piątek, 18 kwietnia 2014

I wszystko się zmieniło

Od samjutkiej pracy zgłupiał pan Ignacy

Sukienka z dekoltem do pasa doczekała się stanika. Całkiem przypadkiem zanęcona plakatem "Wyprz do 70%" weszłam do Li Parie na Chmielnej i zapytałam o bardzo wyciętą bardotkę 80 E. Panienka okiem nie mrugnęła, powiedziała tylko - Już przynoszę, i po chwili naprawdę przyniosła mi naręcze staników balconette. Pokazała mi przymierzalnię, Pana Męża posadziła na kanapce na przeciwko tejże i zaczęło się przymierzanie. Jak w operetce w każdym kolejnym staniku mogłam się Tomaszowi pół goła pokazać, a jemu oczy się coraz bardziej maślane robiły. Panienka niestrudzenie donosiła kolejne staniki. Dokonałam wyboru - tak wyciętej sztuki w życiu nie widziałam i pozwolicie, że będę w nim paradować jedynie przed Panem Mężem a nie w blogosferze. Pan Mąż był zachwycony pewnym beżowym, tiulowym i haftowanym w różyczki, ale mnie bardziej przypadł do gustu czarno-szary (na metce nazwano to cyną) w tiulach w różyczki niech sobie chodzi sam. W domu się okazało, że stanik z dekoltu nie wychodzi ani ani. Pan Mąż natomiast zaczął burczeć coś o kiecce za długiej. Jest 2 cm za kolano. Nie skrócę jej bardziej. Panie profesorowe okrągłe w talii jak piłeczka nie chodzą w mini i już. Talia coś znowu mi urosła.
Są ku temu bardzo poważne przyczyny.
Odpadły mi mianowicie z grafiku długie spacery z psem. Kretka bierze Trocoxil już osiem miesięcy bez przerwy. Nagle w początku kwietnia, tuż po kolejnej dawce leku przestała chodzić. To znaczy nie ma paraliżu, na łapach stoi, ale porusza się bardzo powoli, sztywno, widać ze jej to sprawia ból. Było tydzień zastrzyków, drugi tydzień tabletek i skutek jest bardzo mizerny. Pies może przejść po tym wszystkim może 100 metrów bez bólu. Wczoraj weterynarz specjalizujący się w neurologii bez owijania w bawełnę mi oświadczył, że nie pójdziemy prawdopodobnie już nigdy ani na Dolinkę Służewiecką, ani na Kopę Cwila, ani na SGGW. Już nigdy nie rzucę Kretce piłeczki. Nie wolno jej chodzić po schodach, podbiec, otrząsnąć się z wody ani skakać. Mam w domu pieska stacjonarnego, bardzo chorego psa przed którym jeszcze morze bólu do przebrnięcia. Kretka ma silne mięśnie tułowia więc będzie w tym stanie trwała długo.
Muszka spacerów nie cierpi, chodzi na nie bo wszędzie chodzi z Kretką a jak ma iść sama to jest rozpacz. Nie można jej puścić ze smyczy; znika natychmiast w poszukiwaniu żab i padalców bądź też starych, studenckich parówek, kurzych kości i chipsów. Bez spacerów z kolei Muszka z połamaną niegdyś miednicą i tylnymi nogami po prostu chodzić przestanie. Paragraf 22.
Sprawić sobie wózek dla psa? Będę jak menel Edi wyglądała, nie mówiąc o tym, że nie wiadomo, czy Kretce to się spodoba. Moje pieski od miesiąca wyglądają tak, a ja sobie tyję. Trzeba poważnie przemyśleć sprawę letnich wakacji. W Dąbkach do plaży mamy 3 kilometry.



Wczoraj rano rozmawiałam poważnie z glukometrem i wzrok mój zawisł na Panu Mężu. Nim zdążył zaprotestować kujnęłam go w paluch i zmierzyłam co trzeba. Wynik kujnięcia nie pozostawia niestety złudzeń: wszystkich w domu będzie obowiązywała jednakowa dieta, a mnie spadł z głowy obowiązek pieczenia świątecznych ciast. Pomysł na kupowanie owych ciast w cukierni też Panu Mężowi szybko z głowy wywietrzał. Zamiast ciast i spacerów w grafiku nas obojga pojawia się powoli to:


W moim grafiku ponadto pojawi się szykowanie Panu Mężowi pudła z wiktuałami o niskim indeksie glikemicznym na dwa dni w tygodniu. Przydusiwszy go bowiem ździebko dowiedziałam się, że w poniedziałki w Pułtusku i wtorki w Szczytnie żywi się bułkami, Snickersami i Fantą. Posiłki w stołówce WSP są niejadalne albo nie ma czasu na ich spożywanie. Zatem chyba trzeba fakultet z cateringu zrobić. I kupić lodówkę do samochodu, bo Pana Męża  nie zamierzam struć - a ile czasu wytrzyma w samochodzie żywność włożona tam od piątej rano w poniedziałek?

Życzę wszystkim Wesołych Świąt.

7 komentarzy:

  1. Oj, jakie przykre wieści o pieskach... Pogłaskaj panienki ode mnie, proszę!

    Spokojnych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie to samo w głowie, co Tobie. Wczoraj byłam w pracy rowerem! Pierwszy raz w tym sezonie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piesków szkoda bardzo.I właściwie sytuacja patowa.No chyba że Kretce się zdrówko choc trochę poprawi.A z sukienką Agatko to dałaś plamę .Oczęta me ciekawe były efektu,a tu kicha.Nic to -ważne by Święta były spokojne i miłe,czego życzy Teresa z Dąbrówki ,a nie od dąbrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dałam plamy, dam się sfocić bez czerwonego nosa i zapłakanych oczu.

      Usuń
  4. Sfoć się koniecznie w sukience z dekoltem. Smutne jest to co opisujesz, ale co zrobić, zwierzęta jak ludzie mają swoją historię chorób. Wiem co to znaczy patrzeć w w cierpiące psie oczy... Nie mniej życzę psinie, by choćby odrobinę wykaraskała się z dolegliwosci . Spokoju na Święta Agata , ściskam CIę moocno :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci i tez mocno odściskuję. Mamy już zapasik leków dla psa na kilka dni, zalecenia, jakoś się to wszystko ułoży, bo musi.

      Usuń
  5. no jak w Pułtusku, to ewentualnie sałatki u niedźwiadków albo w żaczku (na rynku) ryba :-) i zupy!

    OdpowiedzUsuń

Spamerom mówimy stanowcze NIE.