poniedziałek, 18 lutego 2013

Skarpetki

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dziecko zameldowało, że skarpetki by się przydały wełniane. Nie ozdobne, a zwykłe i ciepłe i najlepiej  we właściwym rozmiarze. Okazałam posiadane skarpetkowe włoczki, wybór został dokonany i lecę samymi prawymi dookolusieńka od paluszków w górę. Okazało się, że jak nie ma warkoczyków, ażurków i innych takich niespodzianek, to mogę niewielką skarpetkę przez dwa i pól filmu wyprodukować. Wydajność mi wzrosła!
A tak na poważnie to sobie pomyślałam, że wielodzietna matka miała naprawdę przechlapane w czasach przed antykoncepcyjnych i zanim skarpetki zaczęto robić przemysłowo.
Do podstawowych obowiązków pani domu w okolicach przełomu wieków XIX i XX należało wykonanie dla wszystkich domowników pończoch i skarpet. A skarpetkowych włóczek z poliamidem wtedy nie było. Na żadne ozdobne swetry mocy przerobowych nie starczało, każdemu dzieciakowi i dorosłemu domownikowi trzeba było osobiście wydziergać zapasik skarpet lub pończoch zimowych, a potem zimą codziennie cerować podarte pięty. W Encyklopedii Robót Ręcznych Therese de Dillmont pociesza czytelniczki, że robienie na drutach, to łatwe, wypoczynkowe wręcz zajęcie, przy którym nawet czytać można.
W porównaniu z praniem całej bielizny pościelowej z zimy w strumieniu za pomocą tary lub kijanki i gotowaniu jej w ługu wyprodukowanym osobiście z popiołu, w porównaniu z przerabianiem na konfitury na węglowej kuchni płodów z ogrodu, w porównaniu z paleniem w piecach, zmywaniem bez detergentu, karmieniem kur, ręcznym dojeniem krów i wyrobem serów w domowych warunkach robienie skarpet jest faktycznie pracą miłą, czystą i elegancką.
Ale jak sobie wyobrażę, że miałabym nieustannie robić skarpetki, powiedzmy siedmiorgu dzieciom i ich ojcu, to mi jakoś niewyraźnie.
Aktualne skarpetki pokażę jak zrobię, ale nie ma w nich absolutnie nic niezwykłego. Poza tempem powstawania.

Komentujących przepraszam za niedogodności, ale mi się jakiś spamer przyplątał do bloga. Pod każdą notką grzecznie mnie ów spamer zapewnia, że moja strona jest świetna, wpisy genialne i że mam kontynuować moje zbożne dzieło. A potem następuje zaproszenie na jego stronę, gdzie są plany ochrony zębów (!) i inne takie.
Mam własną doskonałą dentystkę i nigdzie w celu leczenia zębów nie będę jeździła. Ani zwiedzała obcych, nudnych stron. Technikę wyłudzania  datków/ wizyt na stronach za komplement/ kwiatek też doskonale znam. Zatem włączam moderację komentarzy.

20 komentarzy:

  1. Oj, gacek aleś pomieszał wieś z miastem he, he. Ja jestem z XX-go wieku nigdy takich skarpetek nie miałam, może dlatego, że nie miałam babci a ni z jednej , ani drugiej strony. Miałam babę jagę, macochę mojej mamy, gospodarną, czystą pracowitą Niemkę. Kojarzyła mi się z tępakiem. Nienawidziłam jej z całego dziecięcego serca, bo biła moją mamę, aż uczyniła ją kaleką.
    Natomiast pamiętam dzień w miesiącu kiedy było pranie, trwało od 6-tej rano w pralni od rozpalenia ognia pod kotłem się zaczynało, kończyło o szarej godzinie wieszaniem w pralni.
    Innych pokutniczych prac nie pamiętam, bo moja mama kochała pochłaniać książki, a w przerwach zajmować zaniedbanymi dziećmi z dzielnicy.
    Gacek już widzę, jak te niby proste skarpetki będą piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozelko, a Ty masz sto lat?
      Sto lat temu skarpety trzeba było zrobić, potem dopiero pończosznicy zaczęli dziergać przemysłowo. Za przemysłowe skarpety trzeba było zapłacić, a za przerobiony na drutach len z własnego ogrodu, albo za samodzielnie sprzędzone runo własnej owcy - nie. I to zagadka popularności tej roboty.

      Usuń
    2. Podczas okupacji przemysł lekki w Łodzi produkował, ale dla niemieckiej armii. Moja babcia przetrwała ten okres, bo uczyła za pieniądze jak zrobić właśnie skarpety, swetry z tego co było do dyspozycji w gospodarstwie.
      Ludzie w mieście mieli gorzej, owiec tam nie było, ani lnu.

      Usuń
  2. faktycznie dla mojej 4 osobowej rodzinki skarpet bym nie zrobiła,a cóż jakby bozia pokarała znaczy obdarowało 9 dziatwy:P Mi tez jakiś wstrętny spamiarz się przyplątał

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dziwie Ci się. Sama byłam wielokrotnie świadkiem takiego spamowania. A odnośnie skarpet to wystarczy mi świadomość tempa w jakim mój mąż je przeciera :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ręcznych robotach w podstawowej szkole cerowanie skarpet należało do najważniejszych umiejętności do nabycia przez młódź płci obojga. Tak jak przyszywanie guzików.
      Włókna naturalne szybciej sie przecierały i pękały niż poliester i poliamid.

      Usuń
    2. Też przeszłam przez naukę cerowania skarpet i przyszywania guzików. Zabawne ale pierwszy raz na drutach zrobiłam malutki plecaczek na zajęciach z plastyki. Wtedy jakoś dzierganie i ścieg francuski nie bardzo przypadły mi do gustu.

