Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy
Jeśli kto chce ażura, to niech sobie ażuruje, ale tylko z wełny albo lnu. A oto dlaczego:
Dla pewnej panny młodej w Dolnej Saksonii zapragnęłam zrobić biały, ażurowy szal. Ponieważ ślub będzie w lecie, to szal nie mógł być bardzo ciepły, żeby panna młoda udaru cieplnego nie dostała. Zatem cieniuśka wełna i dość grube druty. Uznałam że do Haapsalu od Midary druty 4 mm będą akurat na tę okoliczność. Wzór to Beausoleil zaprojektowany przez Anniken Allis. Już go raz robiłam i wiem, że jest piękny i dobrze siedzi na ramionach. Nie przesuwa się przy każdym ruchu i ma wielkość w sam raz, nie za duży, nie za mały.
Robiłam ten szal, robiłam jak to ażury powoli, z namaszczeniem, żeby baboków nie narobić. Prawie się udało, a gdzie się nie udało to widać tak miało być. To praca ręczna a nie maszynowa.
Zatem robiłam i zrobiłam takie coś:
Tak właśnie wygląda subtelna koronka bez tzw zablokowania (dawniej: napinania). jeśli ktoś zrobi ażur z akrylu, to ten ażur na wieki już taki pozostanie. A jesli ktoś ażur akrylowy jeszcze uprasuje, to ten zrobi się jeszcze okropniejszy: miękki, flakowaty albo spalony. Niestety. Nic się z tym nie da zrobić.
Bawełnę da się ukrochmalić i napiąć, jak wyschnie będzie sztywna i ok, ale w noszeniu zmięknie i zrobi się fafluch. Len będzie się zachowywał dobrze, jedwab też, ale naprawdę urodę ażuru pokaże tylko wełna.
No to pokazuj wełno co umiesz!
Najpierw wełna poszła się kąpać w Perwolu, bo ja jestem strasznie brudna dziewiarka i ja śnieżnobiałe niteczki obracałam w łapach przez miesiąc to one już nie były białe. Zatem 20 minut kąpieli, wydeptanie w ręczniku i napinanie:
W każdy ząbek na brzegu szpileczka, wyklepać krawędź wewnętrzną i niech schnie. Po pół godzinie był suchy i wyglądał tak:
Pan Mąż posłużył jako model. Przy tej desce do prasowania wygląda jakby mszę koncelebrował, ale to zwykłe prasowanie. Za to widać ażur.
Tu być może i koraliczki malusieńkie widać. Koraliczki nakładałam na oczka przez lupę szydełkiem 0,5. No stara się robię i ślepa
Szal do Saksonii już dojechał. Niech przyniesie szczęście pannie młodej.








Cudeńko! ♥
OdpowiedzUsuńI tak, prasowanie ma coś z celebry: zwykle jest długie i nużące ;-)
Uściski!
Nie jestem nowicjuszką, coś tam już o dzierganiu wiem, ale ciągle zachwyca mnie obserwowanie procesu, jak przy zastosowaniu wody i siły rozciągającej, z wymiętego wełnianego baboka powstaje tak misterna rzecz jak powyższe "Piękne Słońce".
OdpowiedzUsuńAle piękny! I pełna zgoda tylko wełna. W sumie nawet mieszanie z jedwabiem trochę mi zniekształca koronkę w noszeniu. Też walczę z szalem ślubnym, kołem zgodnie z życzeniem przyszłej panny młodej.
OdpowiedzUsuńCóż dodać, toż to dzieło Mistrza:). Uwielbiam Twoje opisy procesu i tłumaczenia, aż się chce przeszukać własne zapasy i spróbować swoich sił w dzierganiu ....
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem wiedzy
OdpowiedzUsuńI umiejętności
Niech przyniesie! Jest piękny! Szkoda, że pewnie suknia panny młodej będzie biała i zabierze urok szalowi.Ulach
OdpowiedzUsuńCudowny! Aż mi się mój ślubny przypomniał. Panna Młoda na pewno jest zadowolona no i myślę, że przyszła teściowa pokaże nam zdjęcia na blogu :)
OdpowiedzUsuń