wtorek, 2 lipca 2013

Kręcenie lodów

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Nie znoszę powszechnego damskiego sportu, jakim jest gadanie o produkcji żarcia. Żarcie jest do jedzenia i powinno być pyszne. Gromadne omawianie kto co i dla kogo gotuje wcale mnie nie kręci. Owszem, fajnie jest dowiedzieć się o jakimś trafnym kulinarnym myku, ale w damskiej pogawędce ten jeden pożyteczny myk ginie w powodzi niestrawnych rozważań o smażeniu wątróbki i innych takich nudziarstwach. Mimo to dziś poprzynudzam sama. Ciocia Ficia od dobrych rad mi się włączyła.

Jedzenie jest do jedzenia a nie do gadania. Niestety ostatnio okazuje się, że jest do przemyślenia co  się je, co jest a co nie jest jadalne.
I od mniej więcej kilku miesięcy czytam starannie skład surowcowy na wszystkich produktach spożywczych. Szukam tam zwłaszcza syropu glukozowo - fruktozowego. Są powody, żeby tego do ust nie brać. Kto ciekawy dlaczego, niech sobie ten syrop przegoogla. 
Składnik ten, bardzo ułatwiający produkcję słodyczy jest prawie w całym przetworzonym żarciu, a w pieczywie cukierniczym i w lodach występuje obligatoryjnie. Jedyne lody bez tego dodatku kosztują 23 - 26 zł za 500 ml i mało gdzie można je kupić. Oczywiście poza tym syropem w lodach - które bardzo, bardzo lubię - występują również powszechnie tak apetyczne rzeczy jak guma guar, mączka chleba świętojańskiego, aromaty identyczne z naturalnym, barwniki i pewnie cała tablica Mendelejewa na dodatek. 
A powinny być jedynie żółtka, mleko, cukier, śmietanka i dodatki smakowe. 
W każdej książce kucharskiej jest napisane jak zrobić lody. Jest to ponoć proste pod warunkiem posiadania maszynki do lodów. Jedynie Nigella Lawson pisze jak zrobić bez maszynki zwykłe lody a nie parfait (nie ma finezji w wymieszaniu bitej śmietany z koglem moglem i zamrożeniu tego w normalnym pojemniku bez kręcenia w maszynce). Przeczytałam, pomyślałam jakiego użyć do tego sprzętu i oto recenzja z produkcji:
1) W garnku z grubym dnem zagrzałam niemal do wrzenia pół litra mleka z miąższem jednej laski wanilii.  Patrząc na powstawanie kożucha rozważałam wariacką cenę 9.30 za wanilię. Laski wanilii wymoczonej w mleku nie da się ponownie użyć do produkcji cukru waniliowego domowego. Za to nieobecność w lodach cukru wanilinowego kupnego gwarantuje brak zgagi po zjedzeniu lodów. Wanilia jest w tym przedsięwzięciu najdroższa. Nigella kazała mleku z wanilią stygnąć 20 minut, ja wstawiłam garnek do zlewu napełnionego zimną wodą.
2) W malakserze utarłam 6 żółtek z 125 g cukru pudru na kogel mogel i powoli wmiksowałam (wmalakserowałam???) dodawane łyżką wazową mleko z wanilią. Nie zwarzyło się!
3) Z malaksera miksturę wlałam z powrotem do garnka i postawiłam na małym gazie. To trzeba ciągle mieszać trzepaczką, za to kąpiel wodną można odpuścić. Nigella pisze, że w razie gdyby się warzyło wstawić garnek do zimnej wody w zlewozmywaku i szaleńczo miksować. Ale się nie zwarzyło, tylko pięknie zgęstniało. Po zgęstnieniu trzeba to ochłodzić we wspomnianym zlewozmywaku. Stygnie szybko.
Jak ostygnie...
4) ubić na pół sztywno 125 ml śmietanki kremówki i dodać do kremu z żółtek.
I to jest zasadniczy przepis na masę na lody. Cały. Skończony. Bez gumy guar, karotenu, mączki chleba świętojańskiego, serwatki, mleka w proszku ani innych takich pyszności. Teraz trzeba to schłodzić i zamrozić na masę a nie na bryłę lodu.
Ja wybrałam do chłodzenia wysoki pojemnik z pokrywą, w której to pokrywie jest dziura umożliwiająca wsunięcie końcówki miksera - żyrafy. Masa w tym pojemniku spoczęła w zamrażarce i co godzinę była starannie miksowana. Po trzech powtórkach miksowania mam całkiem zgrabne lody, które smakują jak waniliowe od Włocha na Hożej czterdzieści lat temu. Może i maszynka dała by tym lodom gładszą konsystencję, ale mam mały zamrażalnik i miska maszynki mogła by się tam nie zmieścić. Nie zamierzam otwierać lodziarni, nie będę produkować lodów hurtowo. Na nas dwoje sposób z mikserem - żyrafą wystarczy.
Tak zrobione lody kosztują mniej niż Haagen -Dazs. Z tych proporcji otrzymałam około litra masy w cenie niższej niż litr lodów Grycana. Kosztują więcej niż 4 złote, to prawda, ale i znacznie lepiej smakują. Jak zjemy te, to będę szaleć z innymi smakami.  Z rodzynkami w rumie powinny być fajne, z pokruszonym batonikiem Daim też.

