poniedziałek, 8 lipca 2013

Kwitnie!

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Pewnie uschła by mi rączka, gdybym kupując rozsadę na taras nabyła dajmy na to sześć jednakowych, jak Pan Bóg przykazał sadzonek. Nie umiem! 
Widząc bajecznie kolorowe kwiatki kupuję trochę tego, trochę owego, byle było w różnych barwach, różnego wzrostu i o różnej fakturze liści. Rezultat jest zwykle nieoczekiwany i zaskakujący. Sadząc i siejąc kwiaty na taras pilnuję jedynie, żeby petunie i surfinie siedziały w osobnych donicach, bo te łajzy każdą inną roślinę w sąsiedztwie od kwitnienia powstrzymają. Takie są podłe.



Klematisy zachowały się tak, jak w zeszłym roku. Ten, który mi się nie podobał zakwitł obficie i przekwitł, a ten, miły memu sercu wypuścił jedną łodygę, dał pięć kwiatków i tak jak w zeszłym roku zdechł. Pewnie we wrześniu puści marny pęd i tyle z niego frajdy.
Wilec ociąga się z kwitnięciem. Na szczęście jego liście szczelnie zarastają okno w sypialni. Na fasolę zawsze można liczyć. Kobea własnego chowu ruszyła z kopyta dopiero jak dostała prawdziwego, granulowanego i fermentowanego gnoju. Ciekawam, czy będzie miała choć jeden kwiatek. Bougenvillę zgwałciłam na kwitnięcie taka ilością nawozu, że aż mi nieprzyjemnie. Surfinie jeszcze po czerwcowych deszczach do siebie dojść nie mogą. Fuksje przechowane w mieszkaniu przez zimę zaczynają szaleć.


Tomek lubi nie wiedzieć czemu wysiewane mieszanki typu łączka. W tym roku z owej łączki wyrosło coś takiego jak powyżej. Wyrosło i zakwitło w trzech kolorach: białym, różowym i w ciemnym amarancie. Wie ktoś może, co to za kwiatek?
Jakby cztery maciupkie orchidee z jednej szypułki wyrastały.


Koleżanka uprzejmie stwierdziła, że to bardzo ogrodowo wygląda.
Mam wrażenie, że nie robię nic innego, tylko biegam z konewkami. A właściwie z wielka konwią. Mała, poręczna konewka z IKEA skruszała od słońca i nie wiem co bez niej zrobię. Konewka ma jednak swoje zalety.
Bo naturalnie i w ogródku trzeba niektóre egzemplarze nawadniać. A coś się szlauchowi zrobiło i nie daje się szczelnie z kranem w łazience połączyć. Więc dyguję tę konew tam i z powrotem...
Zmykam do Skiroławek (są jakby jeszcze lepsze niż dawniej), póki jeszcze żadna roślina nie omdlewa z upału.

17 komentarzy:

  1. Klarkia wytworna (Clarkia unguiculata Lindl.) najprawdopodobniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zbiorę nasiona, jeśli się nasion dochowamy, bo bardzo ładna ta klarkia. I faktycznie wytworna.

      Usuń
  2. Też mam takie kwiatki z mieszanki, a nazwa mi z głowy wyleciała...

    Ładni Ci zakwitło, mi kobea zmarniała spektakularnie ;-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój taras wygląda tak nonszalancko artystycznie. Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój taras wygląda tak nonszalancko artystycznie. Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogę tylko potwierdzić , że Leloop bardzo trafnie rozpoznała tę roslinę (nazywa się ją pospolicie dzierotką, a dodatkowo polecić inny rodzaj klarkii (łac. clarkia anmoena), którą na ogół spotyka się pod nazwą: godecja wielkokwiatowa. Jest równie śliczna i równie łatwa w uprawie. Pozdrawiam, anonim od rozłogówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Anonimie - Dobrodzieju. Dąbrówka robi co w jej mocy, żeby moje klepisko porosnąć. Nawet domaga się podlewania, co nie jest łatwe. Szlauch zachorował na niekompatybilność końcówek. Jakieś złe skrzaty końcówki pozamieniały. Dyguję zatem konew po całych dniach tu i tam.
      Klarkię i godecję sobie zapamiętam, bo są śliczne.

