraz bardziej mam chęć pójść w tym samym kierunku: w odrysowywanie sprawdzonych krojów dzianin z własnej szafy. Mój wzrost i szerokość ramion mocno rozmijają się z wyobrażeniami producentów odzieży o kobiecie...
Uszytki zacne, spodnie super! Tunika genialna, bardzo mi się podoba chociaż ja to wolę gładkie niż kolorowe. No proszę jak się zmobilizowałaś :)
OdpowiedzUsuńKrawiectwo kwitnie! I dobrze, bo zestaw wyszedł bardzo dobrze. Pasuje do ciebie.A jeśli do tego jest wygodny, to czego chcieć więcej:))))
OdpowiedzUsuńChyle glowe przed pomyslowoscia i efektami pracy. Pieknie sie to prezentuje na autorce.
OdpowiedzUsuńMagdalenka
Oj muszę przzyznać,że wyjątkowo zgrabne te spodnie wyszły.Tunika ma cudowne kolory-to przebudzenie maszynowe ma jak widać same plusy...chociaż po zakupach materiałowych zakrojonych na szerszą skalę -może miejsca w domu zbraknąć
OdpowiedzUsuńE tam, znoszone wyleci, nowe miejsce znajdzie. Nie szyję kolekcji tylko mam w planie kilka letnich wariacji na temat t shirta.
UsuńMaslanymi oczami patrze w te Twoja bluzkotunike... ech, moze i ja kiedys dam rade??
OdpowiedzUsuńDasz radę.
UsuńTwoja "porazkowa" tunika wg Burdy mi akurat sie podobala, lecz chyba wiem, co masz na mysli... Zachecona Twoim oraz w/w blogami postanowilam uszyc sobie spodniczke (spodnice rzadko nosze, ale co tam), nawet wbrew zwyczajom dokladnie sie wymierzylam, posluchalam tabelki Burdy i mam - biodrowke duzo ponizej pepka:-(
OdpowiedzUsuńMimo to bardzo lubie czytac o sukcesach innych oraz ogladac zdjecia dowodowe. Dla takiej bluzko-tuniki warto sie zastanowic nad "specjalniejsza" maszyna. Ach Gackowo, szyj, dziergaj i pokazuj, bo Ty bardzo inspirujaca kobieta jestes.
Rozglądając się po necie w temacie szycia, to albo ktoś szyja 'klasycznie', czyli szpikuje i czasami używa fastrygi. Jak popatrzysz na szyjących na overach, to tam często nie tylko fastrygi nie uświadczysz i szpilek, ale też często nawet wiele spraw robią na oko. O ile uchodzi to w dzianinach i dresówce, o tyle, jak już coś szyjesz z tkanin nierozciągliwych, to już reszta... kicha. No, ale... Powoli, powoli, wiele się można douczyć, w samej technice, ale też i odnaleźć w całej masie nowych przydasiów. :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że wkoło masz hurtownie, czasami fajnie tkaniny pomacać, gorzej kupować tylko z netu, gdzie często nazwy i składy są co najmniej dziwne.
Powodzenia !