Skoro każdy mój pies doczekał się tu własnej pożegnalnej notki, nie powinno zabraknąć kilku słów i obrazków o Zazulce.
Kiedy okazało się, że moja mama jest tak chora, że nie wyzdrowieje, Misia miałaby zostać zupełnie sama w naszym rodzinnym mieszkaniu. Kupiłam jej wtedy Zazulkę do towarzystwa.
Jeszcze wtedy Zazulka nie nazywała się Zazulką, kombinowałyśmy z tym imieniem okrutnie, bo co by tu mogło pasować do takiego maciupeńkiego zwierzaczka? Może Bizon? Mamą Zazulki była suczka bichon. Nawet to brzmiało. Ale nie pasowało.
Było to 600 gram wiecznie głodnego i wiecznie śpiącego psiego niemowlaka. Kretka unikała malucha jak tylko się dało. Pieseczek miał może 6 tygodni i był lżejszy od naszego największego szczura.
Trzeba było strasznie uważać, gdzie stawia się nogi, bo maleństwo albo za nami dreptało, albo zasypiało z nagła tam gdzie stało.
Najlepiej spało się na Tomku, on się niemal nie rusza.
Z Misią dogadały się natychmiast
Bezpiecznie było ją zostawić na kanapie. Długo nie umiała z niej zejść.
Porcelanowy spodeczek był akurat miseczką dla pieska tej wielkości.
Mama była coraz bardziej chora, jeździłyśmy z Misią do niej do szpitala, a Zazulka z nami. My szłyśmy do sali chorych, a pieseczek zostawał z dozorcą na portierni. Dobry człowiek wkładał ją do czapki. I tam spała. A w domu spała na butach Misi.
A w nocy z Misią
A to taka sztuczka ciułały, umie umyć nos od środka. Katar z ciułałą to nic strasznego. Jak widać dla maleństwa, które teraz już było Zazulką mogłam się nawet turlać po tarasie. Po gołych deskach!
Najpierw Zazulka zaprzyjaźniła się z ludźmi...
A w końcu i z Kretusią. Maluch uważa, że mięso zostało podzielone niesprawiedliwie. Jej kawałek jest za mały!
Gdy zaczęła podrastać i nadeszły jesienne chłody, robiłam jej sweterki. W tym akurat sweterku pojechała Zazulka do jesiennego lasu na grzyby. Wracała umorusana jak dziecko, z brudnymi rękawkami i padła w pociągu zupełnie. Inni pasażerowie bardzo się dziwowali i śmiali na jej widok. Kretka śpiąca na podłodze nikogo nie rozczulała.
Usmarowane, byłe białe dziecko trzeba wykąpać.
Potem schnie....
I już może się bawić ze starszą koleżanką. Chihuahua to bardzo dzielne psy, maleńkie, ale nieustraszone. Nie boją się absolutnie niczego tak samo jak jagdteriery. Po szkole Kretki Zazulka zrobiła się jeszcze dzielniejsza.
Misia nie dała sobie wejść na głowę. Zazulka nigdy nie jeździła na spacery w torbie i nie dała rady od niej niczego wyżebrać przy jedzeniu. Do dobrego wychowania takiego okruszka z żołądkiem bez dna i wrodzoną dzielnością trzeba twardego zawodnika. Te pieski to nie są zabaweczki.
Miałyśmy nadzieję, że pożyje dłużej, ale zdrowotne koszty miniaturyzacji są naprawdę duże. I chorowała Zazulka na różne choroby: miała niestabilne kolano, szmery w sercu od dziecka, od przekarmiania przez Irka o mało na wątrobę nie zeszła i niedoczynność tarczycy ją dopadła. Jako ośmio - dziesięciolatka była grubym kluchem, miłym i dzielnym jak zwykle. Niestety, ze szmerów w sercu zrobiła się pełna niewydolność krążeniowo oddechowa. Nie dla Zazulki był oszczędzający tryb życia. Trochę pochorowała aż w końcu uciekła nam na Tęczowy Most. Bryka tam z Kretką i Muszką i na nas czeka.
Mojej mamy nie ma już tak długo, starczyło tego czasu na całkiem długie, calutkie psie życie.




























Miałam ciułałkę, Pisię. Niezapomniana psina. Wychowała dwa kotki: kładła się na boczek, ona myślała, że karmi, a kociaki myślały, że jedzą....
OdpowiedzUsuńElu, jej imię brzmi dla mnie niezwykle.
UsuńZazulka nie karmiła buldożków, ale dowodziła stadem.
Imię dostała po piesku mojej przyjacółki szkolnej. Teraz nie nazwałabym tak psiny, no ale 25 lat temu.......I wiesz, nie potrafię jej zapomnieć, tak mądra psina to była. I do tego znajdka, wypatrzona na pustym leśnym parkingu. Chora na astmę i z parodontozą, długo trwało, zanim doszła do siebie. Kochałam ją i jestem pewna, że z wzajemnością:)
UsuńPiękne wzruszające wspomnienie o ślicznym piesku. Szkoda, że ci członkowie rodziny tak krótko nam towarzyszą:(
OdpowiedzUsuńZ urodą to u Zazulki było różnie. Maleńka i zadzierzysta była. Ale charakter miała konkretny, kochaną różową świnkę też miała i bardzo kochała Misię. Odcisk łapy każdy pożegnany pies w duszy zostawia.
UsuńO tak, odcisk łapy na sercu człowieka trwały jak odciski dłoni w Aleji Gwiazd w NY. Naszego pierwszego kundla Kalego wszyscy kochaliśmy, ale on wybrał sobie mojego ojca i z nim spędzał całe dnie na ogródku działkowym. W domu tylko jadł i spał. Kiedy zachorował, a potem odszedł - cierpieliśmy. Teraz mamy znajdę Nelę, ona wybrała sobie mnie, jestem dla niej najważniejsza, to powoduje, że ja też czuję wyjątkowe przywiązanie do niej. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jej odejścia za kilka lat. A czas tak szybko płynie...
UsuńTak wiec poznalam początek historii Zazulki u Was, dziękuję za wpis.
OdpowiedzUsuńMała charakterna pieska.
To polegiwanie w czapce portiera musiało byc rozczulajacym widokiem...😍
Pod szczeniaczkiem w tej czapce był też pampers dla pacjenta rozmiaru M, na wszelki wypadek. Szczeniaczki przeciekają.
UsuńPiękne wspomnienie o Zazulce... Umiesz malować słowami. Zazulka pewnie z Twoją mamą po niebieskich łąkach drepcze... :*
OdpowiedzUsuń