poniedziałek, 11 marca 2013

Pod ścianą

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Stoję pod ścianą i nie mam ruchu. Koniec najwyraźniej nadszedł.
Koniec jarania.
I nie mogę jak co roku zadowolić się kilkutygodniową abstynencją. Wystarczy zapalić i znów wiem, czemu tym razem sprawa jest poważniejsza.
Gardło czuje się jak wyszorowane glaspapierem. Spać nie mogę i dławię się i pokasłuję. I oddech się robi króciutki. Niefajnie jest strzelać sobie przed snem w oskrzela sprayem dla astmatyków w nadziei, że się jednak rozkurczą i dadzą spać. Oskrzela na leżąco bowiem kurczą się łatwiej niż na stojąco i na siedząco. Wszystko wskazuje na fakt, że potworna POCHP stoi u bram. POCHP jest potworna, bo ma uroki raka płuc, tylko nie trwa tak szybko. Można się na nią dusić wiele, wiele lat.
Jedno sprawę ułatwia, mianowicie to, że Tabeks przestał być na receptę. Naturalnie z 30 zł za paczkę podrożał momentalnie do 95 zł. Ale też wystarczy tabliczka mnożenia i krótki rachunek: dwie paczki Marlboro dziennie x 30 dni i wiadomo, że miesiąc w miesiąc z dymem idzie jeno przez jeden układ oddechowy niemal 800 zł. W takim razie ta jedna setka za Tabeks to nie jest jakoś strasznie dużo.
No a skoro Tabeks jest w wolnej sprzedaży, to jest i konkurencja Tabeksu, już w TV pojawiła się reklama niejakiego Desmoksanu o identycznym składzie, za to w cenie bardzo konkurencyjnej (56 zł w aptece internetowej).
Bo jak chodzi o Nicorette, to ja bardzo dziękuję, nie chcę. Już kiedyś próbowałam i z jednej paczki przed kuracją wylądowałam z uzależnieniem na poziomie dwóch paczek dziennie po kuracji. O cenie tejże kuracji nie wspominając, bo taka kuracja - droższa niż samo jaranie - chyba się nigdy nie kończy, jak HZT. Leczyć się z uzależnienia za pomocą substancji, od której się jest uzależnionym to już zupełnie chore. Nie jestem w końcu heroinistką i Metadon mi niepotrzebny na dożywotnie branie. Dlatego również e-papieros nie jest dobrym wyjściem.
Zatem staram się rzucić.  Podchody robię od września, nie palę od stycznia, mam załamania i bolesne upadki. Jest mi po takich upadkach wstyd i czuję się jak g... Trochę pomaga fakt, że przecież istnieją ludzie, którzy rzucili palenie. I babcia i dziadek kiedyś rzucili i nasz mechanik samochodowy, co palił nie jak komin, a jak zestaw kominów, i Alicja i prawie wszyscy Amerykanie. Zatem jest to możliwe.
Pomagają mi w przedsięwzięciu dwie koleżanki także rzucające palenie. Natomiast Pan Mąż nie pomaga. Pali papierosy, fajkę i cygara, rozstawia po mieszkaniu liczne popielniczki, a w każdej leży jeden pet, posypuje popiołem serwety i blaty i... w końcu jest u siebie, wolno mu.
Jeszcze się przez to rzucanie palenia rozwód gotów przydarzyć, bo nawet w jednym pomieszczeniu nie siedzimy. Bo jak tu spędzać razem czas, skoro on jara jak komin, a mnie moruje tak, że ze skóry wychodzę?

Pozostaje mi się tylko cieszyć, że mam aby jedno uzależnienie. Alkoholizm ominął a nie musiał, narkotyki też, nawet z lekami jestem ostrożna bardzo.

42 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za sukces! Mój bardzo bliski znajomy rzucił palenie (intensywny palacz od lat m-dziesięciu) i nie pali już od dwóch lat.
    Wytrwaj, z dwojga złego wolę alkohol-trzeba się solidnie nastarać, żeby raka dostać.
    Jemu pomogło skubanie wszelkiego rodzaju pestek, picie ogromnej ilości herbat oraz zerwanie z sytuacjami, w których palił-czyli przestał też piwkować. Nie wiem jak to wygląda u ciebie, ale bardzo ci kibicuję. To znaczy Pani :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja rzuciłam rzucanie, trudno :-/ nie potrafię i już :-(
    a za Ciebie trzymam kciuki mocno mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez tyle prob rzucenia przeszłam, że się w końcu nauczyłam rzucać. Samo rzucanie nie jest takie straszne z Tabeksem na podorędziu. Natomiast wytrwanie w niepaleniu to makabra. Przetrwać trzeci miesiąc jest szczególnie trudno.

