Malutką wiertareczką, podróbką Dremelka, udekorowałam farbowane jajka. Farbowane jajka pierwszy raz w historii są bez okrągłych nadżerek z których złazi kolor, bo pierwszy raz w historii sposób użycia farbek był na opakowaniu w trzech językach i pierwszy raz się doczytałam, że do farbek dodać trzeba łyżeczkę (5 ml) a nie łyżkę (15 ml) octu!
Pomysły na grawerowane dekoracje pochodzą z: pisanka żółta - widok za oknem, pisanka czerwona - kubek od Ewci, pisanka czerwona 2 - naczynko z lumpeksu, pisanka zielona - The Beatles. Dwa jajka czekają na skrobanie. Wygnieciony kurczak z zeszłego roku znalazł się gdzieś między paradnymi talerzami. Brakuje mu skrzydełka i chyba zaraz odleci oko.
Po raz pierwszy w historii udało mi się również ciasto drożdżowe we wszystkich aspektach: od wyrobienia, przez rośnięcie, pieczenie aż do lukrowania. Z książki kucharskiej, skądinąd bardzo interesującej, pochodzi jedynie wyjściowa ilość mąki, którą zresztą podwoiłam, bo jedna baba zniknie z pewnością jeszcze przed rezurekcją. Resztę przepisu podrzuciła koleżanka, która wpadła na gola i z prezentem. Koleżanka miała rację, jej przepis zostanie zapisany i naklejony w książce kucharskiej zamiast tego, który przez 15 lat nie wychodził. O lukier zatroszczyła się Alicja.
A poza tym ugotowałam i upiekłam dziś szynkę, bo kupna jest niejadalna, przygotowałam boczek rolowany do pieczenia, zrobiłam śledzie, dwa kruche spody do mazurków (kupnych mazurków jest masa, ale składają się chyba tylko z cukru i lukru, aromatu identycznego z naturalnym i sztucznych barwników). Zatem, 2 kruche blaty i dwa blaty marcepanowe. No i na obiad pieczona perliczka (z Biedronki!) z pieczonymi ziemniakami dla oszczędności czasu i atłasu w jednej brytfance. I szaszłyk dla Pana Męża. Zakładałam, że czegoś, co nazywa się "perliczka" Pan Mąż nie tknie. Miałam rację.
Plan na jutro: wierzchy mazurków, boczek, przygotowanie świątecznych kaczek, a żurki , paschy i takie tam drobiazgi już w sobotę.
Wesołych Świąt!
Przepis na zawsze i każdemu :) udające się ciasto drożdżowe zamieściłam niedawno u siebie na blogu :
OdpowiedzUsuńhttp://umarianny.wordpress.com/2013/03/23/moje-menu-wielkanocne-odcinek-pierwszy/
Ciekawa jestem, czy przepis Twojej koleżanki jest podobny?
Podałam zły link :)
OdpowiedzUsuńO cieście jest tutaj:
http://umarianny.wordpress.com/2013/03/14/ciasto-drozdzowe-i-nie-tylko/
Odwaliłaś kawał dobrej roboty :)
OdpowiedzUsuńUdanego wypoczynku i wesołych Świąt. Ola.
O mamo ! Gacek ile TY wszystkiego szykujesz ? pracusiu jeden :)
OdpowiedzUsuńJajo z "żółtą łodzią podwodną" nooo przyznaję, że robi wrażenie. Życzę Ci spokojnych Świąt w otoczeniu rodzinki i chociaż troszkę pogody, by psiny mogły się wybiegać,a właścicielka nie przymarzała do podłoża. Buzia :)
Rozelko, dla mnie jest wielką ulgą, że dzień dłuższy i zaraz zmiana czasu. Bo depresyjnym światła brak. A że jest zimno, to mniej mnie martwi, bo kości nie bolą. Jak się zrobi ciepło to zacznę cierpieć fizycznie.
UsuńA robię to, co lubią i zjedzą. I co się da zjeść. Dość mam tych kupnych wyrobów, co po dwóch dniach do śmieci się nadają.
Mazurki zrobiłam pierwszy raz, babcia i mama nie umiały i nie robiły. A te sklepowe są obrzydliwie chemiczne.To już wolałam sama kilogram migdałów przerobić na ciasta i wierzchy. Migdały w Biedronce bardzo są tanie. Malakser, mój kuchenny heros sprawił się wyśmienicie, bez niego bym do takich prac nie podchodziła.
czuję się urobiona po łokcie po przeczytaniu :) jajka genialne:)
OdpowiedzUsuńnajlepszego dla Ciebie i całej rodziny na te Święta:)
Wzajemnie, wesołych Świąt.
UsuńPisanki kupne są tak dokonałe, że strach się za nie brać. Robienie takich cudeniek wymaga wprawy większej niż ta potrzebna do haftowania i robienia na drutach. I okazało się, że inspiracje do zdobień faktycznie są wszędzie, ale jednak nie zjem jajka malowanego akwarelą ani akrylami, oklejonego papierem i umazanego akrylowym lakierem, a wydmuszki nie są dla mnie.
Zatem Dremel... i wio!
spokojnych rodzinnych świąt,aby gorset wytrzymał te pyszności i zezwolił bezkrytycznie i łaskawie na ich degustowanie,ten patent na pisanki znakomity,pozdrawiam rysiek
OdpowiedzUsuńrodzinnych,ciepłych świąt,aby gorset łaskawie zezwolił w pełni na degustację tych pyszności...,rysiek
OdpowiedzUsuńNie zezwolił, jadłam bez gorsetu. Było warto!
Usuń