niedziela, 10 lutego 2013

Autobus

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Któregoś dnia Pan Mąż spytał, czy nie poszlibyśmy do muzeum. Bo otwarto stałą galerię sztuki XX wieku i chyba warto.
Zgodziłam się  że warto, zaiste, i w sprawie Muzeum zapadła na kilka tygodni cisza. W międzyczasie z powodu kolejnego rzucania palenia nastrój mi się zradykalizował i nakazałam Panu Mężowi znaleźć termin na wyprawę i wpisać sobie to do kalendarza. Po tylu latach z nim wiem już, że tylko taki sposób zadziała: jak sobie wpisze w kalendarzyk, to nie zapomni i nic mu nie przeszkodzi w wyprawie.
Poszliśmy. Zwiedziliśmy. Zachwyciłam się ekspozycją z lat 20-tych i trzydziestych (Tamara Łempicka! Bruno Szulc!!), a potem jak absolutnie niespodziewany cud znalazłam na wystawie Autobus Bronisława Wojciecha Linke.


Przepadam za tym obrazem. Za jego drobiazgowym wykonaniem, za jego formatem, za postaciami, które tym autobusem jadą. Za wszą, która jedna, jedyna jest odznaczona w tym towarzystwie medalem pracy, za bezgłową kukłą kierowcy, za chciwym klechą, bezcielesnym (nieludzkim?) biurokratą, pijakiem-Polakiem, babą z zakupami, chutliwym staruchem z lalką na kolanach; to jest cudo i już. Nawet Stalin na końcu autobusu stojący i tyfusowy pasażer mi się podobają. Postałam sobie przed Autobusem długo, zlekceważyłam Kozyrę i inne dzieła bez sensu i pójdę tam jeszcze nie raz.
Wróciwszy do domu zapytałam wujka Google o Linkego. Wiele się nie dowiedziałam, ponad to, co pisano o nim w moich szkolnych podręcznikach do plastyki. Wujek Google podsunął mi natomiast do podziwiania obrazy Jacka Yerki, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.
Miło mi, że poza takimi artystami jak Kozyra są jeszcze ludzie mający zarówno warsztat jak i wyobraźnię. I że przed ich obrazami można stać i stać i stać i ciągle jest na co patrzeć.

11 komentarzy:

  1. Gackowa kochana, ja z innej beczki - czy udało Ci się coś wykombinować z tym felernym zdjęciem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pocztę nijakiego zdjęcia nie dostałam, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wysłałam 8 lutego i teraz jeszcze raz. Może sprawdź, czy nie zawędrowało do spamu. Mój adres to miugatta@gmail.com

      Usuń
  3. Nie znałam autora i obrazu a szkoda. Straciłam bo faktycznie ciekawy! Znać że i mnie mus do kalendarza wpis zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Autobusu" nie znałam, ale za to Yerkę uwielbiam! Chciałoby się mieć coś u siebie, ale kasy brak, a i miejsca na ścianach też!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie za niespokojny ten autobusowy obraz, ale bezdyskusyjnie, ciekawy jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Istnienie tego obrazu uświadomilam sobie chyba będąc w 8. klasie szkoly, za pomocą piosenki Kaczmarskiego "Czerwony autobus". Tez jest niespokojna (jeśli oczywiscie ktos lubi jego piosenki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A są jakieś spokojne piosenki Kaczmarskiego?
      Ten obraz jest interpretacja chocholego tańca z Wesela ad.1947 lub 48. Nawet ludzie śpiący i nieprzytomni jak w oryginale, i typy wszelakie oddane wiernie i celnie. Nie jest to bynajmniej sztuka ozdobna, do salonu się nie nadaje, ale patrzeć jest na co zdecydowanie.
      Linke na salony mie malował.

      Usuń
  7. Yerkę kiedyś umieszczono na kolekcjonerskich kartach telefonicznych. Dzięki mojemu znajomemu zbieraczowi wszystkiego zdobyłam brakującą część i mam teraz obraz: Kuchnia oceaniczna złożony z 9-ciu kart telefonicznych. Widziałam też na puzzlach. Paola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, puzzlem Yerki nie będę dekorować salonów, coś sobie tam sama narysuję, jak zajdzie potrzeba.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.