      Usuń
    2. w związku z różnymi paskudztwami ja muszę rzucać au naturelle :-/ żadnych wspomagaczy.
      wyżeram wtedy cukier łyżkami, wyję z niemocy i śnią mi się wielkie grube białe papierochy, którymi się zaciągam jak smok...
      imho, nie warto, zdechnę na raka, trudno, ale nie ma sensu się tak męczyć. u mnie po 24h zaczyna się jazda na maksa, się śmiałam, że to nie nikotyna, ino substancje smoliste :-/ cokolwiek to jest, ja nie umiem żyć bez palenia, choć żyję prawie bez jedzena... (szybciej zejdę i szybciej się skończy moja mizerna egzystencja, oby!)
      cium! niech Ci się uda!!

      Usuń
  3. da się
    paliłam jak smok
    rozstałam się bez bólu, ale w bardziej sprzyjajacych warunkach
    te fajki na każdym kroku nie ułatwiają
    a bierne palenie nie motywuje

    OdpowiedzUsuń
  4. ostrożnie z tym rzucaniem, ja paliłam ponad 30 lat, nie palę od 10-ciu. To był taki stres, że wpadłam w nadczynność tarczycy i będę brać leki do końca życia. Nie wiem co gorsze, ale odwrotu nie ma, tarczyca nigdy nie wyzdrowieje. Życzę wytrwałości Ewa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim nałogiem są słodycze, dlatego rozumiem palaczy i innych nałogowców. Trzymam kciuki za wytrwałość.
    Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie paliłam, więc nie wiem, jak to ciężko rzucić. Też mi się wydaje, że pomocne może być zajęcie czymś rąk. Uda się! Bardzo mocno trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ręce są wiecznie zajęte, ale wolałyby bawić się papierosem, zapalać ogień, strząsać popiół i gasić peta. Czterdzieści razy dziennie, bez końca. A teraz tylko druty i pędzelki.

      Usuń
  7. Mój tatko palił jak smok przez 20 lat. Palił ekstra-Mocne i inne, w ilości 3(!) paczek dziennie. Pewnego dnia chciał sprawdzić, czy wytrzyma jeden dzień bez dymka. Potem dwa dni... Trzy... wygrywa do dzisiaj (10 lat), ale jak sam mówi, to tylko skutek oślego uporu, bo one cięgle mu "pachną" i śnią po nocach. Moja mama potrzebowała więcej czasu i silniejszego bodźca, którym okazało się zaprzestanie produkcji jej ulubionych szlugów. Nie pali już 4 lata i chyba jest na dobrej drodze.
    Wychowanie się w zadymionym domu miało swoje plusy. Choć ja i mój brat od maleńkości paliliśmy biernie, to w dorosłym życiu, ani on ani ja, NIGDY nie spróbowaliśmy papierosa. Nieomal dziękuję rodzicom, za to że palili, i za to że już nie palą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymam kciuki. Za zmianę przyzwyczajeń Pana Męża także ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki! Rozumiem doskonale, bo nie paliłam ostatnie 2 lata. I również była to któraś z kolei próba. Początkowo pomógł mi e-papieros. Wbrew pozorom to działa, bo ręce zajmuje i trochę jednak zastępuje ten miły dla palaczy gest trzymania papieroska w ręku. Później nie paliłam wcale. Niestety po ogromnych stresach z początku tego roku znów trochę palę, ale takie palenie "rekreacyjne", to dla mnie jak nie-palenie. Więc i tak jestem zadowolona z wyników.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie pale 22 lata. Palilam nie tak dlugo bo jakis 10 lat i nie tak duzo bo paczke dziennie, ale bylam swietnym materialaem na starego astmatyka. Rano kiedy sie budzilam lapalam powietrze jak ryba wyciagnieta z wody i dopadalam okna, na szczescie po jakichs 10 minutach zdlonosc normalnego oddychania powracala, az do nastepnego poranka, dalo mi to do myslania ... Szkoda tylko ze wtedy nie wiedzialam tego co teraz, bo cena za rzucenie bylo 20 kilo wiecej w ciagu pol roku. Potem gdy moj ojciec umieral na astme wiedzialam ze dobrze zrobilam wrzucajac swoj nalog do kibla (doslownie bo to co zostalo w ostatniej paczce zmielam i spuscilam w ubikacji). Nie bylo lekko bo moj ojciec, brat i maz palili, a mieszkalismy razem, na dodatek tata nie ulatwial, wysmiewal sie, czestowal przy kawie, wszedzie zostawial zapalone papierosy i przez pol roku dogadywal "juz tyle razy probowalas i terz tez ci sie nie uda". Teraz podziwiam wszystkich ktorzy walcza z nalogiem i mocno trzymam za nich kciuki, bo ja wiem jakie to trudne ale tez wiem ze warto.

