środa, 4 września 2013

Cicer cum caule

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Dla nienauczanych łaciny wyjaśniam: tytuł oznacza groch z kapustą.

Zaczęła się szkoła. Na miejscowym placu zabaw zostały jedynie dzieci w wieku żłobkowym i przedszkolnym. Pozostałe spędzają dnie w sposób zorganizowany. Niestety, nie tylko one. W Polityce znalazłam taki żarcik śmieszny wyłącznie dla tych, co nie parają się nauczaniem:


I znów i znów i znów zastanawiam się, co rodacy na co dzień jadają. I czy jeszcze ktoś - poza blogerami piszącymi o kuchni cokolwiek gotuje? W mojej osobistej rodzinie normalne obiady (dziś to się nazywa normalne obiady, teściowa nr 1. nie posiadała się z oburzenia, że nie robię ani zup, ani kompotów, ale to obiady jednodaniowe) robię tylko ja.
Misia żywi się frytkami z majonezem i kanapkami, Alicja chyba wcina na obiad krakersy a co jakiś czas gotuje cukinię hurtem albo gicze, o tym wydarzeniu zawsze melduje. Knajp dookoła coraz więcej, ale nie są jakieś oblegane.
Najwyraźniej zapracowani ludzie nie mają czasu na kucharzenie i zapychają brzuchy tym, co w ręce wpadnie. Na straganach na bazarku w obfitości występuje to, co można pokroić i zjeść bez gotowania. Mięso jest najwyraźniej w odwrocie. Nawet mrożonek coraz mniej widuję w odwiedzanych miejscach.

Pojechałam dziś do miasta metrem, a ponieważ nie mogłam znaleźć przed wyjściem telefonu zamiast grać w drodze w Tetris patrzyłam dookoła. Poza pieluchami dla nie trzymających moczu kobiet reklamy promowały jedynie konsolidację kredytów oraz pożyczki gotówkowe  o nadzwyczaj niskim koszcie. Ponuro to wygląda.

Prasując niedawno jakieś szmatki gapiłam się w TVN24. Zainteresowana byłam sytuacją w Syrii, ale w każdej przerwie reklamowej jacyś ludzie podobni do celebrytów wciskali kit o nadzwyczajnej przewadze szkoły nad przedszkolem dla sześciolatków. I namawiali rodziców, żeby dzieci do szkoły zapisywali bo jeszcze zdążą. Czyli żeby sobie rodzice w stopę sami strzelili. W przedszkolu dzieciak jest dopilnowany od rana do siedemnastej, nakarmiony, położony na czas spać, zajęcia edukacyjne są prowadzone, huśtawki w ogródku oraz kibelki i krzesła mają właściwą wysokość, materiały do prac ręcznych zapewnia placówka. Po korytarzu nie biegają szóstoklasiści. W szkole wręcz przeciwnie.
Zajęcia zaczynają się w dowolnie wybranej godzinie pomiędzy ósmą a trzynastą i nie sposób przewidzieć kiedy, trzeba dzieciaka na czas zaprowadzić i odebrać, za obiad można zapłacić, ale czy młody zje nie wiadomo, trzeba kupić całe szkolne oprzyrządowanie i nieustannie coś dokupować. Dla pracujących rodziców to Koszmar Z Ulicy Wiązów. Gdyby faktycznie państwu zależało na wcześniejszym rozpoczęciu edukacji mądrzej byłoby przenieść całe nauczanie wczesnoszkolne do przedszkola i nikt by się temu nie sprzeciwiał.
Ani ministerstwo ani rodzice głośno nie mówią o istocie sporu.

