piątek, 27 września 2013

Znikam w Derry

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Lato było OK, wypoczęłam, bo wydajność mi wzrosła i na obiad już nie podaję schabowych. Schabowe wrócą wiosną.
Pies została zgodnie z zaleceniem veta ubrana. Z mojej starej, ale wciąż nieprzemakalnej peleryny uszyłam jej kosmiczny kombinezon przeciwdeszczowy. W czasie deszczu obowiązkowy, bo ma zakazane moknąć na deszczu. (Dlaczego pływanie w zimnej wodzie jest zatem wskazane???)
Przeceniłam psa z tyłu a nie doceniłam z przodu, zatem kombinezon z przodu nieco się ciągnie na potężnych, kretkowych barach. Następny będzie z przodu szerszy.


Początkowo Kretka maszerowała w ubranku jak koń na paradzie wysoko podnosząc przednie łapy, ale jakoś przywykła i już wie jak tego używać.



Rozwiązanie sanitarne jest jak widać udane. Siusiać się też w tym da nie lejąc sobie do nogawek.

Urlop minął i Pan Mąż już w kołowrotku. Do następnych wakacji mam go z głowy. Nawet wyszedł ze mną raz na miasto, ale jakby go wcale nie było, tyle, że paczki niósł. Podczas spaceru z żoną udzielił chyba z dziesięciu wywiadów do radia, bo akurat w Kenii się dymiło.




Do przyszłych wakacji mam Pana Męża tylko karmić - opierze się sam - a na pewno z nim nigdzie nie spacerować, bo i tak uwagi na mnie nie zwróci. 

Skoro on w Kenii jest głową, albo przy studentach, albo przy recenzjach albo przy jeszcze czymś innym, na czym ja się wcale nie znam, to pojechałam sobie do Derry i chwilowo tam zostanę.
Do Derry jeżdżę zawsze, gdy Stephen King wyda kolejną książkę. Póki kupowałam te książki po polsku, to w Derry przebywałam dość krótko ( choć Lśnienie, To, czy Bastion zajmują niestety więcej niż jeden dzień czytania, bo są cholernie grube). Teraz przestałam się w końcu certolić i sprowadzam sobie takie dzieło z Amazona bezprzewodowo w 20 sekund i w dniu wydania. Niestety - a może stety - przebywam tym samym w Derry nieco dłużej, po angielsku nie czytam tak szybko, ale chyba i tak szybciej niż statystyczny Polak, co czyta jedynie Fakt.
Kingowi oprzeć się nie potrafię i nie chcę. Nawet mnie nie powstrzymuje, że popełnił pierwszy w życiu sequel. Doctor Sleep opowiada o dalszych losach małego bohatera Lśnienia i opowiada fantastycznie. (Skoro przetrwałam Komórkę, Stukostrachy i Regulatorów, to znaczy że jestem fanką absolutną i żaden sequel mi nie straszny)
Recenzent w New York Times usłużnie podsunął już Mojemu Ulubionemu Autorowi kolejne jego dziesięć powieści, gdzie przydał by się dalszy ciąg. King powinien by chyba żyć 200 lat by recenzenta zaspokoić.
Zdaniem szerokiej rzeszy recenzentów i czytelników King pisze o makabrycznych straszydłach, wampirach, Karmazynowym Królu, o szatanie, o wilkołakach i innych szpetnych stworach. A moim zdaniem on pisze o naszych doskonale znanych codziennych zmorach tyle, że ubiera je w dość fantastyczne kostiumy. Penetruje ludzkie lęki jakie pewnie ma albo miał kazdy z nas. Doctor Sleep opisuje jak wychodzi się z alkoholizmu, drąży lęk przed śmiercią, lęk przed utratą dziecka a co dalej nie wiem, bo jeszcze nie doczytałam.
Z Derry jadę prosto do Vermontu, bo kolejna powieść Shirley Jackson już czeka. A po niej jakaś antologia horroru, ponoć daleka od modnych ostatnio wampirów bez zębów i pornosów dla młodzieży bez seksu.
A z tej podróży do odległych krain wracam co jakiś czas aby udziergać sobie bądź bliźniej czapeczkę, namalować obrazek albo ugotować coś szybko a smacznie.


Możliwe, że nie jest to bardzo udany portret mieczyków, ale nie mogłam się powstrzymać, bo skoro mają ulubiony, różowy kolor i dokwitły niemal do końca, to co szkodzi spróbować?

20 komentarzy:

  1. Widzę, że na XII piętrze dywany nieco wyblakły ale i tak jest fajnie. A studentki Ci się przypadkiem w mężu nie podkochują? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może się i podkochują, bywają takie, co na egzamin bez majtek i spódnicy przychodzą, ale to zmartwienie Pana Męża. Dywany nieco wydeptane, ale i zdjęcie komórką zrobione :-))))) Kolorki nie podbite, to i marne.
      Problem studentek i męża pani Jackson rozważała. Wystarcza mi o tym czytać, martwić się nie będę.