    OdpowiedzUsuń
  11. Podjęłaś najlepszą z możliwych decyzji. Trwaj w swym postanowieniu, chociaż małżonek nie ułatwia Ci tego. Wręcz przeciwnie - wodzi na pokuszenie. To bardzo utrudnia abstynencję od papierosa. Trzymam za Ciebie kciuki, byś dała radę. Po pół roku nie palenia zauważysz jak pięknie oddychasz i jak cera twarzy odżyła. Wiem to, bo mój mąż rzucił palenie po 40-tu latach fajczenia. Również doszedł do 2 paczek dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gackowa - da się! U mnie też cała rodzina paliła, teraz wszystkich odrzuca na myśl o papierosie. Mój ojciec palił tak samo jak u Królika, nawet w samochodzie (marki Syrena) przy dzieciach...
    Ja się nie wymądrzam zbytnio, bo byłam w takiej komfortowej sytuacji, że nie ja, a palenie mnie rzuciło. Naprawdę! Po około 10 latach palenia, całkiem sporego, nagle zaczęło być mi niedobrze od papierosów. Zostało mi do dzisiaj, a to już 7 lat odkąd zostałam rzucona przez nałóg :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój tesciu palił jak lokomotywa... do dnia zawału. Od tego czasu jak ręką odjął...://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój ojciec palił i po udarze i po wszystkich przeżytych zawałach. Matka przestała palić, jak ja już rak pęcherza ( zawsze związany z paleniem) dręczył, teściowa tak samo. Pan Mąż usłyszał gdzieś, amoże przeczytał, że poważne choroby pojawiają się około 5 lat po rzuceniu palenia. I niby on chce, żebym długo żyła z nim paląc pospołu. Ale ja już oddychać nie mogę.

      Usuń
    2. Cóż... tak nieprzeciętnych ludzi jak Wy niekorzystne statystyki nie obowiązują ;-)

      Usuń
  14. Paliłam dużo i przez wiele lat. Doszłam do etapu, gdy rzuciłam, bo NAPRAWDĘ CHCIAŁAM RZUCIĆ. Nie obyło się bez nawrotów, paliłam wtedy jak nastolatka w ukryciu, żeby nie dać sobie prawa do oficjalnego palenia, żeby mi było łatwiej wrócić do niepalenia. Ostatecznie udało się, nie palę już bardzo długo! Mąż palił, pali i raczej będzie palił. Pewnie, że wtedy trudniej samemu rzuca się palenie, ale da się. Trzymam kciuki! Mocno! :) BBM

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój Ojc też rzucił fajki. Z dnia na dzień, miał ze 30 lat, to było około 86 roku. Do tej pory zapalił tylko jednego: waniliowego, indyjskiego szluga co to przyjechał z moją Ciotką w kieszeni, w limitowanej ilości 10 sztuk. I wszyscy wtedy zapaliliśmy: przy rodzinnym stole! W salonie! To było jak deser! Nigdy w życiu wcześniej ani później nie było takiej sytuacji w rodzinie żeby palić w domu/mieszkaniu.