      Usuń
  6. Żeby te diabelskie końcówki węży pasowały, to chyba trzeba zrobić magisterkę z ich systemów i sposobów dopasowania. I mnie nieraz dotknęły te ogrodowe problemy. Proszę zajrzeć dziś wieczorem na maila - będzie dokumentacja fotograficzna prześlicznych fuksji w oprawie i na mojej ścianie. Nie mogę się napatrzeć, takie są cudne. Przy okazji ogłaszam wszem wobec, że Gackowa jest Kobietą Wielkiego Talentu i Wielkiego Serca, bowiem nie tylko narysowała cudny pastel, ale także mnie go podarowała. Dziękuję raz jeszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gackowa się cieszy niezmiernie, że pastel bedzie na pięknej, równej, nowej ścianie wisiał a nie zalegał w teczce na prace za kanapą schowany przed ludzkim wzrokiem.
      A te węże ogrodowe to chyba sobie same te końcówki nocą podmieniają. Pamiętam, że dwa lata temu końcówki pasowały. teraz chciałam węża podłączyć dla dobra dąbrówek i kopytników i chała zbolała.
      Chyba wymyślę jakiś indywidualny system podlewania roślin wykonany z butelek PET, bo wężem to masa wody wychodzi, a i tak wszystko wciągają drzewa i skarpa sucha jak sahel. A tak, jakby każda osobiste 1,5 litra dziennie dostała to może by i rosły.

      Usuń
  7. Uwielbiam taki artystyczny nieład! U mnie też tak to sie odbywa. Podziwiam u niektórych takie eleganckie ujednolicone tu thuja, tu burgundowa surfinia, ja widac jestem przaśna baba. Musi byc dużo i kolorowo ;)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tego "porządnego" prowadzenia tarasu i ogrodu nie podziwiam. Kiedyś podziwiałam i przestałam. To jak z ubieraniem choinki na Gwiazdkę, domowa ma sto kolorów, dziwaczne ozdoby i jest piękna. Designerska stoi w centrum handlowym i nie ma duszy.
      Odkąd wpadły mi w łapy angielskie książki o ogrodnictwie w doniczkach z pełną premedytacją takie ogródki prowadzę. Nawet większość skrzynek wyrzuciłam plastikowych i zadowalam się donicami i doniczkami. Ma być kolorowo, ma ta łysa ściana zarosnąć liśćmi. Tylko w listopadzie, jak to sprzątam to mi się płakać chce.
      I nie wiem, jak werbenę zmusić do kwitnięcia, jak sierota uboga wygląda. Millionbells też całkiem spsiały.

      Usuń
  8. Niezwykły jest Twój taras- artystycznie bajeczny. Bardzo mi się podoba ta różnorodność. :) BBM

    OdpowiedzUsuń
  9. Taras ze zdjęcia przypomina mój własny, z tą tylko różnicą, że posiadam jeszcze malwy, które każdego roku pojawiają się w innych miejscach.Ot, wędrowniczki. Rośliny sadzę w starych garnkach. Warunek: muszą być granatowe. Tą metodą oczyszczam dzikie wysypiska w sąsiadującym lesie, a taras każdego roku zyskuje. Ale chciałam o czymś innym, cały czas popatruję na moje dzisiejsze trofeum z second hand: ręcznie szyta, duża szmaciana lalka z narysowaną buzią. Pantalony, haleczka, kretonowa długa sukienka i fartuszek zapinany na guziczki już wyprane i uprasowane, zamszowe butki wiązane na wstążeczkę wyreperowane. Lalka ma bardzo cwaną konstrukcję: nogi i ręce dają się zginać. Jest to moja riposta na laleczkę ze spinacza do bielizny. Bez bicia przyznaję się, że takowa spędzała mi sen z powiek! Człowiek jest jednak istotą ułomną! Pozdrawiam serdecznie, Myza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, malwy w garnku? A jak je przechowujesz przez zimę? Zimują w tych garnkach na tarasie? Ja też chcę malwy!
      Fascynująca ta lala musi być. Można ją gdzieś zobaczyć?

      Usuń
  10. Kwieciscie mi, patrzac na twój taras. Przepieknie u ciebie. Tyle róznorodnosci, pacha kolorów. Klaniam sie po raz drugi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się kłaniam :-)
      Tyle, że w bardzo ciepły dzień wysiedzieć na tum tarasie nie sposób. Podobny jest do zacisznej, nagrzanej niewiarygodnie patelni.

      Usuń
  11. Piękny ten taras i cudowne kolory, kwiaty to właśnie lubię.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.