      Usuń
  2. Psia kurteczka elegancka wielce!

    A mieczyki cudne! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja z kinga to tylko The Dark Tower, bo to nie horror ino zupełnie co innego, za to moja wiejska biblioteka ma to w całości i w oryginale :-) ostatni tom przeczytany w 1/3 i cały czas się boję, że jak doczytam, to skończy się świat ;-) nie doczytuję zatem.
    Pana Męża prosz pozdrowić, dla Ciebie uściski gorące i możebnie w listopadzie dojadę w końcu na Szarotki! (ołje!), się nie dzieje, bo się szyć uczy :-P o czem w stosownej chwili na blogasku doniosę.
    cium! mieczyki zaiste piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, poza numerowanymi tomami masz jeszcze przed sobą Wiatr Przez Dziurkę Od Klucza, to też należy do cyklu. I chyba King też lubi ten cykl, bo wciąż do niego to tu to tam wraca. W Talizmanie i Czarnym Domu znajdziesz powiązania Dark Tower z naszym światem.
      I w wielu opowiadaniach krótszych i dłuższych.
      Do Derry!

      Usuń
  4. King is the king! Obok Irvinga:-)
    Monsh - jak najbardziej przystojny intelektualista.
    To tyle o męźczyznach na dziś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że Irving wciąż tę samą książkę pisze. A King różne.
      Chyba Hotel Nju Hempszajer (ha, jak pięknie piszę po angielsku :P) jest z Irvinga the best.

      Usuń
    2. No i oczywiście Regulamin Tłoczni Win

      Usuń
    3. Gottes Werk und Teufels Beitrag, ta Irvinga najchetniej przeczytalam.
      Zdumialam sie nad finezja ubranka Kretki, szczególnie dopracowana tylna partia ;)

      Usuń
    4. Od razu dopracowana, gumka w tuneliku i wszystko. Teraz z nieprzemakalnej kurtki z Tchibo muszę zrobić wersję II z porządnym przodem bez ciągnących się rękawów!
      Witam Spirytkę po przerwie:-)

      Usuń
    5. Mam kłopot z oddawaniem komentarzy. To taka mała skarga. Piszę, piszę i nagle - stop - nie mogę dodać ani litery. W edycji podlądu na chwilę działa znowu i potem znowu stop. A o Irvingu tyle chciałam napisać... Że nie " Hotel New Hampshiire", a właśnie "Regulamin", że " Modlitwa za Owena" , " Ostatnia noc w Twisted River" - tu przez pierwsze 50 stron ( w tartaku) ledwo przebrnęłam, ale potem - porywa. Tak, masz rację, jest pewna powtarzalność, ale mimo wszystko Irving to wariat, który sprawia, że mam wizualizację i widzę, jak mały zabija patelnią kochankę ojca. Oczywiście, zamiast płakać, rżę ze śmiechu, bo tak to jest skonstruowane.
      Jasne, przy Garpie, ale to w młodości, łzę uroniłam niejedną.

      Usuń
    6. To chyba nie do mnie ta skarga, a do tego pomarańczowego B, co ja tu mogę?
      Chyba założymy wspólnego bloga czytelniczego dla łaknących mocnej rozrywki na poziomie i sobie wspólnie opiszemy to i owo, bo w realu to mało mam towarzystwa rozumiejącego takie rzeczy.

      Usuń
  5. Zazdroszczę tych literackich podróży, oj bardzo.
    A mieczyki bardzo ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Angielskiego uczyłam się jedynie w komunistycznym liceum przez 4 lata po 2 godziny tygodniowo. I nigdy więcej.
    Ale:
    jeżeli rozumie się 10% słów, to treść trafia jakimś cudem do głowy. Należy zacząć i sprawdzić czy przypadkiem nie da się czytać. Bo może się okazać, że się da! A potem to już kwestia wprawy. I słownictwo w magiczny sposób się rozrasta. I rozumie się coraz więcej i więcej.
    Spróbuj na jakimś prostym tekście.

    OdpowiedzUsuń
  7. w ubranku Kretka wygląda super brawa dla Ciebie

    te mieczyki są rewelacyjne bardzo mi się podobają

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. mieczyki rewelacja bardzo mi się podobają

    kubraczek superrrrr brawo

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. Psi skafander uszyłaś genialnie , lepiej nie można. Wszystko jest , osłonięty psi grzbiet i łeb , plus możliwośc załatwienia potrzeb fizjologicznych. Super robota !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Gackowa,czemu tak rzadko Pani teraz pisze?Brakuje mi Paninych perełek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo życie trzyma mnie w pazurach, żyje się, czyta się, maluje się a to trwa, niestety. Jak wiadomo po 45. roku życia czas niezwykle się skraca. Skrócił się ostatnio bardzo. Choć niby nic niezwykłego się nie stało.

      Usuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.