    Dasz radę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Twarda baba jesteś , więc tylko jedno hasło może pomóc - co , ja nie mogę !? . Mój ojciec rzucił palenie po 20 latach 2 paczek dziennie przy pierwszej podwyżce ceny papierosów , a było to za czasów Gierka , z hasłem nie będą na mnie zarabiali i sadomasochistycznie położył sobie paczkę papierosów na środku stołu .Chodził jak lew w klatce, ale paczki nie dotknął i nigdy więcej już nie zapalił . No to jak , - co ja nie mogę !? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój mąż też rzucił palenie dosłownie od razu jak dostal zawał.Do dzisiaj nie pali-od 2004 roku.Ale wcześniej ani myślał rzucić.A co do tych 5 lat po których mają się zjawić poważne choroby to według mnie nie jest prawdą.Trzymaj się i nie daj papierosom! Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzymam kciuki za sukces!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Gackowo dasz radę, wierzę w Ciebie. Ja wiem, że nałogi są straszne, też mam swój - wszelakie słodycze i wiem jak ciężkie, czasem wręcz niemożliwe jest oprzeć się pokusie, ale tak jak wiele osób wcześniej pisało - da się. Podam przykład ze swojego podwórka, mój ojciec w latach osiemdziesiątych palił po dwie paczki dziennie, w czasie kartek robił skręty i kupował "na czarno". Po jakiejś dużej imprezie rodzinnej będąc "w stanie silnego upojenie alkoholowego" oglądał Sondę, w której pokazali przeźroczystego, palącego manekina z tą całą smołą zbierającą się w płucach. I ten mój zawiany ojciec powiedział - nie palę. I już nie zapalił. Papierosy zawsze były w domu, gości częstował ale sam nie palił. Więc walczmy razem - Ty z papierosami - ja ze słodyczami - trzymam za nas kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój teść , tak jak teść Justyny, rzucił palenie po zawale, ale dopiero po drugim,
    jak mu lekarz powiedział, że trzeciego nie przeżyje.

    Mój narzeczony palił jak smok, zachorował na raka pęcherza moczowego, rzucił od razu
    po diagnozie, a było to ponad 20 lat temu. Nie zapalił ani razu od tego czasu.

    Właśnie dziś się dowiedziałam, że mój kolega z pracy, palący bardzo dużo, ma raka krtani.

    Ja od ponad 30-stu lat podpalam sobie, tzn.palę kilka papierosów dziennie, mogę też miesiącami nie palić, np. w depresji nie palę wcale. Jakoś w nałóg nie mogę wpaść.
    Za skłonność do nałogów ( jak za wszystko prawie) odpowiadają geny.
    Widocznie genu nałogowca nie posiadam :)
    Koszty nałogu papierosowego są ogromne i to nie tylko te dosłowne.

    Życzę wytrwania w niepaleniu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. A co ja Ci tu będę dobrych rad udzielać, sama wiesz co masz robić. Tyle, że mój chłop i syn nie zapalą w domu, a ostatnio wyobraźnia mi szalała, gdy czekałam na wizytę sobotniego palacza (co to przy żonce nie wie co to papieros) i już wręcz czułam ten smród dnia następnego - gdy małżonek zaprosił swego gościa na taras.
    Zdaje się, że z nałogiem wygrałam i mimo fałdek tu i ówdzie nie zamierzam się wdawać w znajomości ze złodziejem pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zaczęłam palić w wieku 18 lat. Rzuciłam (jestem przekonana, że dzięki Kaszpirowskiemu) kiedy miałam 31 lat. Nie paliłam lat 9. Zaczęłam znów palić po tych dziewięciu latach (ach, gdyby głupota umiała latać!) i uwielbiałam palenie. To była dla mnie wielka rozkosz. Jak cudnie było zaciągnąć się dymkiem - każda sytuacja była dobra, każde miejsce odpowiednie :) No, kochałam to i koniec. Paliłam paczkę dziennie, ale nigdy w domu (tzn. kiedyś, kiedyś paliłam w domu, ale gdy białe ściany mego pokoju, gdzie miałam komputer, stały się niemal brązowe i przy malowaniu trudno było te brązy pokryć - zaczęłam palić na balkonie i tak już zostało). Kiedy pierwszy raz rzuciłam palenie, było mi naprawdę dobrze. W sensie psychicznym. Paląc miałam wrażenie, poczucie bycia niewolnikiem, a nie panią samej siebie. Kiedy uwolniłam się od nałogu odczuwałam bardzo wyraźnie to, że teraz to ja rządzę, nie papieros. No, ale jako, że po 9 latach znów zapaliłam - paliłam namiętnie przez kolejne 13 lat. We wrześniu ubiegłego roku miałam zator płuc. I od tamtej pory nie palę. Pomyślałam, że bez sensu jest palić, odbierać sobie tlen, kiedy już wiem, jak trudno może być oddychać. Nie palę od 3 września 2012, to już (sic!) ponad pół roku. I myślę, że już nie wrócę do palenia. Fizycznie znoszę abstynencję papierosową bardzo dobrze, od początku, zapewne strach o życie dużo tu miał do powiedzenia. Psychicznie... odczuwam pewnego rodzaju żal, że nie palę, bo to przecież było takie przyjemne. W zasadzie to w absurdalny sposób mam żal do losu, że zmusił mnie do rzucenia palenia :) Bo przecież tyle ludzi pali i nic im nie jest! A ja jakieś zatory, srory, jakim prawem?! ;)