      Usuń
    3. Potwierdza się moja teoria o upadku dzisiejszej edukacji. Ja na ten przykład (rocznik 90.) nie uczyłam się w szkole nawet dziergać na drutach, a cóż dopiero skarpetki cerować? Mama mi w domu pokazywała co nieco, ale i tak jak nabrałam ochoty na dzierganie to uczyłam się sama z książek i internetu, ale skarpet jak nie potrafiłam tak nie potrafię dziergać, chociaż ciągle mam tę lekcję w planach :)

      Usuń
  4. Cerowałam w szkole, na takim grzybku, pamiętam, że nawet mi to nieźle wychodziło :)
    Mój, obecnie 33-letni, syn też cerował i na drutach robił na pracach ręcznych.
    Miałam też przed laty umiejętność podnoszenia oczek w rajstopach i pończochach
    takim małym przyrządzikiem.

    W szkole nauczyłam się robienia na drutach i szydełkiem, wyszywania i szycia na maszynie.
    Do szydełka jestem wysyłana przez złośliwych czytelników, twierdzących, że taki rodzaj aktywności byłby dla mnie bardziej odpowiedni niż pisanie nudnego bloga :)
    Na pewno kosztowałoby mnie to mniej nerwów, więc rozważam coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm pytasz czy mam 100 lat, no prawie, ale jeszcze nie. A tak, na serio, to pamiętam jak teściowa dziergała dzieciakom skarpety do pełzania po podłogach , by było im ciepło.
    W sumie racja XX - ty wiek zahaczał o czasy, kiedy trudno było o skarpety. Muszę zgłębić ten temat bardziej, interesuje mnie, co nosili na nogach wytworni panowie.
    Przypomniało mi się, że mnie objęło jeszcze noszenie pończoch we wrębki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przecież były jeszcze dawniejsze czasy niz XIX i XX wiek. Klimat jaki jest każdy widzi.
      Najstarszą dzierganą częścią garderoby jaką znaleźli archeologowie są właśnie skarpetki, mają ponad 1,5 tysiąca lat, pochodzą z bliskiego wschodu.

      Usuń
  6. Moja babcia produkowała takie skarpetki masowo, choć tylko ja w nich chodziłam. Dla skarpet pruła wszystko, co spruć się dało i nie raz roniłam rzewne łzy nad utraconym swetrem, to i tak chodziłam w skarpetach babcinych. Chwilę triumfu babcia przeżyła, gdy pewnego lata, zabrałam jej całoroczny urobek do Finlandii, na złot Wikingów i wełniane cuda posprzedawałam za 5 euro od pary. Poszły na pniu!
    Babci nie ma od czterech lat, ja nadal chodzę w skarpetach z szalika... Niestety została mi już tylko jedna para i zaleczony smutek za babcią odzywa się po wielokroć...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatni akapit jest kwintesensja twojego wrodzonego poczucia humoru, okreslanego u nas jedynym slowem: Mutterwitz ;)

    Pralka i auto, to najlepsze wynalazki, zawsze tak twierdzilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, słowa Mutterwitz ( w przeciwieństwie do Witz ) nie znałam i już znam. Spirytko, im więcej takich słów, tym lepiej!

      Pralka, auto, zmywarka, malakser, żarówka - zrobienie świec na całą zimę z wołowego łoju a na świąteczne okazje z wosku pszczelego - z uwzględnieniem wszystkich pomieszczeń do oświetlenia i okazji do oświetlenia rzęsistego . To dopiero robota. Przy niej skarpetki to pikuś.

      Usuń
  8. U mnie w rodzinie (wiejskiej z dziada pradziada, a właściwie z babki prababki) skarpety dziergane są zimą - model najprostszy, najlepiej oczywiście z ręcznie przędzionej wełny. Specjalizuje się w tym fachu moja Babcia (lat 86), która przejęła ten "biznes" od swojej Mamy, a mojej prababki (tej samej, która nauczyła mnie druty obsługiwać). Liczba par skarpet robionych co zimę przez Babcię wynosi obecnie kilkanaście (są "zapisy" : mężczyźni pracujący fizycznie mają pierwszeństwo, dzieci poza kolejnością), ale prababcia "obdziergiwała" w skarpetki swoich dziesięcioro dzieci z rodzinami (nobilitacja to była - dostać skarpetki od pra).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomimo stert skarpetek do kupienia w sklepach, te ręcznie robione cieszą się nieustannie powodzeniem. Są cieplejsze, niż kupne. Nie uciskają łydek, cieszą bardziej niż kupne.

      Usuń
  9. no, ja się muszę pochwalić, że zrobiłam pierwszą w życiu skarpetkę!
    internet mnie nauczył
    traktuje to jak zdobycie sprawności harcerskiej ;D

    a co do tego co nosili ludzie na nogach, to mój dziadek nosił onuce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Internet i potrzeba to dobrzy nauczyciele.
      Myślałam, że wystarczy mi samo umienie i w produkcję masową się już bawić nie będę. A tu się okazuje, że na przeciągi hulające po mieszkaniu najlepsze są właśnie takie skarpetki. I takie kolorowe włóczki teraz robią, aż się oczy śmieją i ręce trzęsą. I skarpetki robi się szybko.

      Usuń
    2. Iksia, wspaniale! A pokaz?! :)))

      Gackowa, nawet latem mozna je nosic. Nie przegrzewaja nóg. Szczególnie sprawdzaja sie na dluzszych dystansach, w górach itp.

      Usuń
  10. Naprodukowałam sobie skarpet i noszę już któryś rok, niezniszczalne i to faktycznie zajęcie spokojne :)))

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.