14 komentarzy:

  1. Mam trochę inaczej, uwielbiam wymieniac się przepisami, od niepamiętnych czasów zbieram książki kucharskie. Otaczam się różnościami usprawniającymi pracę w kuchni, a że póżniej mało z tego wszystkiego wprowadzam w czyn, to już inna sprawa. Ważne, że jak weżmie mnie ochota, to sprzęt jest pod ręką i książki również, w tym historyczna słynnej Ćwierciakiewiczowej.
    Przepis na lody które zrobiłaś brzmi ciekawie, ale trochę za dużo zachodu jak na mnie, zaglądanie co godzina do lodówki przekracza moje możliwości. Nie mniej potrafię sobie wyobrazic jak pyszne są w smaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książek kucharskich też mam sporo, wyselekcjonowane, kochane pozycje czasem sobie czytam jak powieść. Ćwierczakiewiczowa to klasyka, ale nadaje się już tylko do czytania, choć właśnie od niej kilka myków podłapałam. Ale gadek na trawniku pt "A mój syn to tylko tak i tak przygotowane schabowe lubi..." naprawdę nie znoszę, choć ze wstydem przyznam, że się przytrafia.

      Usuń
  2. Gackowo kochana, wywal ten mój komentarz, ale najpierw popraw "zważyło się" na "zwarzyło się", proszę.... Zawsze dbasz o ortografię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawiam. Było pierwotnie "zwarzyło się" ale coś nie pasiło poprawiaczowi pisowni. I tak poprawiłam. Jako dysortografka w dziedzinie ż i rz miewam wpadki.

      Usuń
  3. Czytając przerózne wpisy w internecie mozna przestac pisac ortograficznie. Byk na byku. Tobie Gacek praktycznie się nie zdarza, więc spoko. Zapomniałam wpisac , że domagam sie zdjęcia lodów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waga - ważyć; war - warzyć. Dopiero przy takich zagadkach wymiękam. Bo tak na ogół to sobie radzę.
      Przy następnych zrobię reportaż, bo te Pan Mąż już spustoszył.

      Usuń
  4. Jeszcze jedno muszę dopisac, że nie wszystko co jest produktach żywnościowych to chemia np poczciwa mąka z chlebka świętojańskiego to http://pl.wikipedia.org/wiki/Szara%C5%84czyn_str%C4%85kowy
    Aromaty identyczne z , to również produkty o składzie identycznym z naturalnym. Dopiero sztuczne aromaty i smaki to chemia. Sporo jeszcze takich dodatków do żywności jak i smakołyków nie jest szkodliwa, a niestety niezbędna. Za długo by tu pisac, a nie chcę Ci bloga zaśmiecac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syrop glukozowo - fruktozowy niby trujący nie jest. Ale spożywany przewlekle daje okropne skutki. Ja już tych skutków doświadczam i mi starczy.
      A reszta tych składników nieapetycznie brzmi.
      Guma guar - błe

      Usuń
  5. Smakowicie sie czyta. Ale co siedzi w detalach batonika daim? ,)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migdały , masło i cukier. Razem na przepyszny karmel przerobione i zazwyczaj oblane mleczną czekoladą. Dostępne w IKEA, w sieci Leclerc i czasem na stacjach benzynowych. Nawet jakieś MIlki z Daim już robią.

      Usuń
  6. Droga Gackowo, jak Ty to robisz, że jesz lody i masz dobre cukry??? Ja odmawiam sobie wszystkiego od jakiegoś czasu, a cukry... i tak do doopy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukry mam różne, ale umiar pozwala na wiele.
      Lody własnej roboty można umiarkowanie posłodzić. Nie mają fruktozy więc nie powodują apetytu na więcej lodów.
      Wiedziałam, że będę miała cukrzycę, bo po obojgu rodzicach mam możliwość jej odziedziczenia i łapałam francę za rękę. W końcu się doczekałam, ale mnie nie zdążyła spustoszyć. Poszłam do diabetologa przy porannej glikemii rzędu 120 - 130 a nie 400. Teraz jadam zgodnie z indeksem glikemicznym. I jakoś to gra na razie. Łyżeczka domowych lodów to co innego niż kilo kupnych.

      Usuń
  7. Biere ten przepis!
    Biere - cennik jakowyś Waćpani masz?
    Czy może za darmochę można...?:)

    A syrop glukozowo - fruktozowy to samo zuuuuo.
    Wiem, czytałam, dokształt posiadam.
    Unikam jak dzikiej zarazy!

    Zdaje mię się, że jutro będę... kręcić lody!:D

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.