    W każdym razie nie palę. Obiektywnie wiem i rozumiem, że to świetnie. Subiektywnie szkoda mi, że już nie mogę palić. Ale jest dobrze. Staram się pamiętać, że przeżyłam zator, a to nie każdemu się udaje i że po raz kolejny jestem wolna, papieros mną już nie rządzi.

    Dasz radę. Już dajesz! Wytrwałości! Z każdym dniem powinno być lżej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zaczęłam palić w wieku 18 lat. Rzuciłam (jestem przekonana, że dzięki Kaszpirowskiemu) kiedy miałam 31 lat. Nie paliłam lat 9. Zaczęłam znów palić po tych dziewięciu latach (ach, gdyby głupota umiała latać!) i uwielbiałam palenie. To była dla mnie wielka rozkosz. Jak cudnie było zaciągnąć się dymkiem - każda sytuacja była dobra, każde miejsce odpowiednie :) No, kochałam to i koniec. Paliłam paczkę dziennie, ale nigdy w domu (tzn. kiedyś, kiedyś paliłam w domu, ale gdy białe ściany mego pokoju, gdzie miałam komputer, stały się niemal brązowe i przy malowaniu trudno było te brązy pokryć - zaczęłam palić na balkonie i tak już zostało). Kiedy pierwszy raz rzuciłam palenie, było mi naprawdę dobrze. W sensie psychicznym. Paląc miałam wrażenie, poczucie bycia niewolnikiem, a nie panią samej siebie. Kiedy uwolniłam się od nałogu odczuwałam bardzo wyraźnie to, że teraz to ja rządzę, nie papieros. No, ale jako, że po 9 latach znów zapaliłam - paliłam namiętnie przez kolejne 13 lat. We wrześniu ubiegłego roku miałam zator płuc. I od tamtej pory nie palę. Pomyślałam, że bez sensu jest palić, odbierać sobie tlen, kiedy już wiem, jak trudno może być oddychać. Nie palę od 3 września 2012, to już (sic!) ponad pół roku. I myślę, że już nie wrócę do palenia. Fizycznie znoszę abstynencję papierosową bardzo dobrze, od początku, zapewne strach o życie dużo tu miał do powiedzenia. Psychicznie... odczuwam pewnego rodzaju żal, że nie palę, bo to przecież było takie przyjemne. W zasadzie to w absurdalny sposób mam żal do losu, że zmusił mnie do rzucenia palenia :) Bo przecież tyle ludzi pali i nic im nie jest! A ja jakieś zatory, srory, jakim prawem?! ;)

    W każdym razie nie palę. Obiektywnie wiem i rozumiem, że to świetnie. Subiektywnie szkoda mi, że już nie mogę palić. Ale jest dobrze. Staram się pamiętać, że przeżyłam zator, a to nie każdemu się udaje i że po raz kolejny jestem wolna, papieros mną już nie rządzi.