Przejechaliśmy się wczoraj całą rodziną do Wieliszewa. Od operacji Alicji minęły krytyczne dwa lata. Ani śladu w Alicji tego, co tyłem chodzi. Zdrowa baba! Tyle, że przed kontrolami ta zdrowa baba jest tak przerażona, że ze strachu robi się bardzo agresywna. Już dziś jej przeszło. Do lutego ma spokój, a potem znów ta sama polka: TK, kontrasty, opisy i drżączka. Niby już po otrzymaniu opisu widać, że jest czysto, ale Alicja nie przestaje się trząść ze strachu (maskowanego agresją) nim jej tego lekarz w oczy nie powie i nie minie od wizyty jakieś dwanaście godzin. Biedna zdefasonowana była chora jest narażona na wiele nieprzyjemności. Zatrudniony w przychodni na zastępstwie urolog z Ukrainy - bardzo oszczędny - nie chce dać skierowania na badanie kontrolne, bo ono jest szkodliwe. Pan Mąż na wieść, że ma do tego Wieliszewa jechać blednie i prosi mnie o towarzystwo. Dla niego widok szpitala postawionego w szczerym polu najwyraźniej w celu leczenia miejscowych prominentnych  prostat i pęcherzy jest nie do wytrzymania. Oczy mu się też w Wieliszewie robią okrągłe ze strachu. No i dla podtrzymania obojga na duchu i ja się przejechałam. A ze mną mój I phone.  No i rano go nie mogłam znaleźć.
Spanikowałam dziś w okolicy trzeciej po południu, bo wciąż go nie było. W końcu postanowiłam sprawdzić działanie programu Znajdź Mojego I phona. Najpierw I pad powiedział, że I phone leży w ogródku pod oknem gabinetu, potem, że na boisku do koszykówki przed domem, jeszcze później, że na ścieżce za płotem. Po odświeżeniu poszukiwania oznajmił, że I phone porusza się szosą z Pułtuska do Warszawy wzdłuż Narwi i jest aktualnie na wysokości Kacic. Zawiadomiony o tym Pan Mąż znalazł drania pod siedzeniem w samochodzie i zapowiedział się na (gotowany w domu) obiad za jakąś godzinkę. Mój Iphone to prawdziwy obieżyświat, był dziś w Szczytnie!

11 komentarzy:

  1. Pani Żona zapomniała dodać, iż po odkryciu obecności swojego iPhone'a "gdzieś w Polsce pod Kacicami" posądziła mnie o podwędzenie go. Sprostowania, niestety, nie usłyszałem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo I phone, obieżyświat, wcale z Wieliszewa do domu nie wrócił. Dekownik jeden...

      Usuń
  2. Mój mąż też tak miał z badaniami kontrolnymi, co gorsza ja razem z nim. W domu Sodomia z Gomorią. A potem przestał chodzić n badania, bo jest mądrzejszy od lekarzy, którzy kazali się badac co pół roku przez 5 lat. Dopiero niedawno przestałam się martwić a minęło 8 lat o zakończenia leczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to miałaś niewesoło...
      Badania kontrolne to czysta makabra. Ponoć najgorzej jest w CO, bo nie dają wyników do rąk i do gabinetu lekarskiego wchodzi się jak po wyrok.

      Usuń
  3. Uśmiałam się z historii z Twoim telefonem. Ważne , że sie odnalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie ten program poszukujący to byśmy go nigdy nie znaleźli, siedział pod fotelem. Pewnie byśmy go unieważnili, czyli zdezintegrowali, coby złodziej nie mógł korzystać. Kto takich rzeczy szuka w samochodzie na parkingu?

      Usuń
  4. kurkavodna, bym pomachała Twemu ajfonu, gdybym wiedziała, że jedzie przez mój uroczy grajdołek, ha! :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale Ci przynajmniej mówi, gdzie się włóczy, nie to co ja :-D
      cium!

      Usuń
  5. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi albo o pieniądze, albo o władzę :-))) nie wiem, szczerze mówiąc która motywacja stoi za projektem pt sześciolatki do szkół, ale i tak źle mi się to kojarzy. Niby za gramanicą tak jest od dawna, ale czy tam są mądrzejsze dzieci później? Więcej umieją?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem. Na pewno szkoła jest tańsza od przedszkola.

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.