    Dasz radę. Już dajesz! Wytrwałości! Z każdym dniem powinno być lżej.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja nie palę od 10 lat a byłam nałogowcem strasznym ( dwie ciążę przepaliłam!! głupia krowa). Rzucałam dwukrotnie- raz nie paliłam rok i wróciłam do nałogu, drugi raz skutecznie- nie palę do dzisiaj. Natomiast bardzo długo łapałam się na odruchach palacza- myslenie typu teraz dojadę do końca tego rzędu i idę zapalić, szłam do wc i siadałam na zamkniętym sedesie ( zimą palilismy w wc) i dopiero po chwili łapałam się na tym co robię. A ile razy marzyło mi się- tylko odpalę i zaciągnę się ten pierwszy raz... Ale udało się i Tobie też się uda, za co trzymam mocno kciuki. Serdecznosci.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja nie palę od 10 lat a byłam nałogowcem strasznym ( dwie ciążę przepaliłam!! głupia krowa). Rzucałam dwukrotnie- raz nie paliłam rok i wróciłam do nałogu, drugi raz skutecznie- nie palę do dzisiaj. Natomiast bardzo długo łapałam się na odruchach palacza- myslenie typu teraz dojadę do końca tego rzędu i idę zapalić, szłam do wc i siadałam na zamkniętym sedesie ( zimą palilismy w wc) i dopiero po chwili łapałam się na tym co robię. A ile razy marzyło mi się- tylko odpalę i zaciągnę się ten pierwszy raz... Ale udało się i Tobie też się uda, za co trzymam mocno kciuki. Serdecznosci.

    OdpowiedzUsuń
  26. Według mnie trudniej rzucić jak się powinno, łatwiej jak się tego bardzo chce. Paliłam jak komin 20 lat, nie palę już prawie drugie tyle. W drugiej próbie się udało i choć też kochałam tę zabawę to teraz wyrzucam sobie, że tyle lat płaciłam za smród, gorszą kondycję i poczucie zniewolenia. Przyjemność? Jest wiele innych o przyjemniejszym aromacie. Odwagi, życie bez papierosów jest jeszcze piękniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja paliłam ok 30 lat, paczkę, półtorej dziennie. Przestałam palić gdy zaczęłam chemioterapię, po zachorowaniu na raka piersi. Udało mi się to bezboleśnie, nie cierpiałam zupełnie, nie palę już 17 lat. Wiem, że nie zawsze tak jest - raczej prawie nigdy. Moje dwie, mieszkające w Stanach, przyjaciółki, obie palące jak smoki kilkadziesiąt lat, rzuciły palenie w zeszłym roku. Wspomagały się przepisanym przez lekarza lekiem, dzięki któremu zupełnie nie miały tego głodu nikotynowego, żadnego stresu. Wiem, że najpierw brały ten lek i paliły (tydzień, dwa), potem przestawały palić a lek jeszcze brały. Zdaje się, że można go brać do trzech m-cy po rzuceniu palenia.
    Lek się nazywa CHANTIX, producent PFIZER LABS, USA.
    Nie wiem czy ten lek jest dostępny w Polsce, tam tylko na receptę.
    Pozdrawiam i życzę sukcesu w rzucaniu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dasz radę, twarda jesteś, nie tacy jak Ty pokonywali ten nałóg.Trzymam kciuki!

    Paliłam ok. 15 lat, od 20 nie palę. Chęć zapalenia pojawiała się jeszcze przez kilka lat w najbardziej nieoczekiwanych momentach, ale najważniejsza jest motywacja. Kiedy wiesz po co to robisz, to zrobisz to !

    Prawdą jest, że od chwili rozstania z papierosem, przybywa mnie ;) ale na nowo odkrywa się zapachy. Po kilku latach niepalenia stałam się nadwrażliwa na dym tytoniowy, nie toleruję go, nie pozwalam nikomu palić w domu, śmierdzą rzeczy, które przebywały choć przez chwilę w pomieszczeniu gdzie się pali, wyczuwam palacza na odległość. Podobno tak bywa z nawróconymi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męża wolałabym już nie zmieniać i dalej go lubić, chociaż palacz z niego zawołany. Biedak ucieka teraz do swojego gabinetu z papierosem.
      Co to będzie dalej?
      Z tym śmierdzeniem to prawda, niestety.

      Usuń
    2. Myślę, że w końcu też dojrzeje do tej decyzji...

      Usuń
  29. Nie palę od wczorajszego wieczora i to wszystko jest do d..... .
    Nie mam już żadnej motywacji. Ani to, że przez 30 lat spaliłam pół domu, ani to że to nie zdrowe, ani żadna rzecz która jego jest........... . Jeszcze trzymam się tylko dla tego że żal mi tych godzin co już się umordowałam. I tak jest mi lepiej bo jednak wzięłam ten reklamowany środek na D. Przedtem przy próbach rzucenia palenia łaziłam po suficie i wyłaziła ze mnie super wredna rozjuszona bestia.
    Z wyczytanych opowieści innych rzucaczy wynika mi jedno. Odrzucanie palenia musi mieć początek w głowie. I nie chodzi o argumenty a o szczególny stan mózgu, który stwierdza "koniec palenia". Jak na to namówić własny mózg, nie wiem.
    Jak Ci Gackowa idzie to rzucanie. Napisz co czujesz. Może będzie nam razem łatwiej?
    Pozdrawiam. Mamaczek.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie palę od wczorajszego wieczora i to wszystko jest do d..........
    Argumenty typu, przez 30 lat spaliłaś pół domu, to nie zdrowe, śmierdzisz, itp itd nie działają. Wisi mi to. I nie chodzi o to że brak nikotyny mi dokucza(|Desmoxan tu działa dobrze) ale natręctwo myślenia o papierosie, łażenia tam gdzie zwykle leżały, sięgania po zapalniczkę, szukanie papierocha ręką. Uffffff. Obrzydliwość. Trzymam się na razie tylko dlatego że żal mi tych 16 godzin które mam za sobą. Na szczęście nie łażę z wściekłości po suficie. Kiedyś przy próbie rzucenia palenia zamieniałam się w rozjuszoną super wredną bestię.
    Czytając opowieści rzucaczy wnioskuję że skutecznie i w miarę spokojnie rzucają palenie ci którym coś w mózgu, a raczej w podświadomości, przestawiło zwrotnicę na "nie palisz". Czym bywa to "COŚ" nie wiem ale na pewno nie zdroworozsądkowe argumenty.

    Gackowa, napisz co czujesz i ile godzin nie palisz?
    Może razem nam będzie łatwiej?
    Pozdrawiam,MamaczeK.

    OdpowiedzUsuń
  31. Mamaczku, pora nie przyszła. Jak przyjdzie to się okaże, że z wdzięcznością przyjmiesz pomoc Desmoksanu i zajdzie dziwne zjawisko: zapomnisz o sprawie pod wpływem tego leku. Moja znajomość z Tabeksem sięga roku pańskiego 1980, na początku też tak marnie znosiłam odstawienie. Teraz na Tabeksie bezboleśnie przestaję palić. Ale potem wytrwać w tym niepaleniu - bieda!
    Teraz zrobiłam inaczej. Pierwsze pudło poszło na kurację zgodnie z rozpiską. Drugie lezy i jak mi nałóg dalej żyć nie daje, to sobie łykam tabletkę jedną na parę dni.
    Pan Mąż się ulitował i nie rozsypuje wszędzie papierosów, jara smrodliwe cygara u siebie w gabinecie.
    I może jakoś dam radę.

    OdpowiedzUsuń
  32. Marnaczek ma rację z tą zwrotnicą w głowie, rzucałam 5 razy i za piątym mi się wreszcie przestawiła, nie palę 6 lat i bardzo mi dobrze z tym.
    A mój malżon już za pierwszym razem rzucił z kopyta, jarał 25 lat popularne i ekstra mocne, potem ruskie,
    niczym się nie wspomagał, rzucił z dnia na dzień.

    Pozostaje życzyć ci, żeby panu Mężowi nagle się zwrotnica przestawiła, bo to on cie wodzi na pokuszenie.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostawił na noc w popielniczce peta z cygara. I co z tego, że za drzwiami gabinetu, smród był potworny. Podobnie śmierdzą używane a nie wyczyszczone starannie fajki.
      Ciężko będzie, może się rozwodem nie skończy. Trzymam się w pionie i nie palę, ale łatwo nie jest.

      Usuń
  33. dobrze, że zajrzałam - mam nadzieję że optymistyczne wiadomości są świeża jak wiosna - On też kiedyś rzuci - choćby ze względu na psy :) :) :) im to dopiero śmierdzi włos :) każdy

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.